Repertuar

Repertuar w pdf

Newsletter

Teatr Dramatyczny online

Poleć stronę znajomym
X

Poleć stronę

Wyślij

Wiadomość została wysłana. Dziękujemy!

Proszę czekać...

Wystąpił błąd. Spróbuj ponownie za kilka minut.

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Krzysztof Ogłoza

fot. Bartek Warzecha

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Piotr Siwkiewicz, Krzysztof Ogłoza

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Piotr Siwkiewicz

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Piotr Siwkiewicz, Krzysztof Ogłoza

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Piotr Siwkiewicz, Krzysztof Ogłoza

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Jacek Błażejewski, Piotr Siwkiewicz, Krzysztof Ogłoza

fot. Bartek Warzecha
na zdjęciu: Artur Żmijewski, Piotr Siwkiewicz

proj. Paweł Nowicki

Msza

Miejsce: Duża Scena
Premiera: 2011-10-29
Daty pokazu:
Ceny: strefa A: 25 zł, w: 15 zł

                    
                    proj. Paweł Nowicki

inscenizacja: Artur Żmijewski
współpraca inscenizacyjna: Igor Stokfiszewski
asystentka ds. scenograficznych i produkcyjnych: Magdalena Buczek
asystentka ds. literackich: Katarzyna Dudzińska
produkcja: Sławomir Adamko
realizacja światła: Rafał Rudkowski
realizacja dźwięku: Piotr Mastalerski
realizacja multimediów: Dariusz Kraszewski
inspicjent: Tomasz Karolak

występują:
Kapłan – Piotr Siwkiewicz 
Kleryk – Krzysztof Ogłoza
Kościelny – Jacek Błażejewski
Chór – Kameralny Zespół Wokalny z Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych nr 1 w Warszawie: Anna Bednarczuk, Dorota Braun, Zofia Kiniorska, Karolina Lizer, Katarzyna Mazurkiewicz, Wiktoria Ryńska, Aleksandra Szaniawska, Marta Urbanowicz, pod kierunkiem prof. Ewy Marchwickiej

„Bóg stworzył Teatr dla tych, którym nie wystarcza Kościół” powiedział klasyk polskiego teatru, Juliusz Osterwa. Jerzy Grotowski podjął się próby wykroczenia poza teatr, ku rytuałowi, ku współuczestnictwie we wspólnocie. Adam Mickiewicz poszukiwał sceny w pełni oddającej totalność metafizycznego doświadczenia, które znalazło swój literacki wyraz w scenie obrzędu dziadów. Ta długa, romantyczna tradycja łączenia teatralności z religijnością uległa w okresie żałoby po katastrofie smoleńskiej radykalnemu zawieszeniu. Na czas żałoby teatry zamknięto na głucho, a kościoły otwarto dla wiernych i niekończącej się modlitwy.
Wygląda na to, że wyłącznie religijny rytuał może wyrazić ból wspólnoty. Nie tylko ból, ale i wszelką zadumę i wszelką radość. A także wszelkie wołanie. Skoro jest tak ważny i uniwersalny, to teatrowi nie wolno tego rytuału przemilczeć. Przenosimy go więc z pietyzmem i szacunkiem na scenę. Robimy to z nadzieją, że nauczymy się, jak teatr może stać się jeszcze bardziej uniwersalnym medium, które w przypadku następnej żałoby będzie już mogło wyrażać troskę i żal wspólnoty. Inscenizujemy mszę, żeby stać się mądrzejszymi i światlejszymi niż jesteśmy –  czerpiemy wiedzę z najlepszego wzoru. W tej samoedukacji i w przynoszeniu wiedzy naszym widzom, podążamy za słowami psalmu:
„Dajcie poznać Jego [Pana] dzieła między narodami,
przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego.
Śpiewajcie Panu, bo uczynił wzniosłe rzeczy,
niech to będzie wiadome po całej ziemi.” [Iz 12,2-5]


Projekt sfinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


Recenzje:
Piotr Gruszczyński, Biała msza, dwutygodnik.com
„[...] W sumie nic się nie stało. [...] Przywykliśmy do tego, że wydarzenia artystyczne nie odmieniają losu świata (z małymi może wyjątkami). A jednak w tej mszy było coś niepokojąco wibrującego, co nie daje spokoju. Nie oburza, lecz zaburza; każe myśleć o braku, a nawet o utracie jakiegoś miejsca – może niemożliwego, utopijnego, które mogło być piękne, gdyby nie ludzie. Dlatego wolę msze w teatrze. W teatrze ludzie też mogą wszystko zepsuć. Ale nie mają nadanego autorytetu, tylko muszą go zdobywać, o niego walczyć.” (czytaj całość)

Roman Pawłowski, Msza nieświęta, „Gazeta Wyborcza”
„[...] prawdziwym celem krytyki w Mszy nie jest katolicki rytuał, ale sam teatr. W polskiej tradycji przypisuje się mu szczególną, sakralną rolę, ma on jednoczyć wspólnotę i budować jej życie duchowe. Najlepiej chyba wyraził to Juliusz Osterwa, reżyser i żarliwy katolik, autor powiedzenia, że Bóg wymyślił teatr dla tych, którym nie wystarcza kościół. Żmijewski, zderzając teatr z rytuałem, demontuje ten mit. Oczekiwanie, że teatr będzie czymś więcej niż kościołem, to mrzonka. Nie wierzymy w teatralną mszę, tak jak nie wierzymy w teatralną fikcję. Zamiast uczestniczyć w rytuale, zachowujemy bierność konsumentów. [...] Prawda w teatrze? No proszę cię! Trzeba być naiwnym, aby w postnowoczesnym teatrze szukać jakiejś prawdy.

Żmijewski niechcący przebił balon polskiego mistycyzmu teatralnego, który artyści pompowali od dwóch wieków. Dziura jest na razie niewielka, ale powietrze schodzi. I muszę wyznać, że jakoś mi z tym lekko.” (czytaj całość)

 

Marcin Smerda, Msza, której nie było, e-splot.pl
„[...] Artur Żmijewski, aranżując Mszę w warszawskim Teatrze Dramatycznym, dokonał ciekawego eksperymentu. Poprzez nałożenie na siebie dwóch – zdaje się, że przeciwstawnych – perspektyw poznawczych: krytycznej i dogmatycznej, otworzył przestrzeń, w której wszystko nabiera nowego znaczenia. Gdy bariera między rytuałem a teatrem staje się niejasna, odkrywamy możliwości, których przedtem nie znaliśmy; zyskujemy odmienne punkty widzenia na to, co wydawało się dotąd oczywiste i bezproblemowe. Msza stawia widza teatralnego wobec sytuacji paradoksalnej: jest on jednocześnie krytykiem i dogmatykiem. Odczuwamy to napięcie w każdej chwili, gdy słyszymy doskonale nam znane słowa celebrującego Mszę kapłana (Piotr Siwkiewicz). Wiemy, jak potoczy się scenariusz tego spektaklu. Nic nie ma prawa nas zaskoczyć. Obojętnie obserwujemy więc wykonywane przez niego czynności, jak gdyby kontrolując ich zgodność z oryginałem. A mimo to daleko nam do niezaangażowanej postawy obserwatora, który chłodnym okiem ocenia wartość artystyczą spektaklu.
Czujemy nieodparty przymus tego, co się dzieje na scenie. Tak jakby od nas właśnie zależało powodzenie całego przedsięwzięcia. Wygłoszone przez kapłana: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” jest jak komenda, na którą automatycznie chcemy odpowiedzieć wyuczoną formułką: „Na wieki wieków. Amen”. Wezwanie: „Przekażcie sobie znak pokoju” stanowi polecenie spełnienia określonej czynności. Odzew jednak nie następuje. To, co w Kościele przeszłoby bez bólu, tutaj nie może nam przecisnąć się przez gardło, chyba że zostanie zabarwione mocno wyczuwalną ironią. Coś się w nas buntuje i wbrew naszej woli nie pozwala być wiernym – krytyk przecież nie klęka. Przeniesiona do teatru msza ujawnia swój krytyczny potencjał. O ile zwykle kojarzona jest raczej z ostoją tradycjonalizmu, to odegrana na scenie nabiera wręcz wywrotowego charakteru.” (czytaj całość)

 

 

Temida Stankiewicz-Podhorecka, Na zamówienie lewacko-libertyńskiej międzynarodówki, „Nasz Dziennik”

„[...] Spektakl jest dokładną kalką, imitacją Liturgii przeniesionej z kościoła na scenę teatralną. Piotr Siwkiewicz z najdrobniejszymi szczegółami wypełnia zadania, które my, wierni, obserwujemy w kościele podczas Mszy Świętej. […] Tylko że teatr – jak wiadomo – posługuje się w przedstawieniach fikcją, na którą przychodzi publiczność. Ta teatralna msza jest zwykłą fikcją uzurpującą sobie prawo bytu na równi z Mszą Świętą kościelną. To jest bezprawne zawłaszczanie przestrzeni mistycznej nienależącej do teatru, przestrzeni, która powinna być chroniona ustawą albo przynajmniej prawem kanonicznym. W Kościele wszystko jest prawdziwe, i kapłan, i wierni, i Komunia Święta, i – najważniejsze – jest Bóg, który się uobecnia podczas przeistoczenia. Jaki więc sens miała tamta inscenizowana msza teatralna bez Boga?

[...] Celem tego przedstawienia zrealizowanego, moim zdaniem, na zamówienie lewackiego środowiska „Krytyki Politycznej” (i „palikociarzy”, co na jedno wychodzi) była rzecz prymitywnie prosta: uderzyć w Kościół, odsakralizować, zbanalizować to, co dla chrześcijan jest święte, i pokazać, że sakramenty to sprawa wyłącznie umowna, że Eucharystia jest niczym więcej jak tylko wymyślonym rytuałem, symbolem nabytym, wyuczonym, gdzie działa mechanizm przyzwyczajenia i gdzie nie ma Boga, bo On w ogóle nie istnieje. [...]

Nie bez znaczenia jest termin, jaki wybrano na premierę. W tym okresie, tuż przed uroczystością Wszystkich Świętych i Dniem Zadusznym, aktywizują się różne grupy satanistyczne odprawiające swoje pogańskie czarne msze, intensyfikują się pogańskie obrzędy i zabawy typu Halloween. Owego kontekstu nie można pominąć.” (czytaj całość)


ks. Andrzej Draguła, Teatr nie jest zdolny, by bluźnić, „Gazeta Wyborcza”

„[...] Na przedstawieniu Mszy w Teatrze Dramatycznym nic się nie wydarzyło, bo nic wydarzyć się nie mogło. Ci, którzy przyszli oglądać Mszę Żmijewskiego, przyjęli strategię widzów, beznamiętnie spoglądając na scenę. Nikt nie odpowiadał, nikt nie wykonywał żadnych mszalnych gestów. Słowem – nikt nie dał się wciągnąć w uczestnictwo, bo wszyscy wiedzieli, że przecież w niczym nie uczestniczą. […] Pomysł Żmijewskiego nie ma nic wspólnego z ideami wielkich protagonistów powrotu do pierwotnej sakralności teatru, a w gruncie rzeczy porzucenia klasycznego teatru na rzecz misterium. Zamiast wyprowadzać teatr ku rytuałowi, Żmijewski zaproponował rzecz zupełnie odwrotną – uteatralnił rytuał, uśmiercając go na scenie.

To, co stało się na deskach Teatru Dramatycznego podczas „odprawiania” mszy, nie miało nic wspólnego z bluźnierstwem, gdyż takowe może się wydarzyć jedynie w przestrzeni sakralnej. Mówiąc inaczej – bluźnić można tylko w rytuale, ale nigdy poza nim. Wiara i religijna relacja do Boga (bóstwa) są koniecznymi warunkami bluźnierstwa. Teatr zbluźnić nie może, nawet posługując się sakralnym tekstem, gdyż fikcja nigdy nie może zbluźnić przeciw rzeczywistości. [...] U Żmijewskiego nie ma żadnego dotknięcia bosko-ludzkiego dramatu, ani jego uobecnienia, ani jego aktualizacji. Jest tylko recytacja tekstu mówiącego o tym dramacie.

Nie, [...] nie wydaje mi się, że jesteśmy świadkami wyczerpania się rytuału religijnego, w tym katolickiej mszy św. Czas „posmoleński” pokazał, że społeczeństwo w dużej mierze nie miało żadnych innych rytuałów, w których mogło wyrazić swoje emocje. Żadnego „zbawiennego” (by nie powiedzieć – zbawczego) rytuału nie zaproponowało świeckie państwo, które świadomie bądź instynktownie uciekło się do religii. Tak, źle się stało, że zamknięto teatry. Być może byłaby to okazja do tego, by teatr zaproponował rytuał alternatywny do religijnego – taki, który dałby niereligijnej części społeczeństwa język do nazwania tego, co się wydarzyło. Tylko czy byłby to jeszcze teatr?” (czytaj całość)