Repertuar

Repertuar w pdf

Newsletter

Teatr Dramatyczny online

Poleć stronę znajomym
X

Poleć stronę

Wyślij

Wiadomość została wysłana. Dziękujemy!

Proszę czekać...

Wystąpił błąd. Spróbuj ponownie za kilka minut.

Roland Barthes

Fragmenty dyskursu miłosnego

Miejsce: Mała Scena
Premiera: 2009-01-31
Daty pokazu:
Ceny:


fot. Jan Zamoyski

przekład: Marek Bieńczyk
reżyseria i opracowanie muzyczne: Radosław Rychcik
opracowanie tekstu i dramaturgia: Anna Herbut
scenografia: Łukasz Błażejewski
choreografia: Dominika Knapik
występują: Klara Bielawka, Marcin Bosak, Joanna Drozda, Adam Graczyk

premiera: 31 stycznia 2009 roku

We Fragmentach dyskursu miłosnego wszystko pozostaje w służbie języka rozpędzonego, roznamiętnionego, bez wytchnienia stwarzanego w nadmiarze. Ten język nie może scalić miłosnego doświadczenia. Spycha je więc w chaos fragmentów, spoza których przebijają skrawki rzeczywistych zdarzeń, warianty spotkań, echa scen filmowych, strzępy obscenicznych piosenek, wyobrażeń i stereotypów obecnych we współczesnej kulturze. W ten sposób powstaje na scenie mitologia miłosnej relacji. Wszyscy tworzą tu jeden pulsujący podmiot miłosny, w którym widz może rozpoznać własne historie, wstydliwie strzeżone rozkosze ciała. W oszczędnie skomponowanej scenografii zakochany podmiot zaczyna tańczyć. Uruchomione ciało krzyczy, wpada w histerię, pręży się w nienaturalnych pozach, zastyga w groteskowych figurach. I wciąż od nowa próbuje siebie opowiedzieć.


Recenzje:
Robert Mróz, teatrakcje.pl
Fragmenty dyskursu miłosnego wciągają widza w świat nieskrępowanej ekspresji, uczuć nieuznających prymatu określonego języka i niedających się szufladkować. Gesty, ruchy i potoki słów splatają się w jedno doświadczenie, które w swojej szczerości odrzuca możliwość skomplikowanej interpretacji na rzecz powrotu do podstawowych emocji.
[…] Dzięki ogromnej ilości słów wypowiadanych czy wyśpiewywanych przez postacie, pełnoprawnym uczestnikiem spektaklu staje się język sam w sobie. Nie jest jednak ważne znaczenie wypowiadanych w nim słów i zdań, a raczej samo brzmienie, rytm i tempo. Bohaterowie szybko bowiem zdają sobie sprawę z tego, że nie ma języka na tyle subiektywnego, subtelnego, a może wypadałoby powiedzieć – wewnętrznie sprzecznego – który byłby w stanie oddać całą ambiwalencję stanów, w których równocześnie znajduje się kochanek. Dlatego kiedy słowa "kocham cię" zostają ostatecznie wypowiedziane, stają się niemalże osobnym bytem, szeptanym i krzyczanym, śpiewanym i skandowanym, skierowanym prosto do widza, odbijającym się echem w teatralnej sali przez dobre kilka minut. Okazuje się bowiem, że najprostsze, wydawałoby się - banalne słowa, najlepiej wyrażają całe zagmatwanie "tego, o co chodzi", ponieważ są wolne od wszelkich społecznych konwencji, nie są skażone niepotrzebnym konwenansem, i, co być może najważniejsze, nie pozostawiają niczego niejasnym. "Kocham cię" w ujęciu Barthesa i Rychcika jest najpotężniejszym performatywem, wyrażeniem nieobarczonym żadnym wyrozumowanym sensem i przez to czymś prawdziwym.” (czytaj całość)