Aktualności















Wizyta starszej pani, czyli kto ma władzę, ustala (prawo i) sprawiedliwość....

Pisze Włodzimierz Neubart na blogu Chochlik Kulturalny.



"Wizyta starszej pani" Friedricha Dürrenmatta, pokazana w Teatrze Dramatycznym na otwarcie sezonu, okazała się słusznym wyborem. Nie tylko podtrzymuje rangę głównej sceny im. Gustawa Holoubka, ale też pokazuje, że w teatrze wszystko jest możliwe. Realizm ma prawo wymieszać się z groteską, jawa ze snem, a sceniczna adaptacja może posługiwać się teatralną metaforą. Spektakl w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego jest jednocześnie godnym sposobem na uhonorowanie jubileuszu 45-lecia pracy Haliny Łabonarskiej (swoją drogą, patrząc na aktorkę, zastanawiamy się, czy początek kariery przypada na okres przedszkola?).

Minęło już sześćdziesiąt lat, odkąd sztuka Dürrenmatta została wystawiona po raz pierwszy. Wiele innych tekstów zestarzałoby się w tym czasie potwornie, "Wizyta starszej pani" okazuje się jednak bardziej uniwersalna. Duża w tym zasługa toposów wykorzystanych przez autora. Konotacje z tragedią grecką wydają się także uzasadnione, problem winy i kary, przeznaczenia i sądu, wreszcie ofiary i zemsty za nią rysuje się tu bowiem równie mocno. Do tego jeszcze bohaterka, Klara Zachanassian, uosobienie niejednego mitologicznego bóstwa.

Metafora, groteska a realizm

Choć najnowsza "Wizyta starszej pani" w ujęciu Wawrzyńca Kostrzewskiego jest w zasadzie bliska przesłaniu autora sztuki, reżyser pokusił się o sporo zmian. Ta najbardziej widoczna to oczywiście zakończenie, które ma nam dać możliwość snucia alternatywnych wersji dalszych wydarzeń, jednak z powodzi przekształceń rzucają się w oczy również nazwiska i nazwy miejscowe. Choć z daleka czuć, że tekst Dürrenmatta odnosi się do Polski i jej mieszkańców w opozycji do świata Zachodu, przynajmniej teoretycznie starano się uniknąć dosłowności. Stąd samo miasteczko dzięki scenografii jest raczej symbolem, mogącym odnosić się do każdego miejsca na świecie. Zaszalano natomiast z nazwami własnymi. Gnojewo zamiast Güllen to jeszcze nic takiego, ale już malownicze nazwiska bohaterów - owszem. Efekt został osiągnięty, publiczność śmieje się przy co ciekawszych nazwiskach (i słynnym Teatrze Dramatycznym w Cielakowie), wydaje mi się jednak, że o wiele lepiej prostą duszę bohaterów oddaje to, co dzieje się na scenie. Sam przekład Ireny i Egona Naganowskich, choć dobry, razi mnie nieco tymi przewidywalnymi w zasadzie środkami komicznymi.

Taki gość!

Rzecz dotyczy społeczności małego, ubogiego miasteczka, które wizytuje miliarderka Klara Zachanassian. Każdy z mieszkańców w skrytości ducha marzy o tym, że najbogatsza kobieta świata okaże mu swoją hojność. Nawet jej dawny kochanek, Alfred Ill, ma pewne nadzieje. Pojawienie się pięknej pani burzy cały ład małomiasteczkowej grupy. Niby pozwala przypuszczać, że każdemu pomoże odmienić jego smutny żywot, niby zapowiada hojne donacje na rzecz nie istniejących jeszcze nawet instytucji, a jednak nikt nie wie, że miła Klara realizuje w miasteczku swój misterny plan. Ten plan to zemsta. Oto bowiem kilkadziesiąt lat temu zaszła w ciążę, jednak Alfred, postawiony przed sąd, by uznał ojcostwo, wyparł się tego faktu i wygrał sprawę, przekupując dwóch pijaczków, którzy poświadczyli, że to oni spali z dziewczyną. W atmosferze skandalu, powszechnie potępiona Klara wyjechała z miasteczka. Została prostytutką, by jakoś przeżyć. Miała jednak to szczęście, że wpadła w oko bogatemu klientowi, wyszła za niego, a po jego śmierci budowała majątek wychodząc za kolejnych bogatych mężczyzn.

Mojra - dintojra

Minęły lata. Klara Zachanassian przyjeżdża do Gnojewa w aurze kobiety światowej, najbogatszej na świecie. Może wszystko. Wydaje się, że wystarczy, by kiwnęła palcem, a każdy z jej świty uczyni wszystko, czego tylko ona sobie zażyczy. Czując zapach pieniędzy, mieszkańcy byliby również skłonni w tym pochodzie uczestniczyć. Będą zresztą mieli szansę, ponieważ dawna koleżanka ma dla nich pewną propozycję.

Jest niczym mitologiczne Mojry. Włada ludzkimi losami, tka przeznaczenie tych, na których zwróciła uwagę. Mieszkańcom miasteczka proponuje miliard za zabicie Alfreda Illa. To ma być przecież zadośćuczynienie za krzywdę, którą jej uczynił. Ludzie reagują honorowo - odmawiają. Jednak czy ktoś widział ten miliard? Ile za to można byłoby kupić! Nawet gdyby podzielić pieniądze między wszystkich Od chwili, gdy lekarz i inni zaczną chodzić w nowych butach, kupować drogie towary (jeszcze na kredyt), los Alfreda Illa wydaje się być przesądzony. Jednak Klara okaże się nie tylko boginią jego losu, ale i pozostałych mieszkańców. Jako Kloto objawiła się tylko dając życie swojej córeczce, która zmarła, zatem za karę niczym Lachesis - szykuje teraz przeznaczenie wszystkich, których zostawiła za sobą wyjeżdżając w niesławie z Gnojewa. Wie doskonale, co robi, zadbała już dawno o to, by życiem swoich "podopiecznych" sterować całkowicie. Gdy przyjdzie czas - objawi się jako Atropos, która nieodwracalnie zmieni bieg historii.

To właśnie Klara okazuje się być panią przeznaczenia. Sama niezniszczalna, wiecznie młoda. Chyba te nowe części - chciałoby się powiedzieć, bo przecież kobieta ma protezę nogi, sztuczną rękę, w zasadzie cudem uniknęła śmierci w takich wydarzeniach, jak choćby katastrofa samolotu. Wszyscy zginęli, ona nie...

Prawo i sprawiedliwość

Nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć finał. Mechanizm dochodzenia do niego został ukazany z zadziwiającą trafnością, co stanowi niewątpliwy walor przedstawienia. Często proces ten dzieje się jakby poza sceną i jesteśmy tylko informowani o jego efektach, tutaj śledzimy go na bieżąco. Wspaniale.

Słowo "sprawiedliwość" nabiera zupełnie nowego znaczenia, a niewypowiedziane "prawo" dźwięczy w uszach niczym zły szeląg. Smutny koniec Alfreda nastąpi podczas przyjęcia z udziałem prasy, ktoś zgasi światło i stanie się, co musi się stać. Miliard - tyle warte było ludzie życie. Tylko czy to był lincz, czy naprawdę tylko atak serca?

Chociaż publiczność żywo reaguje na kryjące się w tekście sztuki aluzje i dwuznaczności, spektakl unika na ogół tanich chwytów w postaci odniesień do polityki czy aktualnej historii Polski.

Klara - miasteczko

Wspomniana opozycja wysuwa się naturalnie na plan pierwszy historii opowiedzianej przez Wawrzyńca Kostrzewskiego. Cyniczna bohaterka niemal przez czterdzieści pięć lat (kolejny związek z jubileuszem grającej ją aktorki!) planowała zemstę. Dziś, także z powodu tego, jak bardzo inna jest od wszystkich, przypomina Nemezis, boginię przeznaczenia, tylko dziwnie złośliwą i nieustępliwą. Ona realizuje misterny plan, który nie pozwala mieszkańcom miasteczka wywinąć się jej "sprawiedliwości". Najpierw wykupuje wszystko w Gnojewie, każdą piędź ziemi, budynek, szopę. Później pojawia się, by zawładnąć jeszcze duszami tych biednych ludzi. Kupuje je, bo przecież, jak się okazuje, każdy ma swoją cenę. Nie robi nawet w zasadzie nic złego, bo przecież w nowej rzeczywistości, w zaprogramowanym społeczeństwie system wartości mieszkańców jest dokładnie taki jakiego życzy sobie Klara. W tym kontekście można bohaterkę porównać także do Wolanda, który zamiast do Moskwy trafia do Gnojewa (świta też jest, a jakże!), by tam wprowadzić nowy ład i ubić interes. Tak interes - to klucz do wszystkiego. Bo przecież zemsta to już przebrzmiała sprawa. Upłynęło wiele czasu, to już nie o nią chodzi, raczej o satysfakcję z posiadania nieograniczonej władzy.

Jak się okazuje, społeczeństwo można zjednoczyć bazując na obietnicach dobrobytu i filozofii odwetu. Iluzja sprawiedliwości, absurdalna przecież, staje się dogmatem. Sterować zaś ludźmi wcale nie jest tak trudno.

Gdy źle się dzieje, łatwo zmienić zdanie

Dlaczego Klarze tak łatwo jest sterować ludźmi? Kto ma pieniądze, ten rządzi - sama to tłumaczy. Ale nie tylko o to chodzi. Z perspektywy społeczności widać, jak łatwo ludzie dają się mamić iluzją lepszego świata. Wiara w kłamstwo narasta, gdy ludzie pragną zmiany, można im wtedy wiele wmówić (nawet zbrodnię da się przecież usankcjonować boską sprawiedliwością). Kiedy zaś wejdzie się na drogę zbrodni, nie ma już odwrotu. Takie społeczeństwo musi upaść. Działalność Klary dotyka więc każdego członka społeczności Gnojewa. Widać, jak perspektywa zmiany antagonizuje ludzi. Jak bardzo dzieli i gubi. W tym wymiarze "Wizyta starszej pani" jest czytelną przestrogą dla nas wszystkich

Realizm poruszanych problemów a zabawa formą

Spektakl jest jakby stworzony z myślą o widzach z wyobraźnią. Chociaż na płaszczyźnie ludzkich dramatów stara się być dość realistyczny, Wawrzyniec Kostrzewski eksperymentuje z formą. Stąd samo miasteczko ma tylko wymiar symbolu, brak jest konkretnych budowli, strojów, wszystko opiera się raczej na zasadzie drabiny bytów i pozycji zajmowanych przez członków społeczności. Mało tego, ogromne znaczenie ma fakt, iż sugeruje się nam, że to wszystko to tylko taka przypowieść, wizja, przestroga. Przecież wszystko dzieje się na granicy jawy i snu. Na scenie wciąż sączy się delikatna biała mgiełka, która, spowijając bohaterów, zarazem odgradza ich od naszego, realnego świata. Wszystko potęguje światło, które dodatkowo czyni bohaterów czymś w rodzaju marionetek w teatrze życia. To czytelny znak, że twórcy spektaklu odżegnują się od realizmu plastycznego.

Biorąc pod uwagę ten fakt, stajemy przed sytuacją, w której oglądanych wydarzeń nie da się odnieść do jakiegoś konkretnego czasu. Siła "Wizyty starszej pani" tkwi w uniwersalności przekazu. Spektakl może mieć tak wiele interpretacji i każda będzie poprawna. Widz bowiem odniesie go do własnej sytuacji.

Bohaterowie drugiego i trzeciego planu

Ogromne wrażenie robią na mnie bohaterowie drugiego, a nawet trzeciego planu. Mateusz Weber jako Konduktor całkowicie zrywa z wizerunkiem, do jakiego nas przyzwyczaił. To taka maleńka perełka, której się nie da zapomnieć. Weber wraz z Krzysztofem Szczepaniakiem stają się też faworytami publiczności jako Dziennikarze. Z porcelanowymi zębami, wyglansowani, robią cyrk z poważnego przecież procesu. Takie amerykańskie zachowanie. Gruba kreska, karykatura, groteska, ale zarazem uderza w czuły punkt.

Łukasz Lewandowski jako Nauczyciel ukazuje bezsens idealizmu dobrego człowieka i jego niemoc w starciu z fałszywą strukturą społecznego dobra. Niemoc totalną, bo wystarcza jedno głosowanie, by zmienił zdanie Małgorzata Niemirska jako żona jest jednocześnie rozkosznie zabawna i przeraźliwie dramatyczna. Świetna rola. Zastanawiałem się, jak ona wypadłaby w roli Klary (byłaby pewnie bardziej władcza, wręcz demoniczna).

Henryk Niebudek w roli Burmistrza ujawnia całą małość urzędu w starciu z potęga pieniądza i władzy absolutnej. Płaszczy się i wije, byle tylko uzyskać łaskę instancji nadrzędnej, w tym wypadku kobiety, która nie cofnie się przed niczym, by zrealizować swój plan. Burmistrz budzi politowanie, jest marionetkowy. Za fasadą urzędowych gestów (nawet stroju) kryje się pospolitość Przypadek?

Nieźle wypadają mieszkańcy miasteczka: Anna Gajewska, Małgorzata Rożniatowska, Waldemar Barwiński i Robert Majewski. W tym całym podobieństwie ideologicznym są mimo wszystko różni (nie wiem tylko, czy w pierwszej scenie ich brak koordynacji jest zamierzony, by wskazać, że nikomu już tak naprawdę na niczym nie zależy, czy to jednak błąd techniczny?).

Wyrazisty jest Proboszcz (Andrzej Blumenfeld) i Koby - ślepiec, który kłamał w sądzie na korzyść Illa (Mariusz Wojciechowski). Patrzy się na niego nie bez zdziwienia, bo kostium i zachowanie bohatera stoją do siebie w opozycji (a i w jednej postaci zawarto cechy aż dwóch z literackiego pierwowzoru), jednak aktor wychodzi z tego zabiegu obronną ręką.

Inny od wszystkich jest też Łukasz Wójcik - ochroniarz Klary, który gra jednak przede wszystkim swoją fizycznością, współczesną do bólu. Nie jestem pewien, czy gangster z Manhattanu powinien wyglądać jak hipster z Placu Zbawiciela, ale efekt jest... Może tylko Zdzisław Wardejn nie podoba mi się jako Policjant (ale to wina fatalnej dykcji aktora).

A przecież wspomnieć trzeba jeszcze o kilku małżonkach Klary. Wszystkich gra Mariusz Drężek, momentami manieryczny, a jednak przejmujący. Wie, co robi.

Człowiek, który poddał się losowi

Alfred został przez Adama Ferencego sportretowany z wyczuciem jako jedna z najważniejszych osi dramatycznych wydarzeń. Męczennik, który rozumiejąc swój los, poddaje mu się. Godność, poświęcenie? Interpretować tę postać można na wiele sposobów. Przecież widzi absurd całej sytuacji. Walczy z nią początkowo, ale przecież rozumie, że tłumu nie da się zatrzymać. Poddaje się i jakby oddaje w ofierze w imię dobra tej społeczności, która złoży z niego daninę na rzecz rozlicznych korzyści dla wszystkich.

Koncert, koncert, koncert!

"Wizyta starszej pani" to jednak przede wszystkim popis Haliny Łabonarskiej w roli Klary. Jej zwycięstwo to sukces przedstawienia. Pracują na nią wszyscy: aktorzy, którzy budują tę opowieść, fryzjerzy i makijażyści (bo wygląda znakomicie), kostiumograf (Aneta Suskiewicz), oświetleniowcy (pod okiem Mikołaja Jaroszewicza). Jednak to, co najważniejsze, aktorka tworzy na scenie sama. Klara jest sprawcą wszystkiego i zarazem odbiorcą. Bije z niej fascynująca prawda o zepsuciu, które prowadzi do deprawacji całego społeczeństwa. Tylko dlatego, że można, że ma się władzę!

Ona w całej tej (nieco nawet groteskowej) historii jest po prostu cyniczną kobieta, która bawi się ludźmi, mając środki, by zawładnąć całym ich życiem. Jest jak Woland z "Mistrza i Małgorzaty), jak Medea z tragedii greckiej i jak demiurg, który tworzy świat takim, jaki jawi się w jego głowie (a że pomysł chory, to i efekty łatwe do przewidzenia). Klara w ujęciu Haliny Łabonarskiej jest kobietą, która posiadła władzę sterowania społeczeństwem. Iluzja nowego - starego systemu wartości, jaką tworzy to znany nam skądinąd kult politycznego odwetu, rodzaj filozofii, która kłamstwo stawia w roli prawdy absolutnej, a zbrodnię nazywa sprawiedliwością.

Od pierwszej chwili widać, że aktorka stosuje zupełnie inne środki dla oddania charakteru Klary Zachanassian, niż jej znamienite poprzedniczki w tej roli (choćby Barbara Krafftówna, Maja Komorowska czy Krystyna Janda). Owszem, emanuje siłą, jednak jest to raczej rodzaj poświaty, która spowija ją całą. W zachowaniu i relacjach z ludźmi Klara zachowuje pozory "normalności", momentami wydaje się aż nazbyt delikatna. I tym wygrywa! Początkowo byłem przekonany, że to błąd. A przecież w ten sposób Klara może najłatwiej podejść swoje ofiary. Tworzy iluzję, dzięki której w odpowiedniej chwili będzie mogła zniszczyć wszystko i wszystkich. Raz jeszcze - czy czegoś nam to nie przypomina?

Plusy i minusy

Uwiodła mnie bez reszty w spektaklu muzyka Piotra Łabonarskiego (przywodząca na myśl filmy Petera Greenawaya). Ten powracający wciąż motyw muzyczny jest przepiękny. Znakomita jest też praca świateł (brawa dla Mikołaja Jaroszewicza). Niespecjalnie za to spodobała mi się scenografia. Rozumiem umowność, dostrzegam znaczenie tych wszystkich poziomów wzniesionej na scenie konstrukcji, jednak mam wrażenie, że coś takiego widzieliśmy już na scenie Teatru Dramatycznego wcześniej, choćby w "Cabarecie". Można było tę konstrukcję stworzyć inaczej, choćby z boku sceny, wówczas wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.

Fantastyczna jest scena przypominająca "Ostatnią wieczerzę". Aktorzy skracają na moment dystans z widownią, a Klara może przeprowadzić hipnotyczny eksperyment także na nas. Konceptualnie bronią się sceny pochodu, śmierci Alfreda i wiele innych. Myślę jednak, jak bardzo przydałoby się, żeby o ich sukcesie nie stanowiło tylko perfekcyjne światło. Kilkukrotnie (jak właśnie przy tym diabelskim pochodzie i śmierci Illa) łapałem się na tym, że wyobrażałem sobie, jak można to było rozegrać bardziej gestem i ruchem. Gdyby tak wysłać aktorów choć na kilka zajęć z artystami pantomimy (do których z Teatru Dramatycznego akurat nie jest daleko)? Kto widział śmierć bohatera w "Gogolu", wie, że ciała osaczających go ludzi mogą wyrazić przerażające emocje...

Bez wątpienia skróciłbym początek przedstawienia. Wprowadzenie do całej historii jest zbyt długie, zastanowiłbym się też na przearanżowaniem sceny w lesie (gdy dawni kochankowie beznamiętnie rozmawiają o tym, co się stało z córeczką Alfreda). Za to zakończenie bardzo do mnie przemawia. Nie zdradzając szczegółów, daje duże pole do dyskusji, co dalej?

Królowa imponderabiliów

Teatr w takim wydaniu, jaki serwuje nam na otwarcie sezonu Teatr Dramatyczny, daje nadzieję, że to będzie dobry rok dla polskiego teatru. Rok artystycznych wyzwań, poszukiwania nowych dróg i eksplorowania meandrów ludzkich emocji.

'"Wizyta starszej pani" w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego operuje dynamicznym obrazem, tajemniczym światłem i magiczną muzyką, stwarzając aktorom szansę ukazania mechanizmu sterowania ludzkimi poglądami. Ma się wrażenie, że w kontekście filozoficznym, socjologicznym, polityczno-społecznym sztuka jest tak współczesna, że już bliżej nie można!

Stanowi coś na kształt artystycznej przestrogi, by zasady moralne nie uległy podszeptom i pieniądzom. Reżyser udowadnia, jak łatwo konserwatywne społeczeństwo potrafi odejść od głoszonych ideałów omamione wizją lepszego świata. Roszczeniowi, leniwi ludzie w imię "sprawiedliwości" czynią zło ostateczne, sankcjonując je przy tym. Coś nam to przypomina?

Klarę Zachanassian dzięki najnowszej inscenizacji zapamiętamy jako królową impoderabiliów, tych wszystkich trudnych do uchwycenia zjawisk, które wpływają na zachowanie i poglądy innych ludzi. To spektakl o Klarze i dla niej. Można pomarudzić na ten czy inny drobiazg inscenizacyjny, ale nic nie odbierze przedstawieniu tego, co najważniejsze, kreacji Haliny Łabonarskiej, która zachwyca, przyciąga wzrok i fascynuje. Takiej Klarze nie oparłby się dosłownie nikt...










Ksiądz i jego sumienie. Czytania w Dramatycznym

W najbliższy weekend w czasie „Festiwalu Zgromadzenia. Sztuka Wspólnoty” odbędą się czytania aktorskie sztuk „Historia Jakuba” Tadeusza Słobodzianka, „Sumienie” Elżbiety Chowaniec i „Córka marnotrawna” Davida Turnera. Bohaterem każdej z nich jest ksiądz, a tematem – konflikt sumienia. Po czytaniach zapraszamy na dyskusje z publicznością, w których wezmą udział wybitni teologowie, filozofowie, etycy i księża. Wstęp wolny.


Czytania odbywają się w ramach projektu „Wolność i katechizm”, nawiązującego do tradycji Laboratorium Dramatu. Są punktem wyjścia do dyskusji być może ważniejszej od polityki. To rozmowa o kształcie polskiej cywilizacji, która zbyt często konfliktuje ze sobą te dwa pojęcia: katechizm i wolność.

7 października (piątek) o 17:00 na Scenie im. Haliny Mikołajskiej

David Turner „Córka marnotrawna” w reżyserii Aldony Figury

Czytają: Henryk Niebudek, Maciej Wyczański, Michał Podsiadło, Anna Szymańczyk, Marek Gawroński i Katarzyna Pośpiech.

W dyskusji, którą moderuje Adam Szostkiewicz wezmą udział: psychoterapeutka Agnieszka Iwaszkiewicz, ks. Andrzej Luter i prof. Tadeusz Bartoś.

Akcja „Córki marnotrawnej” Davida Turnera dzieje się na plebanii, gdzie mieszkają trzej księża. Któregoś dnia zjawia się u nich młoda dziewczyna, która wcześniej dokonała aborcji. Christine zostaje gospodynią na plebanii. Sztuka o celibacie, wolności i miłości, napisana w latach siedemdziesiątych, gdy kościół musiał odpowiedzieć na ogromne zmiany w obyczajowości.

8 października (sobota) o 17:00 na Scenie im. Haliny Mikołajskiej

Elżbieta Chowaniec, „Sumienie” w reżyserii Wojciecha Urbańskiego


Czytają: Arkadiusz Janiczek, Agata Wątróbska i Maciej Wyczański.

W dyskusji, którą moderuje Adam Szostkiewicz wezmą udział:  dr Cezary Żechowski, prof. Tadeusz Bartoś i prof. Stanisław Obirek.

Współczesna sztuka o dążeniu do prawdy i konsekwencjach jej odkrycia. Młoda dziennikarska próbuje dowiedzieć się o skrzętnie maskowanej aferze wśród najwyższych hierarchów Kościoła. Sprawy się nieco komplikują, gdy na jej drodze staje młody ksiądz.

9 października (niedziela) o 17:00 na Scenie im. Haliny Mikołajskiej

Tadeusz Słobodzianek, „Historia Jakuba” w reżyserii Ondreja Spišaka


Czytają: Łukasz Lewandowski, Małgorzata Rożniatowska, Zbigniew Dziduch, Magdalena Smalara, Michał Podsiadło, Marta Król-Gajko i Marcin Sztabiński.

W dyskusji, którą moderuje Adam Szostkiewicz wezmą udział: prof. Leonard Neuger, prof. Joanna Tokarska-Bakir, prof. Tadeusz Bartoś i dr Cezary Żechowski

Najnowsza sztuka Tadeusza Słobodzianka, inspirowana prawdziwą historią katolickiego księdza, który jako dojrzały człowiek poznaje swoją prawdziwą tożsamość. Opowieść o poszukiwaniu prawdy oraz o konsekwencjach decyzji, które za nas podejmują inni i tragicznej próbie ocalenia swojej kondycji ludzkiej.  

Wszystkie czytania zaczynają się o 17:00, wstęp jest wolny.
 















ŚWIĘTY ROCKEFELLER

Pisze Szymon Spichalski w TeatrDlaWas

Zaczęło się w 1956 roku. Zaledwie trzy lata po słynnej premierze "Czekając na Godota” swoją pierwszą inscenizację miał kolejny sławny dramat współczesny. Wystawiona w Schauspielhaus w Zurychu "Wizyta starszej pani” odniosła olbrzymi sukces. Widownię zachwyciła kreacja Therese Giehse w roli Klary Zachanassian. Autor scenariusza Friedrich Dürrenmatt zyskał zaś międzynarodową sławę, którą ugruntował potem dzięki "Fizykom”.

"Wizyta…” była wynikiem fascynacji pisarza teorią teatru epickiego. W odróżnieniu jednak od Brechta twórca zrezygnował z ideologicznego podszycia swojego dramatu; u Dürrenmatta na plan pierwszy wysuwa się przede wszystkim opowiadana historia, ubrana w szaty tragikomedii. Autor nazywał ją w swoim eseju "jedyną dramatyczną formą, pozwalającą wyrażać dziś tragizm”. W Polsce dramat jest znany głównie dzięki pamiętnej realizacji Jerzego Gruzy w Teatrze Telewizji z 1971 roku. Z jednej strony zadbano w niej o realizm i wiarygodne przedstawienie dylematów moralnych. Z drugiej dodano iście groteskowe elementy: Barbara Krafftówna jako Klara nosiła półmaskę nadającą jej demoniczny wygląd. Cały spektakl cechował zaś plastyczny minimalizm.

Z podobnych założeń estetycznych zdaje się wychodzić inscenizacja Wawrzyńca Kostrzewskiego. Twórcy nie chcieli tworzyć realistycznej interpretacji "Wizyty…”, unikając osadzania akcji w scenerii zubożałej polskiej prowincji po transformacji ustrojowej (a taką pokusę rodzi chęć dosłownego uwspółcześnienia tekstu Dürrenmatta). Scenografia Anety Suskiewicz opiera się raczej na symbolicznych dekoracjach. W przestrzeni proscenium umieszczono dół z ruchomymi wajchami, którymi na początku spektaklu posługują się mieszkańcy miasteczka. Ich powtarzalne ruchy odnoszą się do ciężkiej, bezproduktywnej pracy robotników, której efektem jest poruszanie się niewielkiego rowerowego koła. Z tyłu sceny umieszczono wielką konstrukcję złożoną z pozbijanych palet, desek i skrzynek. W tych ostatnich mogły się kiedyś znajdować wyroby z miejscowej huty czy innych upadłych zakładów. Kostrzewski umiejętnie rozgrywa przestrzeń. Umieszczona na obrotówce budowla jest raz Piotrową Stodołą, a raz Konradowym Lasem (umieszczone jedna na drugiej skrzynki przypominają drzewa). Krawędź sceny staje się zarówno stołem gościnnym, jak i biurkiem dla dziennikarzy prowadzących program. Kiedy przejeżdżają pociągi, na dekoracjach odbijają się migające światła reflektorów.

Ciekawym pomysłem było spolszczenie nazw występujących w tekście. Güllen zamieniono na swojsko brzmiące Gnojewo. Komornik Glutz nazywa się Glut. Jeden z mieszkańców nosi nazwisko Kurdupelski. Już ta modyfikacja wystarcza do przybliżenia widzom miejsca akcji, niedwuznacznie odnosząc je do naszej rzeczywistości. Kostrzewski pozostaje wierny opowiadanej historii, chociaż inkrustuje ją własnymi rozwiązaniami scenicznymi. Ograniczono nieco liczbę postaci. Niektórzy aktorzy odgrywają sylwetki, które są kompilacją kilku osób z dramatu. Jest tak z Tomaszem Budytą, będącym zarówno Asystentem Burmistrza, jak wspominanym sekwestratorem; Krzysztof Szczepaniak i Mateusz Weber wcielają się w obsługę pociągu oraz dziennikarzy.

Twórcy rozgrywają tekst na dwóch poziomach. Jednym z nich jest opowieść o zbiorowości. W wyniku długoletniego życia w nędzy i zapomnieniu gnojewianie pełni są stłumionej frustracji. Przybycie Klary Zachanassian (Halina Łabonarska) jest dla nich szokiem. Kiedy kobieta przybywa wcześniej, wychodzi na jaw organizacyjny chaos panujący w miejscowości. Burmistrz (Henryk Niebudek) poleca szukać swojego staroświeckiego kapelusza, gdy pozostali biegają po scenie w panice. Milionerka imponuje swoim rodakom, rzucając pieniędzmi na lewo i prawo. Mieszkańcy widzą w tym nadzieję na jej dobroduszne wsparcie dla swojego rodzinnego miasta: odbudowanie firm, etc. Jednak ona oferuje podarować miliard pod jednym warunkiem: gnojewianie zabiją miejscowego sklepikarza Alfreda Illa (Adam Ferency), który w przeszłości miał romans z Klarą. Gdy jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę, mężczyzna zostawił ją, a ojcostwo przypisał rzekomemu kochankowi (którego "opłacił” butelką wódki). Dziecko ostatecznie zmarło, a Zachanassian wyrwała się z biedy dopiero po wyjściu za mąż za bogatego biznesmena. Teraz kobieta zmienia małżonków jak rękawiczki. Jej oferta ma być zaś rodzajem zemsty na Gnojewie – za to, że jej osobista tragedia została przemilczana.

Mieszkańcy początkowo odrzucają propozycję, ale potem stopniowo się do niej przekonują. Odruch owczego pędu zostaje oddany przez ruch sceniczny. By poczuć się silniej, gnojewianie zbierają się w grupę. Kupują sobie na kredyt nowe ubrania, nawet miejscowy Proboszcz korzysta z okazji i kupuje nowy dzwon. Kiedy miejscowi chcą pokazać swoje poparcie dla danej osoby (Klary czy Burmistrza), chóralnie powtarzają jej słowa. W sekwencji z początku drugiego aktu okazują życzliwość wobec Illa, kilka scen dalej wyzywają go już od łajdaków. Zachanassian zaprasza do Gnojewa dziennikarzy. Wymuskani mężczyźni są dla mieszkańców odbiciem "wielkiego świata”, prestiżu, za którym tęsknią. Korespondenci zmuszają tubylców do sztucznych uśmiechów i okazywania radości. Zmanipulowana społeczność (choć czy ona naprawdę jest nieświadoma…?) coraz bardziej gnębi Alfreda, ale sama stacza się moralnie. Żona i córka protagonisty uprawiają seks z dziennikarzami. Cena za "rozwój ekonomiczny” okazuje się wysoka.

W tej Sodomie znajduje się jeden sprawiedliwy. To Nauczyciel (znakomity Łukasz Lewandowski), który na początku udziela wsparcia Alfredowi. W końcu jednak ulega mechanizmom rządzącym zbiorowością. Kluczowa jest scena gminnego sądu, w którym mord na Illu uzyskuje legitymizację z racji jako… spełnienie moralnego oczyszczenia. Nauczyciel wygłasza na ten temat płomienną mowę. Nawiązaniem do rytualnych obrzędów sprzed wieków jest finałowa sekwencja, w której gnojewianie żegnają się z Alfredem, otaczając go szerokim kołem. Okrąg zaczyna się zaciskać, przypominając śmiertelną pętlę, aż dochodzi do tragicznego finału. "Zmarł na atak serca, to z radości”, stwierdza miejscowy lekarz.

Ale ta historia ma też wymiar jednostkowy. Alfred Ferencego stopniowo przekonuje się o swojej winie. Chociaż dostrzega absurdalność zachowań swoich ziomków, w głębi ducha stara się przekonać co do konieczności takiego postępowania. Początkowo jest nonszalancki wobec Klary (scena wspólnego wspominania młodości), potem staje się uległy i zrezygnowany. Tym bardziej, że nie zamierzają mu pomóc władze w osobie Policjanta i Burmistrza. Kostrzewski akcentuje rozterki protagonisty. Pod koniec pierwszej części przedstawienia Ill próbuje zdążyć na pociąg. Choć nikt nie staje mu na drodze, nikt go nie otacza (jak ma to miejsce w dramacie), mężczyzna osuwa się nagle na ziemię. Pada wtedy na niego intensywne światło. Alfred dobrowolnie rezygnuje z ucieczki. Społeczny lincz jest trudny do przezwyciężenia, ale większym wyzwaniem okazuje się zmierzenie z własnym sumieniem.

Może się wydawać, że przyjęta poetyka oddala się od ducha tekstu, w rzeczywistości jest wiernym odzwierciedleniem zaleceń samego Dürrenmatta: "Klara Zachanassian jest zjawiskiem poetyckim, podobnie jej świta, a nawet eunuchowie, których nie należy przedstawiać w sposób realistyczny (…) lecz trzeba ich ukazać jako nierzeczywiste, baśniowe widma”. Fizyczny, namacalny świat podszyty jest groteskowością, która u Kostrzewskiego przybiera wymiar metafizyczny. Zachanassian wraz ze swoimi przybocznymi przypomina Wolanda i jego kompanów, którzy przychodzą do zwykłych śmiertelników, by sprawdzić ich deklarowane przywiązanie do imponderabiliów. I podobnie jak to jest u Bułhakowa, ludzie nie okazują się źli – tylko po prostu słabi.

Przybycie Klary jest w warszawskim spektaklu traktowane jako swoisty test przeprowadzony przez Boga na swoim ludzie. Klara w swoim białym kombinezonie przypomina boginię, olśniewającą swoim blaskiem zszarzałych gnojewian. Gangster Toby (Łukasz Wójcik) jawi się jako bezduszny tytan będący maszyną do zabijania. Boby Władysława Kowalskiego jest z kolei chochlikiem wyłuszczającym plany swojej pani. Partnerem seksualnym okazuje się postać Mariusza Drężka, stanowiąca ilustrację kilku małżonków Zachanassian. Zwraca zwłaszcza uwagę Mariusz Wojciechowski. Jego Koby jest skomponowany na bazie dwóch eunuchów z dramatu. Niemal wszystkie swoje kwestie powtarza zatem po dwa razy. Jego zgarbiona sylwetka, ramiona ukryte w rękawach wyciągniętego swetra i twarz wykrzywiająca się w groteskowych grymasach przydają całej sylwetce pewnej demoniczności. Dzięki działaniom tego kolektywu wychodzi na jaw ludzka skłonność do relatywizacji zasad moralnych, pochopnego oceniania i zwykłej podłości.

Czy można natomiast doszukiwać się w przedstawieniu bieżących politycznych odniesień? Takie sugestie wysuwa część widzów. Twórcy uniknęli jednak publicystyki, zresztą krytyka dotyka zarówno samej społeczności miasteczka, jak i tajemniczych przybyszów z "bogatych krajów”. Spektakl Kostrzewskiego jawi się raczej jako pewna moralna przypowieść, opowiedziana z Dürrenmattowskim wyczuciem groteski. Na koniec spektaklu Klara zamyka pagerem kurtynę, pozostawiając za nią zdezorientowanych gnojewian. "Idziemy dalej” - mówi Zachanassian dopisaną kwestią, a jej świta podąża za nią w efektownym korowodzie. Bój się widzu – mówią twórcy – oby demoniczny orszak nie dotarł i do Twojego Gnojewa.

autor tekstu: Szymon Spichalski
 












Okrągły Stół pod Teatrem Dramatycznym

Słynny Okrągły Stół z legend arturiańskich był symbolem równości wszystkich rycerzy, którzy przy nim zasiadali. Symbol ten zadomowił się w europejskiej kulturze jako miejsce podkreślające nie tylko równoważność wszystkich rozmówców, ale także jako sposób rozwiazywania sporów. Taka idea przyświecała twórcom polskiego Okrągłego Stołu, przy którym spotkały się komunistyczne władze i przedstawiciele demokratycznej opozycji. W ten sposób mebel stał się symbolem upadku totalitaryzmu w Polsce.

Teatr Dramatyczny postawił okrągły stół ze spektaklu „Merlin. Inna historia” Tadeusza Słobodzianka na Placu Defilad. Dziś, gdy nasze społeczeństwo jest bardzo podzielone, warto nawiązać do tej idei i przypomnieć, że rozmowa oparta na wzajemnym szacunku jest najlepszym sposobem rozwiazywania problemów. Chcielibyśmy, by stół miał też znaczenie praktyczne – mieszkańcy Warszawy mogą z niego skorzystać, by rozwiązywać swoje spory.

Pamiętajmy: okrągły stół - to stół bez „kantów”, przy którym debatuje się i biesiaduje w czystych intencjach.

Stół zaprojektował František Liptak
 










Premiera "Wizyty starszej pani"


Moralność i system wartości oraz sprawiedliwość, zemsta i pokusa - to tematy "Wizyty starszej pani", spektaklu w reż. Wawrzyńca Kostrzewskiego. Premiera przedstawienia z Haliną Łabonarską i Adamem Ferencym w najbliższy piątek.

Przybycie do Gnojewa Klary Zachanassian - wokół tego wydarzenia ogniskuje się akcja dramatu "Wizyta starszej pani" Friedricha Dürrenmatta. Główna bohaterka - mająca za sobą siedem małżeństw, opływająca w pieniądze i całkowicie bezwzględna - pojawia się w rodzinnym mieście po kilkudziesięciu latach. Nie chce jednak po prostu "odwiedzić starych kątów": jej celem jest zemsta za przeżyte przed laty wygnanie, upokorzenie i śmierć dziecka. Nie chce też ustabilizować finansowej sytuacji swoich krajan: planuje naruszyć mir panujący w miasteczku. Rozpoczyna więc - jak ujęli to twórcy przedstawienia - "swoistą kampanię wyborczą w amerykańskim stylu": proponuje dawnym sąsiadom dobrobyt w zamian za rezygnację z wyznawanych wartości i popełnienie zbrodni.

Jak szybko społeczeństwo pod wpływem obietnic i manipulacji ulega degradacji moralnej? Jak sprawnie zbiorowość usprawiedliwia niegodziwości gwarantujące im lepszy status? Jak łatwo zaciera się granica pomiędzy sprawiedliwością a zemstą? Czy zemsta może stać się usankcjonowanym elementem polityki i życia społecznego, wręcz zbiorową atrakcją? - to pytania, które zadawał sobie reżyser spektaklu Wawrzyniec Kostrzewski.

- Chciałbym widzieć tę sztukę jako wizyjną opowieść o przyszłości, która się może wydarzyć, ale nie musi. Tekst Dürrenmatta nie odzwierciedla dokładnie naszej, polskiej sytuacji. W Gnojewie nie ma podziałów politycznych, społeczeństwo jest jednorodne, nie istnieje opozycja, system wartości jest stabilny i mocny - powiedział Kostrzewski we wtorkowej rozmowie z dziennikarzami.

- Wystarcza jedna chwila, żeby to pękło. W spektaklu ta chwila następuje, kiedy do miasteczka przyjeżdża Klara. Wtedy pada propozycja, która łamie kręgosłupy moralne w takim tempie, że mieszkańcy nawet tego nie zauważają - dodał.

Zdaniem reżysera "Wizyta starszej pani" to "tekst, który gaśnie i się zapala". - Wystawianie tak starych tekstów, które trącą myszką, jest dużym ryzykiem. Ciężko z nimi walczyć na poziomie adaptacji, ale jeśli się okaże, że ten kwiat paproci zakwitł, to "Wizyta starszej pani" może stać się przerażająco aktualna. Tak się dzieje w zależności od okoliczności i czasów - skomentował.

- Rzecz, która mnie zainteresowała w utworze Dürrenmatta, to - choć może to wyważanie otwartych drzwi, bo ktoś wpadł na to przede mną - fakt, że równorzędnym bohaterem dla Klary i Illa jest bohater zbiorowy: społeczeństwo Gnojewa. Uważam, że to było do tej pory niewykorzystane, dlatego w spektaklu wspólnie staramy się wyciągać, ile się da, opowieść o zbiorowości, która się na naszych oczach przeobraża, przekształca i ulega pokusie - zauważył.

Jak podkreślił, w przedstawieniu chciał "uniknąć dosłowności i pozostać na poziomie teatralnej metafory". - Dlatego staraliśmy się stworzyć świat, który będzie odrębny, osobny i trochę niedookreślony. Dzięki temu, że nie używamy np. nazwisk współczesnych polityków, widz będzie musiał wszystko sam zinterpretować - dodał.

W spektaklu występują: Halina Łabonarska, Adam Ferency, Mariusz Drężek, Władysław Kowalski, Małgorzata Niemirska, Małgorzata Rożniatowska, Łukasz Lewandowski, Henryk Niebudek/Janusz R. Nowicki, Łukasz Wójcik, Mariusz Wojciechowski, Andrzej Blumenfeld, Zdzisław Wardejn, Waldemar Barwiński, Robert Majewski, Anna Gajewska, Anna Szymańczyk, Tomasz Budyta, Krzysztof Szczepaniak, Mateusz Weber.

PAP


wiadomości

 


więcej aktualności

 

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa