Aktualności











Dodatkowe pokazy na 37. WST


Bilety na spektakle dla dorosłych Warszawskich Spotkań Teatralnych rozeszły się w tym roku w rekordowym tempie. Miejsc na większość przedstawień nie było już kilka godzin od uruchomienia sprzedaży. Na życzenie widzów organizatorzy WST zdecydowali o dodaniu trzech spektakli - „Wyspy” Teatru Pieśni Kozła, „Iwony księżniczki Burgunda” Moskiewskiego Teatru Narodów i „Najgorszego człowieka na świecie” w reżyserii Anny Smolar, laureatki Paszportu Polityki 2017.

„Wyspa” w reżyserii Grzegorza Brala to poemat wokalno-taneczny inspirowany „Burzą” Szekspira. Wszystko dzieje się tu w oszalałej wyobraźni starca Prospero, zespół dziewiętnastu wykonawców odgrywa wnętrze jego umysłu. Nasycony smutkiem i nostalgią spektakl tworzą aktorzy Teatru Pieśni Kozła z tancerzami uznanego choreografa Ivana Pereza. Zmienia się dzień pokazu spektaklu  - „Wyspę” zobaczymy dwukrotnie  - 30 marca o 19:00 i 22:00. Po pierwszym spektaklu (o 20.30) odbędzie się spotkanie z twórcami, które poprowadzi Aleksandra Rembowska, dziennikarka portalu Teatralny.pl.   

Warszawskie Spotkania Teatralne to również miejsce prezentacji dokonań polskich twórców za granicą. Widzowie będą mogli zobaczyć Gombrowiczowską „Iwonę, księżniczkę Burgunda” w reżyserii Grzegorza Jarzyny i koprodukcji Moskiewskiego Teatru Narodów oraz TR Warszawa. Spektakl koncentruje się wokół konfliktu między systemem społecznych norm i zakazów a wolnością jednostki. Dodatkową „Iwonę” zobaczymy 2 kwietnia o 23:00 na Scenie Gustawa Holoubka. Spotkanie z twórcami, które poprowadzi Katarzyna Janowska (redaktor naczelna działu kultury w Onet.pl) odbędzie się około 22.20 po pierwszym spektaklu.

„Najgorszy człowiek na świecie”  to wariacja na temat głośnej książki Małgorzaty Halber o tym samym tytule.  Autorka opisując swoje doświadczenia mierzy się z tabu kobiecego alkoholizmu i przekracza go, traktując nałóg jako symptom czegoś głębszego. „To nie jest spektakl o alkoholizmie ani terapia grupowa, ale próba zrozumienia naszej kondycji ludzkiej”. – mówią twórcy. Dodatkowe przedstawienie Teatru im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu będzie można obejrzeć 12 kwietnia o 19:00.  Spotkanie z twórcami, które poprowadzi psycholog Ewa Woydyłło-Osiatyńska odbędzie się 11 kwietnia o 23:00.

Bilety na spektakle są dostępne we wszystkich kasach Teatru Dramatycznego i na stronach:http://www.warszzawskie.org www.warszzawskie.org www.bilety.teatrdramatyczny.pl
 

















Rodziny Jakuba


"Historia Jakuba" Tadeusza Słobodzianka w reż. Ondreja Spišáka w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Pisze ks. Alfred Marek Wierzbicki w Laboratorium Więzi.

Los Jakuba jest tak dalece niepowtarzalny, że nie wynika z niego żaden ogólny morał, budzi więcej zdumienia niż zrozumienia, wyzwala czyste współczucie.

Sztuka Tadeusza Słobodzianka "Historia Jakuba" w reżyserii Ondreja Spišáka w Teatrze Dramatycznym (Scena na Woli) bardzo mnie wciągnęła, nie zdałem sobie nawet sprawy, że trwała trzy godziny. W jej bohaterze Marianie Jakubie, zagranym w wysokich rejestrach emocjonalnych i refleksyjnych przez Łukasza Lewandowskiego, trudno nie rozpoznać postaci podobnej do ks. Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela.

Znam go od ponad 30 lat, a dzięki częstym rozmowom stałem się świadkiem - z dalszego poniekąd planu - jego poszukiwań własnej tożsamości. Słobodzianek opatrzył sztukę podtytułem "tragedia w XXXIII epizodach". To ważna wskazówka, tragicznego losu bohatera nie powinny przesłonić szczegóły dokumentalne i wątki publicystyczne. Podobnie jak antyczni tragicy przetwarzali mity, Słobodzianek podporządkowuje faktografię historyczną zamysłowi artystycznemu. Dzięki kreacji, kondensującej i wyostrzającej rzeczywistość, otrzymujemy do niej klucz.

Tragedia Jakuba to tragedia dziecka Holokaustu, wychowanego w polskiej katolickiej rodzinie bez świadomości prawdy o żydowskim pochodzeniu. Poznaje ją późno jako człowiek dojrzały, gdy został już wyświęcony na księdza i uzyskał doktorat z filozofii. Zaczyna się zmagać o scalenie w sobie światów, które do siebie nie przystają, a nawet są sobie obce i wrogie, a do których on w pełni należy. Fatalizm losu, stanowiący źródło tragedii spotyka się z odwagą biblijnego Jakuba walczącego o trudną prawdę o sobie. Jakub chce być Żydem od Jezusa, krzyż chce wpisać w gwiazdę Dawida. Czy to możliwe? W sztuce Słobodzianka ta walka nie zostaje jeszcze rozstrzygnięta. Los Jakuba jest tak dalece niepowtarzalny, że nie wynika z niego żaden ogólny morał, budzi więcej zdumienia niż zrozumienia, wyzwala czyste współczucie.

Na losy Jakuba rzutują obydwie jego rodziny. W jego śnie zasiadają one do wspólnego stołu, ale nie jest to stół łatwego sentymentalnego pojednania, wspólny posiłek kończy się kłótnią i obrzucaniem ulubionym jego ciastem - szarlotką. Spektakl kończy się sprzątaniem po tej bitwie, a widownia nie może się zorientować, czy to już koniec, czy będzie jeszcze jakiś epizod. Słychać muzykę Bacha, nikt nie klaszcze, aktorzy nie wychodzą zza kurtyny. Właściwie nie ma końca.

Słobodzianek nikogo nie oszczędza, jego widzenie środowiska kościelnego oraz środowiska żydowskiego jest równie ostre. Jakub nie jest buntownikiem, ale trudno mu wytrzymać z jednymi i drugimi. Krytyka katolickiej hipokryzji w scenach ukazujących rozpustę na plebanii, podobnie jak krytyka żydowskiego ekskluzywizmu w scenach z życia kibicu, w którym dokonuje się rejudaizacji wykorzenionych Żydów, nie jest krytyką religii.

Cała recenzja na stronie Laboratorium Więzi

Projekty dofinansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w roku 2017



Bardzo miło nam poinformować, że 3 projekty realizowane przez Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy otrzymały dofinansowanie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2017.

1) w kategorii Wydarzenie artystyczne, Teatr i Taniec - zadanie "37. Warszawskie Spotkania Teatralne" - kwota dofinansowania 300 tys zł
2) w kategorii Wydarzenie artystyczne, Teatr i Taniec - zadanie "XVII Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu" - kwota dofinansowania 95 tys zł
3) w kategorii Rozwój infrastruktury kultury - zadanie "Przygotowanie projektów wykonawczych do przebudowy Małej Sceny oraz jej otoczenia" - kwota dofinansowania 55 tys zł
 

 

 

Warszawa 03.03.2017

 

















W czwartek poznamy program 37. WST

W czwartek, 9 marca, ogłosimy program 37. Warszawskich Spotkań Teatralnych. O 13:00 w Cafe Kulturalnej w Teatrze Dramatycznym m.st. Warszawy rozpoczyna się konferencja prasowa WST, o 14:00 program festiwalu będzie dostępny na stronie www.warszawskie.org i Facebooku WST. O 15:00 rusza sprzedaż w kasach Teatru Dramatycznego, na stronach www.warszawskie.org i http://bilety.teatrdramatyczny.pl














Goethe i Goldoni w Wenecji


Dziś Międzynarodowy Dzień Komedii dell’Arte, gatunku wywodzącego się z włoskiego teatru jarmarcznego. Dell’arte to sztuka oparta na improwizacjach, żartach sytuacyjnych, parodii i grotesce. Pojawia się w niej stały zestaw bohaterów – między innymi Arlekin, Pantalone, Dottore, Brighella, Kolombina. W sobotę i niedzielę w Teatrze Dramatycznym m.st. Warszawy można zobaczyć klasykę gatunku - „Sługę dwóch panów” Carla Goldoniego w reżyserii Tadeusza Bradeckiego, z Krzysztofem Szczepaniakiem w roli Arlekina.

Dell’arte inspirowała między innymi Moliera, Gozziego, Craiga, Picassa i Cezanne’a. O spotkaniu Johanna Wofganga Goethego z teatrem Goldoniego pisze Jan Gondowicz w eseju „Coś z niczego”.

Dziesiątego października 1786 roku trzydziestosiedmioletni Johann Wolfgang Goethe pierwszy raz w życiu ujrzał prawdziwy, żywy teatr. Było to w Wenecji, była to Awantura w Chioggi Goldoniego, i było to wielkie wrażenie. Toteż owemu widowisku Podróż włoska poświęca zaskakująco wiele miejsca. Choć w Wenecji naprawdę było co oglądać. „Na scenie pojawiają się wyłącznie marynarze z Chioggi, ich żony, siostry i córki. Aktorzy bardzo dzielnie naśladowali wrzaski, humory, kłótnie, krzątaninę, zapalczywość, dobroduszność, pospolitość, dowcip, humor i żywiołowość tego ludu”. To było coś, czego nie znał, bo nie mógł, teatr dworski. Następuje więc szczegółowe streszczenie, po czym wniosek: „Na wszelkie pochwały zasługuje autor, który tę przyjemną rozrywkę zlepił z niczego. Mógł tego dokonać tylko człowiek naprawdę zżyty ze swym pogodnym ludem”. Po czym pojawia się zdanie świadczące, że Goethe rozumiał, co widzi: „Sztuka jest napisana z wielką wprawą”. Przybysz z Północy dostrzegł więc obie strony geniuszu Carla Goldoniego: to, co dziś nazywamy realizmem, i co zwiemy konwencją.

Sztuka, którą oglądał Goethe, utrzymała się w repertuarze światowym, widz, notujący wrażenia, też był nie byle kim, a i moment historyczny uznać trzeba za znamienny. Za parę lat miało to wszystko pójść w diabły. Ale najściślej w środku zbiegu szczęśliwych przypadków tkwił sam Goldoni. Miał do dyspozycji dwustuletnią tradycję plebejskiego teatru i warsztat zawodowego literata, miał ludową i wyrafinowaną zarazem publiczność, miał zestaw gotowych postaci scenicznych i wątków. Ładne „zlepianie z niczego”! Mógł sobie pozwolić na wiele i korzystał z tego.

Lecz lektura całej „recenzji” Goethego skłania do namysłu. Przy pełnej aprobacie kunszt włoskiego mistrza to dla przybysza z Niemiec zjawisko po trosze z innego świata. Goethe patrzy z naszej strony czasu, Goldoni został po tamtej. Żeby wyjaśnić, w czym rzecz, trzeba napisać zdanie skomplikowane: podobieństwo niegdysiejszego „nic nie jest tym, czym się wydaje” do dzisiejszego „nic nie jest tym, czym się wydaje”.
Autor Fausta znów okazuje się tu postacią wyjątkowo na miejscu. Bo to on osobiście rozpętał romantyzm z całą jego nekromancją. A – jak wiadomo – duchy i zjawy to coś, od czego, kto je wywołał, nigdy się nie uwolni. Toteż od dwustu lat wszelką iluzję zabarwia nam demonizm, a beztroska śmieszność udawania podlana bywa grozą. Jako widzowie spektaklu nie potrafimy już śmiać się bez dreszczu. Nawet burleski Chaplina zdają się diaboliczne, podejrzane są animacje Disneya. Pisały o tym dziesiątki poważnych uczonych, których nazwiska gotów jestem w razie potrzeby podać. Ale na razie przypomnę tylko jedno. Co mianowicie się stało? Znaleźliśmy się w rzeczywistości trwale naznaczonej lękiem metafizycznym. „Świat groteski romantycznej – pisze Michaił Bachtin – to w mniejszym lub większym stopniu świat straszny i obcy człowiekowi. Wszystkie nawyki, cała zwykłość, codzienność, przyzwyczajenia, wszystko ogólnie uznane – nagle oto staje się niedorzeczne, wątpliwe, obce, wrogie. Świat  w ł a s n y  zamienia się nagle w świat  o b c y .  Ze spraw zwykłych i niestrasznych nagle wyłaniają się straszne.” I nasz śmiech nie umie o tym zapomnieć.

A zatem Goldoni wywodzi się z odmiennej i na wpół zapomnianej kultury beztroskiego śmiechu. Z tej racji takie bezgrzeszne „nic nie jest tym, czym się wydaje”, jak jego Sługa dwóch panów, to owej kultury powidok. A i przewodnik. Pozwala zwiedzić parę tras, lub raczej przepłynąć je gondolą.

Na przykład taka sprawa: czy sługa Truffaldino, duch zamętu w tej sztuce, ma duszę? Odpowiedź powinna brzmieć: „A skądże, Truffaldino to Arlekin, a jako taki w ogóle nie jest osobą, tylko postacią”. Jak cały afisz, wywodzi się z komedii dell’arte i jest rozpoznawalnym dla widzów na pierwszy rzut oka charakterem: nadaktywnym, skłonnym do intryg, lekkomyślnym służącym. Na tejże zasadzie charakterami są kupiec Pantalone, jego młodszy partner, prawnik Dottore, oberżysta Brighella, a także panny – w najmniejszym może stopniu przebrana za chłopca Beatrice. Wszystkie te osobistości stają się ludźmi dopiero, i tylko na czas, gdy wcieli się w nie aktor. Gdyż każda postać komedii dell’arte jest przede wszystkim, jak rzekłby badacz strukturalista, funkcją. Tym, co może i musi zrobić. Najbardziej przypomina to ruchy dozwolone na planszy figurom szachowym. I rzeczywiście: kiedy w klasycznej dell’arte staremu Pantalone, mężowi młodej – powiedzmy – Franceschiny, bufonowaty Capitano przyprawi wreszcie rogi, albo gdy Pierrot skradnie w końcu całusa kokietce Eularii, efekt ten nosi wszelkie cechy mata w rozgrywce szachowej. Przy dwunastu tradycyjnych postaciach dell’arte daje to nieskończoną liczbę kombinacji. Śmiech nagradza najbardziej brawurowe.

Nic dziwnego, że w komedii dell’arte nie spisywano tekstów, tylko scenariusze. Aktor wiedział mniej więcej, jakich słów wymaga sytuacja, i uzupełniał je tylko własnymi żartami. Goldoni jednak zaczął pisać dla swych aktorów role. Ten teatr miał być już jego autorskim teatrem. Tym samym stracił sporo z tego, co było jego istotą, lecz zyskał na subtelności. Tylko precyzyjny dialog mógł na przykład tak ściśle przeciwstawić sobie obie główne postaci: Truffaldina, roztrzepanego sługę, który podejmuje ryzykowną grę w usługiwanie dwojgu chlebodawcom, oraz przebraną za własnego zabitego brata Beatrice. Pierwsze z nich jest jedną osobą w dwóch, drugie – dwiema osobami w jednej. W obu przypadkach tej drugiej nigdy nie ma w polu widzenia. Para udawaczy pasuje do siebie jak dwie strony medalu. To właśnie wirtuozeria. Ale że każde z nich uwodzi własna śmiałość, porywa przygoda, upaja spryt, zwany wówczas dowcipem – to już są zalążki psychologii, to scenie Arlekina dodał od siebie Goldoni.

Lepszym wzorem od szachów może być choreografia. Takie sztuki, jak Sługa dwóch panów, to taniec figurowy w rodzaju menueta, tylko o wiele żwawszy. Chodzi o to, by ani na chwilę nie stanąć, nie zgubić rytmu, nie potrącić partnerów, ale tworzyć z nimi pełne wdzięku grupy w stylu porcelanowych figurek z Miśni. Nic i za nic nie ma prawa tego menueta zmącić: Beatrice kocha i w końcu przecież poślubia autentycznego zabójcę, i to własnego jej brata. I co? I nic. Wymogom bezwzględnej jak kontrapunkt kompozycji podlegają też motywacje. Florindo w rodzinnym Turynie lęka się sądu za zbrodnię? „Aktywa, które przywiozę z Wenecji, zdołają uchylić ci banicję” – wyjaśnia niedbale Beatrice. Figurka nie ma prawa ucierpieć w starciu z rzeczywistością. Na wszelki wypadek Goldoni unika jak może silnych namiętności, głębokich uczuć, dramatycznych konfrontacji i rozpoznań. Akcja toczy się drobnymi krokami, z pomocą niepozornych rekwizytów (kluczyk, liścik, sakiewka, talerz), nie przygotowując żadnych hucznych końcowych efektów. Co zaaranżował Arlekin w jednej scenie, spożytkowane zostanie najdalej w następnej. Z minimum środków wydobyć maksimum efektów – to właśnie doskonałość.

Zostało w tym teatrze tyle z teatru aktora, że akcja raz po raz oddaje pole bezinteresownej wirtuozerii Arlekina. Są to tak zwane lazzi – jedne zaplanowane, inne pozostawione inwencji wykonawcy. Scena, gdy Truffaldino usiłuje zapieczętować list przeżutym chlebem, lecz wciąż ten chleb zjada, może być niczym lub samodzielną i arcydzielną etiudą. Zaś rwanie weksla, balet z półmiskami, Arlekin pod kijami lub zamiana zawartości kufrów to sytuacje wręcz legendarne, w których do głosu dochodzi teatr w najczystszej, jaką znamy, postaci. Gdzie tracą swą moc słowa zarówno uczonych, jak dyletanckich opisów. Żeby nazwać to, co się wówczas na scenie dzieje, ze sławnego eseju Jana Kotta o zagadce płci szekspirowskiej Rozalindy wyjmę (zwędzony przez Kotta Northropowi Frye) cytat: „Iluzja realności staje się realnością iluzji”.

Jan Gondowicz
 


wiadomości

 


więcej aktualności

 

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa