Spektakle archiwalne

 

Savyon Liebrecht

RZECZ O BANALNOŚCI MIŁOŚCI

Przekład Michał Sobelman

.

Historia romansu niemieckiego filozofa Martina Heideggera i 20 lat od niego młodszej politolożki żydowskiego pochodzenia Hanny Arendt. On zrewolucjonizował współczesną filozofię, ona stworzyła jedną z najbardziej znanych teorii totalitaryzmu. Zaangażowanie Heideggera w narodowy socjalizm i uwielbienie dla Hitlera miały wpływ na opuszczenie Niemiec przez Arendt. Doświadczenia nazizmu i Holocaustu nie zabiły jednak łączących ich uczuć. Sztuka izraelskiej pisarki Savyon Liebrecht to nie tylko próba uchwycenia rodzącej się fascynacji i więzi duchowej między dwojgiem wielkich myślicieli, ale też próba odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące istoty zła, rozliczenia z nazizmem oraz uwikłania losów jednostki w wielką historię, filozofię i politykę.
 
Reżyseria: Wawrzyniec Kostrzewski
Obsada: Halina Skoczyńska, Adam Ferency, Martyna Kowalik, Mateusz Weber
scenografia i kostiumy: Marta Dąbrowska-Okrasko
muzyka: Piotr Łabonarski
asystent reżysera: Julian Potrzebny
inspicjent/sufler: Barbara Zając
 
czas trwania: 1 godz. 20 min.
 

 

PREMIERA 10 stycznia 2014

prasa o spektaklu:

"Rzecz o banalności miłości" Savyon Liebrecht to najlepsze od lat przedstawienie warszawskiego Teatru Dramatycznego. (…) Arendt we wspaniałej interpretacji Haliny Skoczyńskiej. Warto przypomnieć: to jest aktorka Jarockiego, Wajdy, Grzegorzewskiego, Miśkiewicza, jedna z największych, jakie mamy. Tylko w ostatnich latach mniej było ją widać, dlatego tym bardziej cieszy ten powrót na pierwszy plan. Tym bardziej że Skoczyńska daje w roli Arendt przejmujące studium samotności mimo swej pozycji, mimo intelektu, a może nawet przez niego. Jest na scenie niemal przez cały czas, prowadzi grę albo ją tylko obserwuje. Warto patrzeć w jej oczy, aby zobaczyć w nich przenikliwy smutek i rozczarowanie. Tym przede wszystkim, że filozofia i mądrość szczęścia nie dały, że książki zawiodły, bo życie jest gdzie indziej. Skoczyńska wspaniale rozkwita, kiedy podrzuca młodej Hannie jej kwestie. Wtedy na powrót jest młoda, znów wszystko przed nią. Wielka rola Skoczyńskiej stoi w centrum przedstawienia Kostrzewskiego. (…) Kostrzewski dopiero drugim swoim przedstawieniem pokazał, że nie interesuje go podążanie za stadem. Woli swój mały teatr. Mały i szlachetny.

/Dziennik Gazeta Prawna/

"Rzecz o banalności miłości" Savyon Liebrecht to na razie najciekawsza warszawska premiera ostatnich miesięcy, a rola Hannah Arendt w wykonaniu Haliny Skoczyńskiej jest kreacją potwierdzającą wielki talentu tej niedocenionej w stolicy wieloletniej gwiazdy scen Wrocławia. (…) W półtoragodzinnym spektaklu reżyserowanym przez Wawrzyńca Kostrzewskiego na małej scenie Teatru Dramatycznego Halina Skoczyńska daje pasjonujący obraz człowieka broniącego prawa do własnego zdania, do własnej odrębności, ale też do miłości. Miłości trudnej, czasem wręcz niemożliwej.

/Rzeczpospolita/

„To spektakl oszczędny, skupiony na aktorstwie, konwencjonalny.”

/Wprost/

„Gdybym miała przyznawać gwiazdki, przyznałabym "Rzeczy o banalności miłości" maksimum. (…) Ledwo weszłam na to przedstawienie, bo bilety wykupiono w mig. A oklaski? Były długie i na stojąco.

/Metro/

Hannę Arendt gra Halina Skoczyńska: skupiona, refleksyjna, zadumana, a jednocześnie bystra i czujna; od początku rozmowy z młodym Izraelczykiem Michaelem Ben Szadekiem (gra go, a także jego ojca w retrospektywach, Mateusz Weber) jest zainteresowana nim jako człowiekiem, chce wprowadzić „więcej symetrii we wzajemnych relacjach”, indaguje o życie, rodzinę, status. Jasno i dobitnie wykłada swe intelektualne racje, tak że rozumie ją nie tylko partner, ale cała widownia, choć proste to wcale nie jest. (…) Cudownie wypada Martyna Kowalik jako młoda Arendt: mądra, ale żarliwa, potrafiąca przed pełnym pretensji przyjacielem bronić swego prawa do namiętności. (…) Gdy wracałam do domu po spektaklu, było to dwa dni po opisywanych przeze mnie na tym portalu uroczystościach w rocznicę śmierci Zygmunta Hübnera. I tak sobie pomyślałam, że oto miałam przed oczami pracę reżyserską utrzymaną w duchu prac dawnych wybitnych reżyserów – Axera, Hübnera… Jest to typ reżyserii „przezroczystej”, ukrytej, nie takiej, co puszy się i miota, pcha na siłę na afisz. Reżyser (Wawrzyniec Kostrzewski – przyp. red.) działa logicznie, dlatego jego przedstawienie jest harmonijne, jasne, zrozumiałe, wyważone. Ciekawie opowiada frapującą i zagadkową historię. Płynnie porusza się na planie tego, co oparte na faktach, i tego, co dopisała wyobraźnia Savyon Liebrecht. Mówi o rzeczach powszechnych, lecz niełatwych: o miłości, sile ludzkiej myśli, upływającym czasie, etyce, potrzebie wartości prawdziwych i demaskowaniu fałszywych. Słowem – o ludziach i do ludzi.

/Teatralny.pl/

 

Fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

 

Eugène Ionesco

NOSOROŻEC

PREMIERA: 15 listopada 2013


Bérenger pracuje w dużej firmie. Nieusatysfakcjonowany pracą, niezadowolony z codziennej rutyny, chciałby żyć więcej i bardziej. Ma wielkie aspiracje, ale niewielkie możliwości. Kiedy jednak w mieście ludzie zaczynają zmieniać się w nosorożce, Berenger postanawia pozostać sobą.

 

„Wielokrotnie w moim życiu zadziwiało mnie to, co można by nazwać prądem opinii, nagłą zmianą, którą on wywołuje, siłą zarażania, mającą charakter istnej epidemii (...) Ludzie zmieniają swoje poglądy, zmieniają siebie, i gotowi są z całą świadomością zamordować tych, którzy tych poglądów nie podzielają. Za nimi idą inni i tak dalej. Wszystko to dzieje się nie w kategoriach intelektu, ale  uczucia, ślepego witalizmu." - mówił w rozmowie o "Nosorożcu" Ionesco.

"Dla mnie to jest tekst o sile dobrowolnego zrzeczenia się własnego myślenia na rzecz myślenia zbiorowego, zawieszenie swojej indywidualności. Człowiek współczesny swój światopogląd opiera na przekazie mediów. Dodajmy, często mediów plotkarskich, opisujących świat pobieżnie. Mechanizmy rynkowe chcą nas zmienić w niezaspokojoną masę konsumentów. Dziś to zagrożenie jest perfidne, bo nie jest związane z żadnym przymusem totalitarnym, ideologią czy filozofią. Ten proces dzieje na zasadzie łagodnej perswazji, która przyjmujemy, często nieświadomie. Wielu ludzi tak żyje - pracują do późna, brakuje im czasu dla rodziny, mają za to nowy model telefonu i wakacje na Malediwach. O tym warto rozmawiać z widzem, zapytać, którą drogę wybrać. Być może lepiej jest nie myśleć, poddać się wszystkiemu? Bycie nosorożcem może być kuszące." - mówi reżyser spektaklu.

Obsada
Berenger: Paweł Domagała
Jan: Krzysztof Ogłoza
Dudard: Sławomir Grzymkowski
Botard: Waldemar Barwiński
Papillon: Andrzej Blumenfeld
Daisy: Anna Szymańczyk
Pani Beuf: Magdalena Smalara
Pan Jan: Maciej Szary
Żona Jana: Mirosława Krajewska (gościnnie)
Strażak: Piotr Siwkiewicz
Pracownicy biura: Marta Król/Zuzanna Grabowska, Anna Gorajska, Agnieszka Roszkowska, Agata Wątróbska/Zuzanna Grabowska, Krzysztof Brzazgoń, Michał Podsiadło, Sebastian Skoczeń (gościnnie).

przekład: Piotr Kamiński

reżyseria: Artur Tyszkiewicz
scenografia i kostiumy: Justyna Elminowska
muzyka i opracowanie muzyczne: Jacek Grudzień
ruch sceniczny: Maćko Prusak
reżyseria świateł: Mateusz Wajda
kierownictwo produkcji: Tomasz Grzegorek
asystent reżysera: Marek Susdorf
inspicjent: Tomasz Karolak
sufler: Agata Zdziebłowska

2 i 3 lipca w spektaklu wystapią: Zuzanna Grabowska, Agata Wątróbska

czas trwania spektaklu: 2 godziny/przerwa/

 


Media o spektaklu

Wybór Teatru Dramatycznego, który sprowadził na deski Dużej Sceny Ionesco, jest ze wszech miar trafiony. Pytania stawiane przez mistrza absurdu ponad 50 lat temu, niestety nie straciły na aktualności; to tylko my rzadziej je sobie zadajemy. /Lidia Raś, Polska The Times/

Tyszkiewicz pokazuje świat ludzi zniewolonych własną pracą, łatwo ulegających manipulacji. Spektakl w Dramatycznym to właściwie kreacja zbiorowa. Wyróżnić trzeba Jana w ujęciu Krzysztofa Ogłozy, widocznego na plakacie z obrożą, w której zainstalowano GPS. A także Duarda (Sławomir Grzymkowski), który nie wytrzymuje presji i decyduje się na samobójczy skok z okna, oraz jedynego sprawiedliwego - Berengera (Paweł Domagała). /Jan Bończa-Szabłowski, Rzeczpospolita/

Świetni aktorzy, doskonała scenografia, ciekawa choreografia, wybitny dramat. Gdyby "Nosorożec" w Teatrze Dramatycznym był pierwszą sztuką obejrzaną w życiu, długa miłość do teatru byłaby raczej gwarantowana. /Edyta Błaszczak, Metro/

Szerzenie się nosorożycy, czyli coraz częstsze przypadki pojawiania się nosorożców na ulicach i przemiany ludzi w nosorożców, zostało pokazane sugestywnie, dzięki dyscyplinie inscenizacyjnej i zespołowej grze aktorów. W obsadzie kilka osób nadawało ton - Magdalena Smalara jako przejmująca w swoim szaleństwie Pani Boeuf, pierwsza ofiara nosorozycy, i następni zarażeni infekcją zdziczenia: Krzysztof Ogłoza - Jan oraz Sławomir Grzymkowski - Dudard. W ich rolach uwagę zwraca precyzyjne operowanie ciałem, zresztą w całym spektaklu walorem jest perfekcyjnie dopracowany ruch, podkreślający dziwność istnienia i zarazem dający przenikliwy portret rutyny. Przerażenie i bezradność ostatniego człowieka, który nie chce się poddać stadnym zachowaniom, wiarygodnie oddał Paweł Domagała. /Tomasz Miłkowski, Przegląd/

Zamiast francuskiej prowincji Tyszkiewicz portretuje świat wielkomiejskich korporacji, gdzie celem jest bezrefleksyjne zarabianie. Nosorożyca to choroba dopadająca koryfeuszy korpospokoju. Zagłada tej rzeczywistości nie jest jednak kompletna. Czy stajemy się beznamiętnymi trybami w maszynie mielącej wszystko? Jak broni się człowieczeństwo? /Łukasz Maciejewski, Wprost/

Spektakl jest także pierwszą od dłuższego czasu naprawdę udaną inscenizacją Ionesco. Forma staje się tutaj równorzędna z treścią. Tragizm znajduje swoje odbicie w komizmie i vice versa. Siedzący obok w pleksiglasowym pomieszczeniu: Pani Beuf i Pan Jan śledzą sceniczne wydarzenia z niedowierzaniem. Tak samo widzowi pozostawia się tu możliwość dowolnego przyjęcia takiego obrazu rzeczywistości. /Szymon Spichalski, TeatrdlaWas/

Tyszkiewicz wyeksponował dwa atuty: zaaranżował na scenie typowe korporacyjne wnętrze, gdzie pozbawieni osobowości ludzie przy komputerach zamieniają się w automaty w biegu donikąd, po drugie w roli Berengera obsadził idealnego do tej roli aktora, Pawła Domagałę, którego okoliczności kształtują na jedynego sprawiedliwego. Kiedy w mieście pojawia się nosorożec i wszyscy z ochotą zmieniają się w nosorożce, za którymi stoi władza i siła, skromny urzędnik Berenger postanawia nie poddać się epidemii. /Hanna Karolak, Gość Niedzielny/


CAŁE RECENZJE

"Wyłam się ze stada" - Metro

"Potwór drzemie w każdym z nas" - Polska The Times

"Nie bójmy się nosorożców" - Gość Niedzielny

"Witajcie w korpohorrorze" - Wprost

"Jak przeżyć apokalipsę nosorożców" - Polityka

"Nosorożce za progiem" - Przegląd

"Drzemią w nas dzikie bestie" - Rzeczpospolita

"Szarża nowoczesności" - TeatrdlaWas

 

 

Zdjęcia Katarzyna Chmura-Cegiełkowska/


Eugene Ionesco - ur. 26 listopada 1909 w Slatinie w Rumunii (jako syn Rumuna i Francuzki), zm. 28 marca 1994 w Paryżu – awangardowy francuski dramaturg, współtwórca teatru absurdu. W roku 1949 napisał swój pierwszy dramat pt. „Łysa śpiewaczka”. Miał on premierę rok później w teatrze Noctambules w reżyserii Nicolas Bataille'a, ale nie odniósł sukcesu. Również kolejne dramaty: „Lekcja” z 1951 roku wystawione w Théâtre de Poch oraz „Krzesła” z 1952 roku mające premierę w Théâtre Nouveau Lancry zostały chłodno przyjęte. Pierwszą sztuką Ionesco która odniosła sukces, dzięki pochlebnej recenzji Jean Anouilh były „Ofiary obowiązku” z 1953 roku. Również sztuka "Amadeusz albo Jak się go pozbyć", którą wyreżyserował Jean-Marie Serreau w Théâtre de Babylone, została dobrze przyjęta.  W 1955 roku wystawiono w Paryżu kolejne dwie sztuki, „Kubuś, czyli Uległość” oraz jej kontynuacje „Przyszłość w jaju” albo „Różnych ma Pan Bóg stołowników”. W 1956 roku miała premierę „Improwizacja”, rok później „ Nowy lokato”r, zaś w 1959 „Morderca nie do wynajęcia”. W 1960 wystawiono w Théâtre de France premierę „Nosorożca” w reżyserii Barraulta. W 1962 zaprezentowano „Pieszo w powietrzu” oraz „Król umiera, czyli Ceremonie”. Dramaty Ionesco oraz zbiór jego opowiadań pt. „La photo du Colonel” po raz pierwszy opublikowano w wydawnictwie Gallimard. W roku 1957 dramatopisarz został przyjęty w poczet "Collège de 'Pataphysique". W roku 1970 wybrano go do Akademii Francuskiej.

Artur Tyszkiewicz (1973) - uczeń i asystent Erwina Axera, od 2011 jest dyrektorem artystycznym Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Jego sztuki reżyserowane  na scenie w Wałbrzychu, Poznaniu, Krakowie, w teatrach  Narodowym, Ateneum, IMKA i Lalka w Warszawie zdobywały uznanie publiczności i krytyki. „Iwona Księżniczka Burgunda” z Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu ( 2005) była nagradzana m.in.: Grand Prix na  Festiwalu Gombrowiczowskim w Radomiu,  nagrodą za reżyserię na  festiwalu Klasyka Polska w Opolu, nagrodą za reżyserię i nagrodą dziennikarzy na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej "Interpretacje" w Katowicach. Przedstawienie  „Sprzedawcy gumek” z Teatru IMKA (2010) otrzymało nagrodę dziennikarzy i nagrodę publiczności na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Interpretacje. Artur Tyszkiewicz reżyserował m.in.: Szekspira, Moliera, Słowackiego, Gombrowicza, Mrożka, Zelenkę, Geneta, Allena, Levina.

Piotr Kamiński (1949) - tłumacz, krytyk muzyczny i dziennikarz. Współpracownik Polskiego Radia, tłumacz literatury francuskiej i angielskiej. Doradca muzyczny Romana Polańskiego w dwóch produkcjach sztuki Petera Shaffera „Amadeusz” (Teatr na Woli, 1981, Théâtre Marigny, 1982). W roku 1982 osiadł we Francji, gdzie był dziennikarzem RFI (1982-2010). Opublikował dwa tomy przekładów Wisławy Szymborskiej (1996, 1997). Współpracował m. in z Andrzejem Sewerynem („Ryszard II” Szekspira, Teatr Narodowy, 2004), z Janem Englertem oraz z Agnieszką Holland (film „Copying Beethoven”, 2005). Od 2007 roku współpracuje z Łukaszem Borowiczem. W roku 2003 wydał w Paryżu przewodnik „1001 Opéras” (wersja polska: „Tysiąc i jedna opera”, PWM 2008). W roku 2009 opublikował w wydawnictwie WUW swój przekład „Ryszarda II”. Serię przejęło w roku 2011 wydawnictwo W.A.B., wydając „Makbeta” (2011), „Wieczór Trzech Króli” (2012) i „Burzę” (2012). Przetłumaczył „Nosorożca” E. Ionesco, w tłumaczeniu „Kupiec wenecki” W. Szekspira. Kolejne tytuły w przygotowaniu. Odznaczony w roku 1997 francuskim Orderem Sztuki i Literatury.

 

 

KOZIOŁEK MATOŁEK

Spektakl Ondreja Spišaka to nie tylko opowieść o Koziołku, który podróżuje po świecie w poszukiwaniu mitycznego Pacanowa i przeżywa niezwykłe przygody. To przede wszystkim historia o tym, że wytrwałość, konsekwencja, chęć zdobywania wiedzy i wyobraźnia pomogą w osiągnięciu każdego celu. Koziołkowi przyjdzie zmierzyć się z Czarownicami rodem z horroru, zającami okradającymi podróżnych, producentami filmowymi, a nawet neapolitańską mafią… Przede wszystkim jednak sympatycznemu, ale i łatwowiernemu Matołkowi dane będzie zmierzyć się z własnymi słabościami, lękami i zwątpieniami. Czy pozornie niezdarny i głupiutki Matołek odnajdzie jedyne miejsce, gdzie podkuwają kozy? Jaki sens będzie miała jego wyprawa? Czego się nauczy, co zrozumie?

Reżyser Ondrej Spišak w przedstawieniu aktywizuje wyobraźnię młodych widzów i wciąga do kolorowego świata, który powstaje z bardzo prostych środków i zmienia się na ich oczach. Spektaklowi towarzyszy odgrywana na żywo muzyka z różnych stron świata.

Adaptacja oparta na tekście Kornela Makuszyńskiego


OBSADA:

 

REŻYSERIA: Ondrej Spišák

SCENOGRAFIA / KOSTIUMY: František Liptak

KONSULTACJA DRAMATURGICZNA: Maria Wojtyszko

CHOREOGRAFIA: Anna Iberszer

KIEROWNICTWO PRODUKCJI: Magdalena Romańska

INSPICJENT: Mateusz Karoń

 

 

Przedstawienie dla widzów od lat 5 do 105

Premiera 1 czerwca 2011 w Teatrze Na Woli.

W dniach 26 i 27 listopada w spektaklach wystąpi Wojciech Solarz

 

 

Recenzja w Przeglądzie

Recenzja Nowej Siły Krytycznej

 

Czas trwania: 1 godz. 15 min, bez przerwy

Spektakl grany na scenie ul. Kasprzaka 22

Patron spektaklu Benefit Multimedia S.A.

 

Zdjęcia Krzysztofa Bielińskiego oraz Daniela Rudzkiego&Piotra Wacowskiego

.

Ewa Gawlikowska-Wolff / Elżbieta Chowaniec

GRY EKSTREMALNE

 

 

 



Nie lubię cytryny w plasterku do herbaty, ani wody gazowanej jako dolewki do chłodzenia napoju. Rozbijam jajko zawsze od węższej strony, a jak chcę zjeść delicję, to najpierw obgryzam dookoła galaretkę. Moja metoda na raka? Wylizywanie ucha przez psa. Albo opcja, że guza wysmarkam, a obrzęk wysikam, ale jestem dopiero w fazie patentowania tego pomysłu.”

Ewa Gawlikowska-Wolff
1983 - 2012

Spektakl non-fiction oparty na historii zmarłej na glejaka mózgu młodej dziewczyny. Kiedy u Ewy zdiagnozowano nowotwór, postanowiła opowiedzieć o swojej chorobie, bólu i nadziei. Chciała, żeby jej rak był po coś. Ewa Gawlikowska-Wolff jako studentka Szkoły Dramatu napisała pierwszą część „Gier ekstremalnych”. Umarła w lipcu 2012 roku. Po jej śmierci sztukę dokończyła dramatopisarka Elżbieta Chowaniec. Powstała opowieść o tym, jak ekstremalna sytuacja weryfikuje marzenia, plany, relacje z bliskimi.
 

reżyseria: Joanna Grabowiecka
scenografia, kostiumy: Zuzanna Srebrna

muzyka i dźwięk: Agnieszka Lucya (śpiew) i Tomasz Kurowski
reżyseria świateł: Andrzej Król
wizualizacje: Katarzyna Szarek
asystent reżysera: Wiktoria Konopko

 

Obsada:

Julka/Ewa - Anna Gorajska
Tomek/Mąż - Rafał Fudalej (gościnnie)

Anestezjolog/Brat - Robert T. Majewski
Asystent anestezjologa, Młodszy facet/Frycu - Kamil Siegmund
Mama/Matka - Elżbieta Kijowska (gościnnie)
Tata/Ojciec - Henryk Niebudek
Pielęgniarka /Sabina - Zuzanna Grabowska
Lekarz onkolog /Lekarz - Maciej Wyczański
Pani Zofia - Małgorzata Niemirska
Starszy facet/Ksiądz - Janusz R. Nowicki

Czas trwania spektaklu: 90 min.

Zapraszamy do obejrzenia spektaklu on-line:

{youtube}cJz77rnQFr4{/youtube}

 

Patronami spektaklu są Fundacje Chustka i Rak’n’Roll.

Premiera spektaklu odbyła się w Teatrze Dramatycznym 12 pażdziernika 2013 r. na scenie na Woli im T. Łomnickiego

„Gry ekstremalne” to projekt Laboratorium Dramatu, które w październiku 2013 obchodzi 10-lecie istnienia.

Fragmenty recenzji:

Spektakl jest czymś więcej niż przedstawieniem. To opowieść o śmiertelnej chorobie bez łez.
"Terapia na scenie"
Hanna Karolak
Gość Niedzielny
nr 48/01.12

Na "Gry ekstremalne" składają się zatem niejako dwa utwory. W pierwszym, pisanym przez samą Ewę Gawlikowską-Wolff, spotykamy niejaką Julię (Anna Corajska), która w rozkwicie sil zostaje zderzona z wiadomością o śmiertelnym wyroku. Ten fragment wybrzmiewa mocno przede wszystkim dzięki znakomitej roli Gorajskiej, która akcentuje strach przed chorobą, bunt przeciw niej oraz próby zagłuszania świadomości, chociażby śmiechem. (…) Publiczność słucha "Gier ekstremalnych" w absolutnym skupieniu, ktoś ociera łzę, podczas oklasków kilka osób wstaje.
"Oswoić chorobę"
Jacek Wakar
Dziennik Gazeta Prawna nr 203

Rzadko, poza koncertami muzyki klasycznej, publiczność nagradza artystów stojącą owacją, a po premierze "Gier ekstremalnych" tak właśnie się zachowała. Może to była tylko wdzięczność dla Ewy Gawlikowskiej-Wolff, która w trakcie pisania odeszła ze świata, i dla Elżbiety Chowaniec, która utwór dokończyła, ale bardziej prawdopodobne jest to, że ludzie wstawali w reakcji na temat - bliski każdemu, choć nieustannie wypychany ze świadomości i zamykany w naszym prywatnym tabu.
"Bez łez"
Bronisław Tumiłowicz
Przegląd nr 44

"Gry ekstremalne", najnowsza premiera Teatru Dramatycznego Sceny na Woli, to spektakl, który ogląda się ze ściśniętym gardłem. Z góry wiadomo, jaki będzie finał, bo opowieść oparto na faktach, ale emocji i tak nie da się powstrzymać.
"Gry z życiem"
Aneta Szeliga
Metro nr 2651

Teatr w tym przypadku staje się katalizatorem zbiorowego doświadczenia. Los Ewy podzieliło przecież wiele osób na świecie. Nieprzypadkowo premierze widowiska patronowały fundacje podejmujące walkę z rakiem. (...) Grabowiecka kadruje sceny, nadając im niemalże poetycki charakter. Ale jest tutaj i miejsce na codzienne czynności - prasowanie, także na realizowanie swoich pasji wbrew wszystkiemu. Julia/Ewa jeździ na snowboardzie, ale po chwili dostaje ataku padaczki. Na ustawiony z tyłu sceny leśny pejzaż pada wtedy migotliwe światło. Do uszu widzów dobiega zaś głuchy dźwięk. Podobny hałas pojawia się w rozmowie dziewczyny z rodzicami, co jest oznaką jej słabnącego słuchu. Kolejne przeciwności losu przychodzą już z zewnątrz. (...) Spektakl powstał w pewnej sprawie. Jest zarówno pomnikiem (o) pamięci, jak i próbą refleksji nad stanem chorego człowieka. Końcowe słowa ,,zaraz mi przejdzie" stanowią przebłysk optymizmu w ponurym świecie. Kto o tym wie najlepiej, jeśli nie ci, którzy walczą do końca?
"Między niebem a śmiercią"
Szymon Spichalski
Teatr dla Was

 

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska

 

 

 

 


wiadomości

 


więcej aktualności

 

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa