Robert Bolesto

147 DNI

Monodram - spowiedź mordercy, który precyzyjnie opowiada o swoich ofiarach, setce dzieci zabitych w 147 dni. Każde dziecko pamięta z imienia, każde zabójstwo poprzedza dobrym uczynkiem, starając się spełnić dziecięce marzenia. Sztuka zaciera granice między rzeczywistościa a iluzją, nie wiadomo do końca, czy morderca zaproszony na deski teatru jest przestępcą czy aktorem. Czy makabryczna opowieść jest spowiedzią zwyrodnialca czy prowokacją sceniczną?


Reżyseria : Krzysztof Rekowski
Kierownik produkcji : Basia Welbel

OBSADA :
Pan - Janusz Łagodziński

 

Prapremiera 4 czerwca 2005 roku
Klub Le Madame - ul. Koźla 12, Warszawa

Pedofil ma miły uśmiech i łagodny głos. Mówi, że kocha dzieci, kupuje im słodycze, mami opiekuńczym spojrzeniem i serdeczną troską. A potem zabija: ma na koncie setkę ofiar w tytułowe 147 dni. Ze swego procederu zwierza się widzom w monodramie Roberta Bolesty. Kontrast między miłą powierzchownością a kryjącym się pod nią bestialstwem jest niewątpliwie dobrym punktem wyjścia dla teatru.
Jacek Sieradzki , Przekrój

Groza tego monologu nie polega na drastycznych szczegółach zbrodni, których tu zresztą nie ma. Tworzy ją portret dzieci z ulic, dworców i placów zabaw, spośród których rekrutują się ofiary. Głodnych, spragnionych uczucia, potrzebujących opieki, gotowych na wszystko za jedzenie i odrobinę czułości. "Idą same..." - wyznaje bohater. Bolesto nie usprawiedliwia swego bohatera, ale obnaża jego psychikę, w której pojęcie miłości do dzieci zostało patologicznie wykrzywione. Zarazem pokazuje społeczny kontekst pedofilii, która żeruje na społecznej nierówności, biedzie, kryzysie rodziny. W ten sposób jego sztuka staje się czymś więcej niż tylko szokującym obrazem zła, które oglądamy z bezpiecznej perspektywy teatralnego fotela. Jest ostrzeżeniem przed złem, które rodzi się obok nas.
Roman Pawłowski, Gazeta Wyborcza

"147 dni" to monodram, rodzaj teatralnych zwierzeń mordercy-pedofila, który przed publicznością opowiada o swoich spotkaniach z dziećmi. Nie opowiada jednak o zbrodniach i czynach lubieżnych, te pomija dyskretnie, ale o swojej fascynacji dziećmi. Grający mordercę Janusz Łagodziński czyni to z uśmiechem, nieledwie słodko...
Tomasz Miłkowski, Trybuna

Choć monodram ten nosi ślady realizmu, opowiada o zdarzeniach, które mogły się wydarzyć naprawdę, to nie jest to jedynie reportażowy zapis historii okrutnego człowieka. To poemat o nieobecnym Bogu, który nie reaguje na ludzkie cierpienie i okrucieństwo, o międzyludzkiej obojętności, hipokryzji oraz nadwrażliwości, która może prowadzić człowieka do czynów nieludzkich. To, co mówi mężczyzna, jest często niepowiązane ze sobą bezpośrednio, tak jakby mówiły w nim różne głosy, które nawzajem sobie przerywają i uzupełniają luki w historii. W ten sposób narracja traci charakter spójnego zeznania. Język, którym mówi, a więc konstrukcja dramatu, staje się odbiciem jego zdezintegrowanej osobowości, pokawałkowanego odbioru świata, w którym żyje, składającego się z wartości i postaw do siebie nieprzystających. Osiągnięcie dobrego efektu scenicznego w monodramie "147 dni" w reżyserii Krzysztofa Rekowskiego było możliwe dzięki udanej współpracy dramaturga, reżysera i - występującego w roli Pana - Janusza Łagodzińskiego.
Katarzyna Tórz, Teatr


wiadomości

 


więcej aktualności

 

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa