Tomasz Man

111

W normalnej, czterosobowej rodzinie, dochodzi do tragedii - syn zabija rodziców. Nie jest to jednak historia o nienawiści międzypokoleniowej, a raczej o miłości, której nie wystarczyło, o dorosłości, która nie była dość dojrzała, o pistolecie, który dwa razy wystrzelił. Czy śmierć rodziców rozwiązała problemy syna? Czy śmierć zabójcy rozwiąże problemy społeczeństwa?

 

OBSADA :

MATKA - Ewa Dałkowska
OJCIEC - Zdzisław Wardejn
SYN - Wojciech Solarz / Jakub Kamieński
CÓRKA - Monika Pikuła / Anna Nykowska

 

Reżyseria : Redbad Klijnstra

Scenografia: Magda Maciejewska
Reżyser światła: Jacqueline Sobiszewski
Kompozytor: Jan Duszyński
Asystent reżysera: Marzena Wasyluk

Prasa o spektaklu:

Pojedyncze zdania z wypowiedzi całej czwórki składają się na barwny obraz nieszczęsnego życia chłopca, który desperacko poszukiwał rodzinnego ciepła. Wszyscy w domu mieli własne wizje, jak go uszczęśliwić. Jednak z niepojętych powodów im to nie wyszło.(Rzeczpospolita)

Cztery plastikowe krzesła. Siedzi w nich normalna polska rodzina: ojciec, matka, córka, syn. Choć niepytani, zaczynają wspominać swoje życie. Puenta? Normalna rodzina musiała mieć w sobie pierwiastek patologiczny, bo syn zastrzelił matkę i ojca. Można zarzucać sztuce słuchowiskową formułę, ale bezruch pomaga tu skupić się na treści. A treścią ową jest banalność zła, które może lęgnąć się wszędzie.(Foyer)

Pytanie o przyczynę zła? W tej rodzinie to pytanie padało bezgłośnie wiele razy. Był i egzorcysta, i psycholog, i psychiatra... Przyczyn, można by może szukać w agresywnych kreskówkach, namiętnie oglądanych przez pięciolatka, mówić o nieodpowiedzialności, o degeneracji pokolenia, o tłumionych emocjach... ale to nie jest takie proste. To właśnie zdaje się przekazywać ten pięćdziesięciominutowy spektakl, i Człowiek nie jest oczywisty ani dla innych, ani dla samego siebie. Może się zdarzyć, że nosi w sobie cierpienie, wielokrotnie go przerastające, j Albo inaczej: są ludzie, którym naprawdę trudno jest żyć. Ich wędrówka ku dobru przypomina wspinaczkę po pionowej ścianie. Człowiek jest tajemnicą, tajemnicą jest również zło. Nikt, nawet najbliższy, nie jest w stanie przejrzeć wnętrza człowieka. Żaden człowiek nie może też sprawiedliwie go osądzić. Refleksja warta spędzenia w teatrze nie tylko pięćdziesięciu minut.(Didaskalia)                        

Porażająca jest zwyczajność tej biografii, w której każdy mógłby odnaleźć własne życie. Jakby autor chciał powiedzieć, że morderca nie różni się niczym szczególnym od niemordercy. Zło powstaje w człowieku jak nowotwór, jest błędem na poziomie pojedynczej komórki niewidocznej gołym okiem. Reżyser Redbad Klynstra w swoim przedstawieniu spotęgował jeszcze efekt przeciętności, nawiązał mianowicie do konwencji telewizyjnego talk-show. Niecodzienne jak na polski teatr jest także aktorstwo: Ewa Dałkowska, Monika Pikuła, Wojciech Solarz i Zdzisław Wardejn tworzą role bez zbędnego psychologizmu, oparte na beznamiętnej relacji, a dzięki temu bardziej dotykające. Spektakl, którego nie wolno przeoczyć.(Gazeta Wyborcza)

Ta historia dramatycznej niezgody na świat i życie rozgrywa się w zaskakującym spokoju, w świecie zredukowanych ruchów, gestów, a nawet dźwięków. Podzielenie tekstu na krótkie wypowiedzi uwalnia aktorów od prób psychologizowania. Opowieść o dramatycznym życiu i zdarzeniu staje się relacją oddaloną, obiektywizującą. Skutkiem takiego poprowadzenia spektaklu dociera do nas szybko i podstępnie przesłanie sztuki Mana o nicości jednego życia, z którego zostaje tak niewiele: tylko zużyte w powtarzanych tysiące razy opowieściach rodzinnych klisze kilku przygód dziecka i schematy wieku dojrzewania. Zabicie rodziców jest rozpaczliwym gestem indywiduacyjnym, który natychmiast sam się unicestwia.(Tygodnik Powszechny)

Aktorzy dramatu opowiadają tę wstrząsającą historię, siedząc na plastikowych fotelikach, od czasu do czasu popijając herbatę. Uśmiechają się do swoich wspomnień, czasem komunikują się ze sobą spojrzeniem, mierzonym gestem, zawieszeniem głosu. Właściwie - w sensie scenicznym - nic się tu nie dzieje. Ale w tej ascetycznej formie, w trwającej godzinę opowieści, której upływu prawie się nie zauważa, tkwi wielka siła: kiedy w pewnym momencie Monika Pikuła wstaje - emocje wówczas sięgają szczytu, opowiada o swych zamordowanych rodzinach, o ich wyglądzie, o tym, jak ich zobaczyła po masakrze - ten jeden ruch ma niezwykłą moc. Zresztą tu każdy wyraźniejszy gest znaczy bardzo wiele, o wiele więcej niż w "zwyczajnym" spektaklu. Kiedy już wszystko zostało powiedziane (a lepiej byłoby napisać: kiedy wszystko zostało już niedopowiedziane), aktorzy milkną, oświetlające ich reflektorki przygasają, światło oświetla widownię, która milczy jak zahipnotyzowana.. Brawa rozlegają się po paru minutach. Jeszcze długo widzowie nie mogą złapać oddechu. Wielkie małe przedstawienie. Krzyk rozpaczy i przestrogi. (Biuletyn aktualności polskiej sekcji AICT)

Czas trwania: 50 minut

Prapremiera - 4 grudnia 2004 roku w Teatrze Narodowym


 

 

 


spoty

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa