Tadeusz_Slobodzianek_fot_Piotr_Wacowski_i_Daniel_Rudzki.jpg

TADEUSZ SŁOBODZIANEK O "NASZEJ KLASIE"

Bohaterami „Naszej klasy” są uczniowie szkoły powszechnej w miasteczku podobnym do Jedwabnego czy Radziłowa. Pokazuję dzieje moich bohaterów od pierwszego dnia w szkole w końcu lat dwudziestych XX wieku do początku XXI wieku, właściwie do 10 lipca 2001 roku. Bezpośrednią inspiracją stało się stare zdjęcie szkolne z Jedwabnego, na którym był jeden z osądzonych w procesie morderca, córka właściciela stodoły, w której spalono Żydów i jeden z niewielu ocalonych Żydów, którego matka i brat zginęli w stodole. Wszyscy chodzili do jednej klasy. Pamiętam, jakie wielkie wrażenie zrobiła na mnie ta fotografia. Patrzyłem na nie godzinami i zastanawiałem się, co robiły te dzieci 10 lipca 1941 roku? Które z nich zginęło w stodole? A które do stodoły okutym kijem zaganiało? Które „tylko” się przyglądało? A które chapało co się da, z tego co po Żydach zostało.

W „Naszej klasie” nie zajmuję się jednak wydarzeniami historycznymi, chociaż czerpię z rozmaitych źródeł sądowych, dziennikarskich czy naukowych. Raczej próbuję zadać pytanie: dlaczego to, co się wydarzyło w lecie 1941 roku, nie tylko w Jedwabnem czy Radziłowie, lecz także w dziesiątkach innych miasteczek polskich, tak mnie tak dręczy? Próbuję dociec mechanizmu tragedii dotykającego ludzi, którzy w pewnym miejscu i czasie znaleźli się w szczególnym splocie, jak pisze Leonard Neuger, rozmaitych relacji społecznych i psychologicznych, historii, ideologii i religii. I próbuję pytać o ludzką kondycję w tym splocie, który doprowadził do zbrodni, zemsty i cierpienia. Zemsta za bliskich, "oko za oko, ręka za rękę", nie tłumaczy wszystkiego, co Menachem wyprawia jako ubek. Podobnie jak antysemityzm innych bohaterów - obojętnie, czy w wariancie religijnym, czy rasowym - nie tłumaczy ani gwałtu, ani spalenia ludzi żywcem, ani szlachtowania ich. I chęć zachapania rzeczy ofiar też nie wystarczy. Dla prokuratora - tak. Dla sędziego - też. Ale oni operują wąskim polem wyrokowania. Pisarz musi pytać: Dlaczego tak się stało? Dlaczego do tego doszło? Kto zawinił? Ale nie jest moją rolą odpowiadać na te pytania. Moją rolą jest je postawić. "Nasza klasa" zadaje też pytania o wolność i przeznaczenie, na które każdy z widzów, utożsamiając się w pewien sposób z każdym z bohaterów, musi sobie odpowiedzieć czy też odczuć, co by zrobił, będąc na jego miejscu.

Jeśli my, Polacy, nie podejmiemy tej tematyki, to zrobi to za nas ktoś inny. Musimy się z tym zmierzyć, bo to fundamentalny obowiązek wynikający z naszej świadomości, zarówno indywidualnej, w ogóle człowieka, niezależnie od tego, gdzie mieszka, jak też świadomości obywatelskiej. Są teorie psychologiczne, które mówią, że dopóki sprawca nie pojedna się z ofiarami, to społeczeństwo nie będzie w pełni normalne i zdrowe. Wciąż będzie miało poczucie winy, a to - co widać po rozmaitych przykładach obecnie w Polsce - wywołuje nienawiść i agresję, która bezpośrednio z podobnego poczucia winy wypływa. Uważam, że twórcy powinni badać świadomość człowieka również jako części społeczności: narodu, zbiorowości religijnej. Nie wybielać się, nie zwalać winy na innych. Dociekać swoich grzechów, uwarunkowań, etc. Niemcy powinni robić filmy o Auschwitz, Rosjanie o Katyniu, a Polacy o Jedwabnem. Jak na razie tylko Amerykanie potrafią mówić o Wietnamie.

Premiera 16 października 2010 w Teatrze Na Woli.
www.teatrnawoli.pl

fot. Piotr Wacowski i Daniel Rudzki

spoty

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa