Młody Stalin
Pisze Wojciech Majcherek

Czy ktokolwiek widział ostatnio w jednym miejscu i w jednym czasie razem zgromadzonych: Jerzego Urbana, Janusza Palikota, Bronisława Wildsteina, Piotra Semkę, Jacka Żakowskiego, Michała Boniego i Tadeusza Mazowieckiego? A oni wszyscy byli wczoraj na premierze Młodego Stalina Słobodzianka w Dramatycznym. Czyżby teatr był jedynym już miejscem ponad podziałami? A może to zadziałały znane zdolności koncyliacyjne dyrektora Dramatycznego?

Nowa sztuka Słobodzianka w kilku obrazach pokazuje, jak rodził się przyszły dyktator. Nie jest to jednak dramat historyczny sensu stricte. Słobodzianek tworzy wizerunek Stalina w konwencji łotrzykowskiej opowieści czy nawet wodewilu, bo sporo tu śmiechu, satyry, gruzińskich tańców i śpiewów, co inscenizacja Ondreja Spisaka wyraźnie podkreśla. Młodego Stalina dobrze się ogląda i pewnie spektakl będzie się cieszył powodzeniem, bo po prostu jest teatrem dla ludzi. Jest też na szczęście przedstawieniem, z którym można dyskutować.

Punktem do polemiki wydaje mi się kwestia przyczyn, które sprawiły, że Stalin był tym, kim był. Słobodzianek, jeśli dobrze rozumiem, nacisk kładzie na jego uwarunkowania rodzinne. Sztukę otwiera scena wesela Soso, podczas którego pan młody wznosi osobliwy toast, z którego wynika, że nie wie, kto jest jego ojcem (w istocie istnieją rozmaite domysły, kto Stalina spłodził). Matka, która przemówieniu musi się przysłuchiwać, wpada w konsternację, bowiem wychodzi na to, że w oczach syna jest kurwą. Jeśli ktoś jest tak bezwzględny dla najbliższej osoby, to dlaczego ma być dobry dla innych? W finale sztuki, gdy Stalin już objawi zdolności do okrucieństwa, matka wyzna, że najbardziej żałuje, iż podczas epidemii to Soso przeżył, a nie dwóch jego braci. Syn ją przeklnie. Różnego rodzaju kompleksy rodzinne zapewne określają nasze życie. Wiemy to doskonale z nauk dr Freuda, który zresztą pojawia się w Młodym Stalinie w scenie w wiedeńskiej kawiarni. Zjawia się tu także młody Hitler, który marzy o karierze malarskiej, Wittgenstein, Jung, tuzy austriackiej kultury: Schnitzler, Kraus, Kisch. Ta scena ma charakter zabawnej konfabulacji, ale w skrócie pokazuje tło kulturowo-ideowe, które tworzyło grunt pod przemiany XX wieku. Przy kawiarnianym stoliku Freud wykrzykuje pod adresem Trockiego: „Oto prawdziwy Edyp naszych czasów”. Ale przy drugim stoliku siedzi Stalin ukrywający się w książęcym przebraniu i zdaje się, że to on powinien trafić na kozetkę dr Freuda. Czy rzeczywiście nie przepracowane traumy, jak to ładnie określają psychoterapeuci, odpowiadają za patologiczny charakter młodzieńca z Gruzji? Może tak. Kompleksy jednak mają różni ludzie i od tego nie muszą od razu ginąć miliony innych ludzi. Pytanie: skąd zło Stalina? – domaga się jeszcze innych odpowiedzi.

Słobodzianek pokazuje Soso również w towarzystwie rewolucyjnych działaczy. Na zjeździe w Londynie widzimy i Lenina, i Krupską, Plechanowa i Martowa, Różę Luksemburg i Wierę Zasulicz, Trockiego i Zinowjewa. Stalin najmniej z nich mówi, a oni się kłócą o metody i cele rewolucyjnej walki, a jednocześnie wypominają sobie kto, w jakim hotelu mieszka. Wśród nich jest też amerykański biznesmen, „pożyteczny idiota” gotowy finansować rewolucję w imię przyszłych zysków. Ta scena jest komiczną satyrą, obnażającą całe to towarzystwo. Możemy się z niego pośmiać, ale te śmieszne figurki jednak rozwaliły świat. Czy sztuka Słobodzianka odpowiada na najciekawsze w tej historii pytanie, które może być przestrogą: dlaczego świat dał się rozwalić grupce fanatyków i cyników? I dlaczego wśród nich najbardziej złowrogą rolę odegrał ten Gruzin?
.
LINK DO ŹRÓDŁA

spoty

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa