Z Ondrejem Spisakiem rozmawia Piotr Guszkowski.
.
.
Nigdy bym nie podejrzewał, że spektakl inspirowany życiem Stalina będzie zapowiadany jako "gangsterska opowieść w rytmie lezginki". Ukażecie tę ponurą postać w innym świetle, niż to się zwykle robi?
- W zupełnie innym. Wszyscy wiedzą, kim był Stalin. Kojarzą go z okresem terroru, tyranią i totalitarnym kultem jednostki. Jednak o młodości Stalina zbyt wiele się nie mówi. W fascynujący sposób te wczesne lata opisuje w swojej książce brytyjski historyk Simon Sebag Montefiore. Stalin byl młodym, charyzmatycznym bandytą, który skupiał wokół siebie oddanych ludzi w imię rewolucji. Razem napadali na banki, konwoje i pociągi, wymuszali haracze - w celu zdobycia środków finansowych na działalność bolszewików. Chcemy pokazać Stalina jako człowieka, którego światopogląd dopiero się kształtuje: potrafiącego rozmawiać z ludźmi, otwartego na innych i ich problemy, świetnie wykształconego, piszącego wiersze. Pokazać go z ludzkiej strony, co dla widzów może okazać się bardzo zaskakujące.

Czy ktoś taki jak Stalin mógłby się pojawić także dziś?

- Myślę nawet, że jest ich wielu. Oczywiście, mamy teraz inne czasy - w demokratycznym świecie powtórzenie takiej rewolucji nie wydaje się możliwe. Lecz na mniejszą skalę podobnych historii charyzmatycznych osób, które manipulują swoim otoczeniem i bezwzględnie dążą do celu, pojawia się mnóstwo - szczególnie w kręgach politycznych.

Skoro głównego bohatera poznajemy w momencie, gdy jest idealistycznym rewolucjonistą, a nie tyranem, czy spektaklowi można by nadać podtytuł "Młody Stalin. Narodziny zła"?
- Jak najbardziej. Poznajemy go jako zapalonego ideowca, który bez reszty angażuje się w "słuszną sprawę", jako kochającego męża i człowieka wiodącego życie pełne przygód. Przedstawiamy jeden rok z życia Stalina, podczas którego przejedzie on pół Europy, dokona słynnego krwawego napadu na ulicach Tbilisi [wówczas Tyflis - przyp. red.] i ukształtuje swoje myślenie polityczne na przyszłość. Niektórzy puszczają wodze fantazji i zastanawiają się, co by było, gdyby "Hitler został malarzem, a Stalin księdzem".

Czy jest w sztuce Słobodzianka miejsce na refleksję, że gdyby nie przypadek, los tego człowieka mógłby potoczyć się inaczej?
- Pewnie mógłby, natomiast w sztuce to droga z jasnym celem. Tu nie ma przypadku. To nie przypadek, że Stalin nie został księdzem. W seminarium prawosławnym nauczył się wszystkiego o Bogu i cerkwi, poznał mechanizmy wiary, co potem znakomicie wykorzystał w swojej politycznej działalności. Tadeusz Słobodzianek wprowadza jeszcze jeden ciekawy motyw: Stalin wymazał ze świadomości swojego ojca, w końcu wyparł się też matki. Odczuł silną potrzebę zbudowania całego świata na nowo - łącznie z nowym porządkiem, z nową religią. Nosił to w sobie od młodości.

Ukazujecie 1907 rok, czyli rok, w którym Stalin podróżował i wiele działo się w jego życiu. To wszystko znajdzie odbicie w scenografii i rekwizytach, czy pozostaje pan wierny minimalizmowi?
- Przywołane przez pana wcześniej zdanie zapowiada, z jakim przedstawieniem mamy do czynienia. Lezginka to tradycyjny taniec ludowy na Kaukazie. Chociaż nie przesadzamy z atrakcjami, w spektaklu będzie trochę tańca, śpiewu i muzyki różnego rodzaju - zależnie od tego, gdzie rozgrywa się dana scena. Mamy siedem scen, siedem zupełnie różnych przestrzeni utrzymanych w atmosferze konkretnych miejsc. Na początku jesteśmy w Gruzji - tu Stalin spędził młodość. Potem przenosimy się do Wiednia, słynącego wówczas z operetki, oraz Londynu, gdzie odbył się zjazd partii bolszewickiej - wszystko zostało tam podporządkowane klimatowi angielskiego pubu. Następna scena to krakowski kabaret Zielony Balonik. I tak dalej.

Podróże, aresztowania, brawurowe ucieczki, wybuchy bomb - brzmi to prawie jak nowa odsłona przygód agenta 007.
- Trzeba uwierzyć, że to naprawdę gangsterska opowieść. Stalin jest porównywany w tekście do Robin Hooda, który zabierał bogatym i rozdawał biednym, ja widzę w nim na przykład naszego Janosika - to romantyczny wizerunek bohaterów o burzliwym życiu.

Czy polska publiczność jest gotowa na taki obraz Stalina?

- Dlaczego nie? Oczywiście, na tydzień przed premierą trzeba jeszcze ostrożnie podchodzić do spektaklu, dla nas wszystkich pozostaje on tajemnicą. Chociaż opowiadamy o Stalinie, próbujemy nadać całości lekką formę. Prawdziwą tragedią było to, że w jednym człowieku narodziło się tyle zła i cały świat na to zapracował. Ale paradoksalnie droga prowadząca do takiego finału pełna jest zabawnych i romantycznych momentów. Zresztą młodych ludzi zawsze ciągnęło do rewolucji, fascynowały ich i wciąż fascynują lewicowe poglądy - dlatego sądzę, że jest to bardzo aktualne. Przypadek Stalina pokazuje, że jeśli mocno uwierzy się w kogoś i jego możliwości, to w końcu może zdobyć taką władzę, że obróci się to przeciwko tym, którzy go ukształtowali. Trzeba uważać.

Czyli ku przestrodze?
- Ku przestrodze (śmiech).

METRO
29 marca 2013

spoty

 

unia


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa