Zapis wykładu „Tradycja europejska przedchrześcijańska”

Jerzy Tomasz Bąbel: Nazywam się Jerzy Bąbel, jestem doktorem nauk humanistycznych. Chciałbym państwu przekazać to, nad czym aktualnie pracuję i czym zajmowałem się wiele lat. Jestem archeologiem, brałem udział w wykopaliskach na trzech kontynentach, podróżowałem po czterech, dotykając pewnych spraw, na których mi bardzo zależało. Do swoich rozważań użyłem też wyników badań socjologicznych, psychologicznych, etnogeologicznych, antropologicznych. Jestem autorem około 200 różnych tekstów – naukowych, popularnonaukowych, ale chciałbym państwu zwrócić uwagę na książeczkę, która wyszła w tym roku. Nosi tytuł „Reinkarnacja. Z dziejów wierzeń przedchrześcijańskiej Europy”. To jest pierwszy tom, drugi będzie dotyczył spraw, o których dzisiaj też powiemy, a mianowicie inicjacji – na czym polegała w przeszłości i jak to wpływa na dzieje grup ludzkich. Nic się bowiem nie kończy, tak jak wiara w reinkarnację, która trwa do dziś dnia, mimo że mamy już na naszych ziemiach 1000 lat chrześcijaństwa, a w Europie 2000 lat, a jednak to się zachowało. Drugi tom, tak jak mówiłem, będzie o inicjacjach, a trzeci o halucynogenach, czyli środkach psychoaktywnych, za pomocą których zmieniało się świadomość. Przyznam szczerze, że wyznaczyłem w archeologii polskiej pewien kierunek badań, a mianowicie zainicjowałem archeologię narkotyków – kiedy się pojawiły, jaki był wpływ tych psychoaktywnych środków na społeczność.

Poproszę w takim razie o pierwszy slajd. Zaczniemy naszą wędrówkę od tego miejsca – będziemy wędrowali przez parę tysiącleci, raz w jedną, raz w drugą stronę, bo mamy mówić o tradycjach Europy przedchrześcijańskiej, które trwały kilkadziesiąt tysięcy lat. To jest stara Europa, ze swoimi wierzeniami, ze swoimi tradycjami, które istnieją do dziś. Co prawda od wieków się mówi, że jesteśmy chrześcijańską Europą, ale naprawdę w tym chrześcijaństwie jest pełno wątków znacznie wcześniejszych. To jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, które w swoim życiu oglądałem. To są Delfy w Grecji. Jeden z centralnych punktów duchowości cywilizacji grecko-rzymskiej. I nie bez racji w tym miejscu, obok świątyni Apollina, jest Falos – pępek świata. Grecy stawiali sobie wówczas różne pytania: żyjemy teraz, tu, ale co będzie potem? Czy nasze decyzje są słuszne? Jak będzie wyglądała przyszłość? Odpowiadali na to szamani i wyrocznia delficka. Wiadomo było, że przypadek nie istnieje. To my obecnie uważamy, że „to sprawił przypadek”. Wówczas przypadek nie istniał, wszystko w systemach religijnych, zarówno w starożytnych, jak i obecnych, jest już przewidziane, zapisane. W związku z czym nie można tego zmienić, można tylko starać się to poznać. U ludów indoeuropejskich mamy Parki u Greków, Normy u Germanów, Rodzanice u Słowian, trójcę bóstw żeńskich u Celtów – one stoją w momencie narodzin każdego członka tamtej społeczności przy kolebce i potem przędą los. To w ich rękach jest los świata i nikt, żaden z bogów nie może tego zmienić. Ważną kwestią było to, jak poznać przyszłość. Zwykle wróżono sobie z różnych rzeczy. Dlaczego w pewnym momencie Delfy się skończyły, dlaczego już nie przychodzili tam ludzie? Delfy leżą na dwóch uskokach geologicznych, a skały, które trą, powodują wydzielanie się etanu. Etan oddziaływał na pytię, która go wdychała i potem opowiadała różne rzeczy. To jest jeden ze środków zmieniających świadomość, ale pytanie dotyczy nie tego, co ona wdychała i co mruczała… Chodzi o dobór kapłanki, o politykę kadrową. Jeżeli wybrano niewłaściwą osobę, która nie miała tego typu zdolności, to mogła tylko udawać coś, czego kompletnie nie rozumiała. Natomiast kapłani bawili się w politykę i pociągali za sznurki.

W Delfach jest jeszcze jedna ważna rzecz, ponieważ było tam na świątyni Apollina napisane coś, co jest aktualne do dziś dnia – hasło „Poznaj samego siebie”. To jest coś, co obowiązuje nas wszystkich w naszym życiu, zarówno osobnika pojedynczego, jak i zbiorowości. Musimy siebie samych poznać, żeby zrozumieć, dlaczego nasze reakcje są takie, a nie inne, dlaczego zrobiliśmy coś, czego nie chcieliśmy zrobić, co się z nami stało. Tak jak pisali starożytni: największą tajemnicą dla człowieka jest drugi człowiek. Żeby zrozumieć, kim obecnie jesteśmy, musimy poznać to, co było wcześniej, przede wszystkim korzenie naszej cywilizacji. Zrozumieć to, jakimi motywami kierowali się nasi przodkowie, co jest istotą rzeczy.

Zaczniemy od monumentów. To jest standardowy, plakatowy obraz cywilizacji megalitycznej, która istniała na terytorium Europy. Jej źródła tkwiły w Afryce, kilka tysięcy lat temu. Pewien system religijnych wierzeń przewędrował z Afryki do Hiszpanii, potem wzdłuż wybrzeży Atlantyku i Morza Śródziemnego dotarł również na nasze ziemie. Jakie są tego świadectwa? Stonehenge, czyli tak zwane kromlechy; menhiry, czyli pojedyncze stojące kamienie; aleje, takie jak we Francji, ciągnące się przez wiele metrów. Są także potężne wielotonowe kamienie z komorami w środku, które były grobowcami. Ideą tej cywilizacji był kult przodków – uważano, że przodkowie są pośrednikami między nami a światem duchowym. To my musimy zwracać się do przodków, a oni pośredniczą w wymianie dóbr. I dlatego budujemy im wielkie megality. Istotą pochówku pogrzebowego jest inicjacja typu szamańskiego, pośmiertna – rozdrobnienie kości, potem złożenie zmarłego w całość. Chodzi znowu o aspekt duchowy, o którym jeszcze będę mówił.

Ile z tej cywilizacji przetrwało do naszych czasów? W Górach Hisarskich jeden z Tadżyków na pytanie, gdzie jest ich cmentarz, powiedział mi: „o, tu jest”, pokazując palcem kamienie bez żadnych napisów. Kiedy spytałem go, dlaczego nie ma napisów, powiedział, że Allach wie, nie trzeba, bóg wie wszystko. U nas buduje się jednak potężne grobowce i pytanie brzmi, czy nie jest to odległe echo tego, co robili nasi przodkowie? Tu widzimy zwłoki z terenu Polski. Ten osobnik, mężczyzna – wojownik ma topór bojowy tuż przy głowie. Leży w pozycji trochę zmienionej, bo ręce są w nieco innym układzie, ale w trakcie rozkładu ciała zmieniły swoje położenie. Leży w pozycji embrionalnej, na prawym boku. Leży tak, aby odrodził się po śmierci – duchowo, nie cieleśnie; by odrodził się w następnych ciałach, w następnych osobnikach własnego rodu i własnego klanu.

Słońce jest życiodajną energią, która wpada, jak widzimy tu, przez niewielki otwór, szparę i przez kilkanaście minut w roku, w dniu przesilenia słonecznego w zimie wpada snop światła na środek podziemnej komory. Odbywa się misterium, w którym złożony wewnątrz osobnik odradza się do nowego życia. Oczywiście to wszystko obywa się w symbolice rytuałów, ponieważ na nieboskłonie krążą również bogowie.

I następna rzecz – pierwiastek żeński. Dla każdego mężczyzny kobieta jest istotą absolutnie niepojętą, tajemniczą i niezrozumiałą. Kiedyś, gdy przebywałem w Stanach Zjednoczonych, zrozumiałem, że dopóki kobiety nie mówiły, to mężczyźni nie potrafili ich zrozumieć. A jak zaczęły mówić, to mężczyźni nie chcieli ich słuchać i stąd dramat naszych czasów. Trzeba słuchać, co mówią kobiety, a mówią bardzo interesujące rzeczy. Wtedy – mówię do mężczyzn – w jakimś małym stopniu potrafimy je zrozumieć. Dla ludów tamtych epok kobieta była przede wszystkim nosicielką życia. Ziemia jako taka była pierwiastkiem żeńskim, woda także, a w niektórych wyobrażeniach nawet niebo. Tu wyobrażenie z czasów paleolitu – słynna bogini z terenów Turcji, gruba postać, bo grube to piękne. Jak jest gruba, to znaczy że wokół jest obfitość jedzenia, bo płodność to właśnie dużo jedzenia, dużo tłuszczu. W XIX wieku mówiło się na Ukrainie: „Żeby było tak dobrze, żeby słoninę można było masłem posmarować, to by były dobre czasy!”. Więc jest tłusta, piękna i jest wyobrażeniem płodności, ale nie tylko. Tu jest czaszka, zatem ona również daje śmierć. Na slajdzie jest bogini z neolitycznej świątyni na Malcie. Nie wszystkie bóstwa żeńskie były takie tłuste w epoce kamienia, niektóre były i szczupłe, i dorzeczne. To jest postać z Troi. Chciałbym zwrócić państwa uwagę, co ona ma na trójkącie łonowym. Swastykę. Do tego symbolu jeszcze wrócimy. To wyobrażenie bogini celtyckiej, wszechogarniającej, bo ma pod swoją opieką zwierzęta, ptaki i ludzi, żywych i martwych. To rysunek, który jest w podziemiach kopalni w Krzemionkach, zajmowałem się nią blisko ćwierćwiecza. To bardzo schematyczne wyobrażenie postaci rodzącej kobiety. Pod ziemią bogini rodzi, ziemia jest żeńska, co wiosnę odradza się. To jest z kolei też rodząca bogini, rodzi głowę byka. Akt narodzin jest dla mężczyzny, szczególnie dla młodego ojca, czymś wstrząsającym. Ja zrozumiałem, o co tu chodzi dopiero, kiedy urodziła mi się moja córka i zrozumiałem, że młody ojciec nie wytrzymuje z nerwów, bo nie wie, czy się uda, czy nie uda, czy się narodzi, czy nie narodzi, czy będzie żywy, czy nie – i wszystko zależy wyłącznie od kobiety, a on nic nie może zrobić, tylko się denerwować. Więc z tej racji obyczaj kuwada, kiedy mężczyzna udaje, że rodzi, jest zrozumiały. To jest posążek gliniany z terenów Ukrainy. Przedstawia neolityczną Madonnę z dzieciątkiem, ma 5 i pół tysiąca lat. Jeśli dziś popatrzymy na obraz Matki Boskiej Częstochowskiej czy jakieś inne ikony lub wyobrażenia plastyczne, to musimy wiedzieć, że to jest bardzo stary archetyp. Istniał na terenach Europy od kilkudziesięciu tysięcy lat. Macierzyństwo, matka, dziecko… Dla tych, którzy chcieliby zrozumieć całą psychologię wielkiej bogini, bo tak nazwano te wyobrażenia – polecam książkę Neumana, została niedawno przetłumaczona na język polski: „Wielka bogini”.

Głos z sali: Czy to, co Greis pisał o królu, który jest składany w ofierze, to są jego fantazje?

Jerzy Tomasz Bąbel: Nie. Jeśli sobie przeczytamy uważnie „Złotą gałąź” Frazera, to zauważymy, że jest tam cała masa opisanych rytów u współczesnych ludów, afrykańskich i nie tylko, i ten element został pokazany. Istniało coś takiego. Królowa się nie zmienia, ale król musi się zmienić, jeżeli traci siły… Jeszcze do tego wątku wrócimy.

Historia jest zapisana na garnkach. To, co tu widzicie, to garnek pochodzący z rejonu województwa świętokrzyskiego. Posiada ornament, który wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z najstarszym na świecie wyobrażeniem wozu czterokołowego. Ile sobie liczy lat? Około 5 500, czyli na tych terenach ludzie też myśleli nad różnymi rzeczami i stworzyli tego typu pojazdy wcześniej niż w okolicy Mezopotamii. Jak ten neolit wyglądał? Jeżeli oglądamy film typu „Flinstonowie”, no to chce się ręce załamać, jakieś koszmary biegają w skórach i tyle. Jeżeli oglądamy jakieś wyczyny młodych tak zwanych rekonstruktorów, którzy ubierają się w jakieś wyliniałe skórki i zakładają je na blade, nieopalone ciała i udają, że są ludźmi epoki kamienia, to ja mogę tylko ciężko westchnąć i powiedzieć: „Ucz się, kolego”. Trzeba trochę wiedzy, żeby zrozumieć, że to jest XIX-wieczny obraz tamtej epoki. Proszę zobaczyć, to jest neolit. Jeżeli państwo kilka lat temu oglądali w Muzeum Narodowym wystawę „Ukraina światu” – to jest właśnie eksponat z tej wystawy. Należy do kultury trypoliskiej i przedstawia ówczesny dom, a są jeszcze inne wyobrażenia, gdzie są domy jednopiętrowe. Z wykopalisk wynika, że w tym czasie na terenach Ukrainy, Mołdawii, Rumunii była przepiękna ceramika, pięknie malowana, o niebo lepsza niż ceramika średniowieczna czy wczesnośredniowieczna. Przepiękny wypał, wspaniała cywilizacja, która zniknęła, a budowała osiedla, gdzie mieszkało 5 tysięcy ludzi. Część badaczy zastanawia się na serio, jakie czynniki powodują, że dana cywilizacja rozwija się, osiąga pewien pułap i nagle wszystko się zawala; co spowodowało, że potem był regres? Dziś mamy poczucie bezpieczeństwa, ale może nadejść moment, kiedy ta cała cywilizacja się zawali i koniec. Nie dziwcie się, że Amerykanie puszczają sobie filmy typu katastrofa, płonący wieżowiec – przygotowują psychicznie swoje społeczeństwo na przyjecie kataklizmu. Proszę bardzo, tu mamy neolit, wspaniałe budowle, malowane stołki, stoły, łóżka – wszystko to, co mamy, już wtedy, parę tysięcy lat temu było wymyślone. Narzędzia z krzemienia, wspaniałe, to jest w Danii. Na naczyniach jest zapisany cały światopogląd, wyobrażenie kosmosu, bóstw. Czwarte tysiąclecie przez narodzeniem Chrystusa, gdzie tu są skóry? Gdzie tu są ci dzicy, którzy tam biegają?

Jeszcze jedna rzecz. Płodność. My patrzymy na płodność tak: albo jest klęska urodzaju – wtedy chłopi płaczą: „co będzie!” Za dużo narobiło się tych jabłek, tych ziemniaków, kto teraz to kupi, ceny spadną. Za mało – niedobrze, za dużo – też niedobrze, ale to jest zupełnie inny syndrom. Natomiast u wszystkich ludów pierwotnych i starożytnych najistotniejsza była płodność – żeby było dużo zwierząt, dużo ludzi, żeby mój ród, moja rodzina była jak najliczniejsza. Jeżeli będę miał dużo płodów rolnych, to nie będę miał kłopotu, dużo zwierząt – no to mam bogactwo, jeżeli mam dużo ludzi, szczególnie mężczyzn, to jest to siła ekonomiczna i militarna. Ten człowiek na slajdzie pokazuje dwie najważniejsze rzeczy w neolicie: swoje organa płciowe i głowę. Co ciekawe, kiedy badałem cmentarzyska z wczesnej epoki brązu, niektórzy zmarli układani byli dokładnie tak samo – jedna ręka pod głową, bo mózg tu pracuje, tu jest dusza, w głowie, i z drugą ręka na genitaliach, bo chodzi o to, żeby odrodzić płodność, żeby ta siła, która krąży w przyrodzie, jeszcze raz pobudziła życie, bowiem życie jest najważniejsze. W przeszłości cały czas miała miejsce walka o przeżycie. To potężne wyobrażenie z Dorset. To są czasy imperium rzymskiego i Celtów, ale wyraźnie widać, jak podkreślona jest siła fizyczna i płodność, potencja.

Teraz słowo o szamanizmie. Bez jego zrozumienia umknie nam bardzo wiele rzeczy, które miały miejsce na terenie prehistorycznej Europy, a także w czasach nowożytnych. To jest eksportowy obrazek szamana, szaman tunguski, początek XVIII wieku. Jeden z zachodnich Europejczyków był w Rosji i narysował dzikiego mężczyznę walącego w bęben, pokrzykującego, brudnego. A tu widzimy odnalezioną w jurze szwabskiej w Niemczech figurę przedstawiająca postać mężczyzny, która ma głowę lwa. To kult morficzny. Tutaj zaś jest pokazany celtycki bóg, mający rogi na głowie, trzymający jeszcze kilka ciekawych rzeczy, tork i węża z głową barana. To symbole pewnych energii. Co ważnego jest w szamanizmie? Szaman u ludów pierwotnych bynajmniej nie chce być szamanem, on jest niejako wskazywany przez duchy. Musi nim być i musi zrealizować swoją misję, czy chce, czy nie. Jeśli nie będzie chciał, będzie zapewne chorował i umrze. Tak działają mechanizmy psychiczne. Jeszcze jedno jest istotne. W takim pierwotnym postrzeganiu świata wszystko żyje. My patrzymy na świat widząc przedmioty martwe lub ożywione – pies się rusza, żyje, drzewa rosną. Tyle. W tamtym świecie wszystko ma duszę, w każdym przedmiocie jest energia, jest „mana”. Musimy umieć się w tym poruszać, uważać, jak na polu minowym, bo jeżeli zaburzymy tę energię, to ona się zwróci w naszym kierunku i nas zniszczy. Niektórzy moi koledzy twierdzą, że w dawnych czasach, aż do Greków, tak zwany panszamanizm, czyli przewaga treści podświadomych nad świadomymi w życiu była ogromna. To one narzucały obraz świata i dopiero Grecy, którzy zaczęli liczyć, mierzyć, ważyć materię zmienili bieg rzeczy, który ciągnie się do dziś dnia. Nadal mamy rozziew: materia, materialiści, duchowość – to zupełnie co innego.

Głos z sali: Grecy to przejęli od starszych cywilizacji, kapłani posiadali tę wiedzę i manipulowali ludem…

Jerzy Tomasz Bąbel: Chodzi mi o filozofów greckich. Każdy kierunek filozoficzny zaczyna się od Greków, nawet współcześnie. To podstawy filozofii zachodniej; nie mówię o wschodniej, bo to zupełnie inna bajka. Ale wróćmy do szamanów. Wprowadzanie się w tzw. stan deprywacji sensorycznej polega na użyciu bębna (200 uderzeń na minutę, czyli szybki rytm), czasami zażywa się środki halucynogenne, po czym pojawia się stan kataleptyczny. Szaman ma bowiem odpowiedzieć na pewne pytanie. Przychodzą na przykład łowcy i mówią – gdzie są teraz renifery? Nie ma ich dokoła, jest pusto, szaman robi więc taki seans, krzyczy, łomocze, upada, wraca do przytomności i oznajmia: za miesiąc będą dokładnie tam, w tamtej dolinie. Oni idą i rzeczywiście – są renifery. Szaman łączy świat duchowy ze światem ludzi żywych, z grupą, w której on funkcjonuje. Jest rodzajem piorunochronu. Potem jego miejsce zajmują święty król i kapłani, ale to inna epoka. Zaczynało się od takich rzeczy. W związku z tym rodzi się pytanie – czy w jaskini paleolitycznej w Lascaux we Francji, gdzie są wspaniałe malowidła na ścianach (nosorożec i bizon, leżąca postać męska i ptaszek na drągu) – czy to jest trans szamana, czy nie? Czy to jest szaman, czy to jest dusza? Od kilkudziesięciu lat różni uczeni spierają się na ten temat. Są różne interpretacje, niemniej jednak trzeba powiedzieć, że ostatnie badania wskazują, iż takie polimorficzne postrzeganie rzeczywistości jest dokładnie trzecim etapem transu. Każdy z nas, jeżeli byłby wprowadzony w ten trans, natychmiast by te rzeczy zobaczył. Na terenie Polski mamy ślady pochówków szamanów neolitycznych. Tu widzimy gliniany bęben. Wygląda tak, brakuje tylko membrany. Także inne bębny, które w neolicie były w Europie Środkowej, są pięknie ozdobione. Jeśli pojedziecie państwo na Madagaskar, zobaczycie ten sam typ bębna, tylko jeszcze piękniejszy, można je kupić u ludzi, którzy je produkują. Miałem je w rękach, to echa dalekiej cywilizacji megalitycznej. W materiałach archeologicznych są znajdowane tego typu kości, które widzimy na slajdzie. Są niewielkie, ten jest wielkości 8 – 9 centymetrów. W podręcznikach będziecie państwo czytali „klamry” – otóż to nie są żadne klamry, tylko „mapa drogowa szamana”. Przedstawia pionowy przekrój kosmosu, a więc sklepienie niebios, główną kolumnę, po której dusza szamana wędruje w dół i w górę, wody podziemne i świat podziemny, a w nim są i dusze i zmarli. Jak państwo myślicie, czym szamani wspomagają się w tych swoich wędrówkach? Podstawowa rzecz to muchomory. Czy mamy dowody? Mamy. Pomijam rzeźby neolityczne, opisałem to w kilku miejscach, w tym miesiącu numer „Wiedzy i życia” jest poświęcony narkotykom, jest tam mój tekst na ten temat. Tu widzimy statki, łodzie, z których pokładów wyrastają grzyby. Ale trudno zrozumieć, o co tu chodzi, po co te grzyby były. To jest koniec epoki brązu, wczesna epoka żelaza, czyli pierwsza połowa pierwszego tysiąclecia przed naszą erą, Europa Środkowa i Europa Północna. Dlaczego więc te łodzie są przedstawione do góry nogami? Ja tu napisałem „hell”, ale to jest w cudzysłowie, bo chodzi o piekło, ale nie w rozumieniu piekła chrześcijańskiego, tylko świata nadziemnego i świata podziemnego. Podczas rytuałów inicjacyjnych ścinano włosy, bo we włosach jest energia życiowa – włosy rosną, więc się je ścina i energia odsyłana jest również w tym obiegu kosmicznym.

I jeszcze jedno chciałem tu państwu pokazać, ten rysuneczek jest ważny, ponieważ zrozumiemy jeszcze jedną rzecz, mianowicie orientację świata. Każdy z nas stoi w środku świata, nosimy go w sobie. Jest strona lewa, prawa, góra, dół, przód, tył. Ale jako jednostka musimy wiedzieć, gdzie jesteśmy w kosmosie i co się w tym kosmosie dzieje. Trzeba pamiętać, że w tamtym postrzeganiu świata rzeczywistość cały czas daje nam sygnały, ostrzega lub potwierdza nasze mniemania. Wszystko wokół to są omnia, znaki, jak zatem je czytać? Najprostszy sposób jest taki: wróż staje twarzą na wschód. Ma lewą i prawą stronę. Jeżeli coś pojawia się po prawej stronie, to jest pozytywne, bo to jest ruch zgody z ruchem słońca; jeżeli po lewej stronie, jest negatywne. Innymi słowy: jedziemy sobie konno przez las, po lewej stronie zaskrzeczał kruk. Uwaga: kruk to znak od Odyna, lewa strona jest niebezpieczeństwem. Tak to było odbierane przez ludzi, którzy żyli w tamtej epoce. Prawa strona wartościowana była pozytywnie – w porządku, jesteśmy bezpieczni. Kierunek wschodni to ten kierunek, który jest pozytywnie postrzegany u Indoeuropejczyków. U Etrusków było odwrotnie – nie wschód był dobry, tylko południe. Stawali twarzą do południa i to, co widzieli po lewej stronie, było akurat pozytywne, a po prawej negatywne, bo słońce zachodziło do świata podziemnego. Najgorsze było to, co nadchodziło od tyłu.

Mak – znany jest już od 5 tysięcy lat. Tak się nacina kwiaty, żeby zrobić opium, zbiera się go w takich flaszkach, które są również ponacinane. To gliniane naczynia. Trzeba to jeszcze odpowiednio przyprawić, nie będę opowiadał całej technologii. Tu widzimy łyżki gliniane. Do czego służą? Pierwszych narkomanów w Warszawie widziałem w czasie studiów, w czasach, kiedy była tak zwana cywilizacja hipisów. Umierali na schodach i przygrzewali sobie na łyżkach różne środki. Tutaj widzimy różne wcześniejsze przyrządy – świece, fajki gliniane, najstarsze w Polsce, pierwsza ze Złotego Sandomierza, druga też z województwa świętokrzyskiego, trzecia z Biskupina, z epoki brązu. Wszystkie te rzeczy związane były z próbą wejścia w świat duchowy, żeby uzyskać kontakt z duchami i bogami. Nikt nie odważyłby się wejść tam bezkarnie. Nie ma takiego pojęcia w świecie starożytnym i w prahistorii, że coś robimy „for pleasure”, dla przyjemności, nie ma hedonistycznego używania narkotyków. Dlaczego? Opium daje otępienie, całkowite wyłączenie. Jest łagodne i kojarzone z bóstwem ziemskim, z boginią życia i śmierci. Łagodnie przechodzi się w śmierć, bez strachu i bez bólu, to jest wyciszenie, wymarcie, zasklepienie. Tu widzimy boginię z Gazi, na głowie ma koronę z makówek. Słynny pierścień Nestora z Krety też ma główeczki. Tylko rzucam tu hasła, bo tych wyobrażeń jest bardzo dużo.

Innym środkiem odurzającym były grzyby, o których wspomniałem, konopie. Konopie pojawiają się dopiero w trzecim tysiącleciu, zmienia się wtedy kultura – wszystko się zawaliło, cały świat neolityczny, zniknęły wielkie osady. Pojawiło się pasterstwo. Pasterz nie pilnuje pola makówek, nie ma na to czasu, a konopie żyją, rosną dziko szczególnie tam, gdzie koczowano. W telewizji jest serial „Rzym”. W tym serialu widzimy jak osobnik płci żeńskiej, przedstawiający Kleopatrę, zaciąga się jakąś fajką, wziętą żywcem ze świata opiumistów chińskich. Robi dziwne rzeczy, panienki w Rzymie robią panom jakieś skręty, takie jointy z Macedonii, i to wygląda, jakby palili cygara. Proszę państwa, to totalna bzdura. To są właśnie przykłady anachronizmów w sztuce filmowej. Nic takiego w starożytności nie miało miejsca. Używane było przede wszystkim wino, dlatego że wino łączyło ludzi. Wino jest socjologicznie pozytywne, wszyscy się cieszą, łączą. Oczywiście, gdy wypiją za dużo, to się biją, kłócą… Wedle najstarszych materiałów archeologicznych z terenów Polski, kieliszki „pięćdziesiątki” pojawiają się pod koniec neolitu, w połowie trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, więc musiał istnieć jakiś krzepki trunek. Na slajdzie jest cały komplet – karafki, dzbanek, czyli amfora. To napoje, które łączyły ludzi, bo wiadomo, jakie reakcje są po winie. Natomiast opium wyłącza, izoluje, więc należy tylko do bogini. Konopie natomiast dają zupełnie inny efekt. Ich zażywanie nie wyglądało tak, że zaciągano się, tylko ziarna konopi sypano na rozpalone kamienie i inhalowano. Szaman od razu, bez pomocy bębna, wchodził w drugi świat. A nawet mógł się utożsamić z obserwowanym przedmiotem.

Współcześni narkomani nie mają zielonego pojęcia, w co się bawią, dlatego że gdy odblokowują sobie pewne piętra sfery nieświadomej, to zderzają się z archetypami, z siłami psychiki. Ale najstraszliwszym przeciwnikiem, który się ujawnia, jest potwór, z którym należy walczyć, który wywołuje paniczny lęk i ten lęk należy pokonać. Tutaj mamy najstarsze wyobrażenie smoka na terenie Europy, na żebrze jest narysowany tak jak wąż, z rybim ogonem i z trzema parami skrzydeł, a obok jest postać ludzka z włócznią. Ten włócznik na razie pieszo, a potem konno przewija się przez całe wieki i tysiąclecia Europy. Smok leży do góry brzuchem, został pokonany. W inicjacjach szamańskich jest to jeden z najważniejszych momentów: pokonanie archetypu cienia, który zlał się w archetypy wroga kosmicznego i cienia. Pokonanie tego archetypu daje błogosławione skutki. Nie chcę tu wchodzić w inne doktryny, gdzie mówi się o zupełnie innej rzeczy, o ułaskawieniu, bo to temat na wiele godzin.

Kto pokonuje smoka? W czasach neolitu i późniejszych tym kimś, kto pokonywał smoka, był półbóg. Zachwianie równowagi ekologicznej poprzez wypalanie lasów i zmiana Golfstromu, jaka miała miejsce w trzecim tysiącleciu, spowodowały katastrofę suszy, między innymi w starożytnym Egipcie. Stare państwo upadło, pojawił się głód, nie było wylewów Nilu. Potworne rzeczy. Zmienił się też system władzy – święci królowie odchodzą w niebyt, faraon jest już inaczej postrzegany. Podobne rzeczy miały miejsce w Mezopotamii i teraz podobne rzeczy są na terenie Europy Środkowej. Kto rządzi światem? Ten, kto daje wodę. Matka ziemia straciła płodność, jest sucha, rolnictwo upada, nie ma plonów, można przeżyć tylko pasąc bydło; nie można hodować, trzeba wędrować ze stadami, szukając trawy. Najważniejszym półbogiem, do którego się zwracano, był bóg burzy i piorunów. To jest wyobrażenie celtyckiego Karalisa, tu mamy skandynawskiego Thora. To jest jeszcze inne bóstwo celtyckie – trzyma w garści dwa smoki. Ten wizerunek jest na kotle z Danii. Widziałem go, to niewielki kocioł, srebrne arcydzieło… Chciałem zwrócić państwa uwagę, że postać na nim przedstawiona pokonuje dwa smoki. Wyobrażenia tych smoków – skrzydła, ogon i jedna para nóg – będą przewijały się przez następne wieki w sztuce religijnej. A to jest narysowany bardzo schematycznie na naczyniu wczesnośredniowiecznym nasz słowiański Beluch. Pochodzi z Mazowsza, jedzie na koniu, a nad nim są aż trzy błyskawice. On daje burze, a burze dają deszcz; jak jest deszcz, rosną trawy, ziemia jest płodna, wtedy bydło ma co jeść i możemy się bogacić. Bogowie ci posługują się bronią, to są wojownicy, oczywiście też pijacy i rozpustnicy. Jedno z drugim się wtedy łączyło i nie miało bynajmniej konotacji negatywnych. Jest cała masa wyobrażeń, gdzie są błyskawice. Na tych toporach widzimy je narysowane, a w czasach późniejszych były na młotach i siekierach. Ale chodziło jeszcze o coś innego. Bóg burzy walczy ze smokiem, smok chowa się w ziemi, bo jest synem matki ziemi. Chowa się pod głazem, pod korzeniami kosmicznego drzewa itd. Bóg burzy go pokonuje, ale nigdy go nie może zabić, i wtedy pojawia się woda. Każdy, kto chce być wojownikiem i dla którego tacy bogowie jak Zeus, Thor to wzorce, musi przejść ich ścieżkę, czyli zabić smoka. Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo – że w czasie tych zabiegów, inicjacji, przechodzący je sam stanie się smokiem, a wtedy jest strasznym, bezlitosnym wojownikiem. Później państwu pokażę, co w czasie furii wojennej robią ludzie. To jest pewien stan psychiczny. Na slajdzie jest Jazon pożarty do połowy ciała przez potężnego smoka, a za nim wisi złote runo. Jest ono symbolem jaźni. Pomocy udziela Jazonowi tylko Atena, która jest boginią mądrości i wojny. A zatem nie ma tu żadnego szału, jest natomiast rozum. To Atena pokazuje drogę wyjścia. I włócznia Ateny przechodzi przez jego głowę. Nie jest to przypadkowe. Cała Europa i inne kontynenty są zafascynowane świętym Jerzym. Na Bliskim Wschodzie, w Egipcie, w koptyjskich kościołach też można go zobaczyć. A to jest Sigurd, bohater germański, który również przebija smoka. Uzyskuje oczywiście dzięki temu wiedzę. Wszystkie smoki są takie same! W chrześcijaństwie ten sam typ smoka jest symbolem grzechu, dlatego walczą z nim święci, święte… Widzimy tu współczesną rzeźbę. To jest archanioł Michał, który kole smoka. Symbolizuje on kosmiczne zło, które trzeba zniszczyć. W sztuce jest tego mnóstwo, ale co ciekawe, zabicie smoka, czyli zniszczenie wewnętrznego zła, doprowadza do tego, że uwalania się postać kobiecą, a to jest ni mniej, ni więcej tylko symbol animy, duszy. Wtedy dopiero odzyskujemy duszę, czyli pełnię, kiedy zabijemy smoka. Potem ważną rzeczą jest wędrówka do centrum, do jaźni.

Głos z sali: Co uosabia smok? Zdaje się, że w chrześcijaństwie jest też wartością pozytywną?

Jerzy Tomasz Bąbel:
Ja to porównuję zwykle do prądu elektrycznego. Prąd elektryczny, jeśli nie potrafimy się z nim obchodzić, to może nas zabić, ale jeżeli potrafimy, to mogę tu sobie pyknąć pilotem i pokazuje się obrazek. Jeżeli potrafimy się z tą energią obchodzić, a to potrafili robić w przeszłości tylko mędrcy chińscy. Tam energia jest zwana „lung” i w swoich tekstach opisali dosiadanie „lunga”, czyli kierowanie emocjami i energiami. W świecie Europy to jedynie w ezoterycznych i okultystycznych ugrupowaniach pojawia się takie myślenie. Proszę wziąć sobie chociażby „Fausta” Goethego: „Ja jestem tą cząstką…” itd. Dokładnie o to chodzi. Innymi słowy, można użyć zła, żeby pozyskać dobro… Ale skutek nie jest gwarantowany. Popiełuszko mówił „dobrem zwyciężaj zło” – skutek był o wiele lepszy. W pierwotnym myśleniu rozum, myślenie racjonalne jest przypisywane mężczyźnie. Emocje są kobiece. I teraz proszę zobaczyć, co się dzieje. To są kobiety jeżdżące na smokach, wspaniała sprawa.

Stary symbol smoka jest też wykorzystywany do celów politycznych. Trocki, rycerz z czerwoną gwiazdą na tarczy, z sierpem i młotem, zabija kontrrewolucję. Ten sam symbol wykorzystywany jest politycznie przez różne frakcje, ale wszyscy odwołują się do tej samej negatywnej jego wartości. A tu widzimy to, o czym mówiłem – labirynt, w środku labiryntu jest smok. Symbol labiryntu pojawił się już dawno, wiele, wiele wieków temu w mitach. Labirynt jest symbolem zagubionej duszy ludzkiej i ścieżki inicjacyjnej. Labirynty są odtwarzane w jaskiniach, w odpowiednich budowlach, a nawet układane z kamienia. Trzeba dojść do środka, pokonać bestię, może być to smok lub Minotaur. Potem należy wrócić. Proszę sobie wyobrazić, że cały świat wokół nas jest labiryntem i w tym labiryncie musimy znaleźć swoją ścieżkę, swoją nić Ariadny. Gdzie ją prowadzić, kto nam ją poda, czy wejdziemy w ten korytarz, czy w inny, czy się nie zgubimy – to jest kwestia przypadku i wolnej woli. Stajemy przed pewnym wyborem, w tym momencie jeszcze jesteśmy wolni, mamy całą gamę możliwości. Po dokonaniu wyboru już nie mamy wolnej woli, bo go dokonaliśmy. Idziemy tu, rezygnujemy z całej masy różnych dodatkowych możliwości, a dalej już nas los pcha. I gdybyśmy we właściwych momentach, tak zwanych punktach węzłowych, dokonali właściwego wyboru, to nasze życie potoczyłoby się inaczej. Świat jest labiryntem i musimy wiedzieć, w którą ścieżkę wchodzimy, ten wybór musi być dokonany przez nas samych. Mówiłem o smokach, ale proszę bardzo – tutaj jest mozaika rzymska z terenów Austrii. W środku Tezeusz zabija Minotaura, bestię. Wychodzi – jest królem, jest wolny.

Jest moment, kiedy żadne modlitwy nie pomagają, złamane zostało prawo, tabu. Nie wiadomo, co robić. Cała społeczność jest zagrożona. Jedyną rzeczą, jaką można dokonać w takiej sytuacji, jest wysłanie człowieka, czyli poświęcenie dla boga. To on ma zanieść nasze żądanie w zaświaty i to jest kwestia ofiary. To nie tylko kozioł ofiarny. Ofiary składa się bogom, a chodzi o podstawową rzecz – krew. We wszystkich ofiarach krwawych istotą rzeczy jest krew. Wszyscy bogowie, bez wyjątku, żywią się krwią. Jeśli ktoś myśli, że w Biblii było inaczej, to proszę przeczytać sobie, jak wyglądała Świątynia Jerozolimska i co tam robiono. To była jedna wielka rzeźnia przed Chrystusem, tam płynęły potoki krwi, składano ofiary ze zwierząt z rzeźni. Dlaczego krew? W krwi jest dusza, innymi słowy chodzi tu o tchnienie życiowe. Moc zawarta we krwi jest przekazywana bogu, obojętnie, jaki on jest. Kapłani lub pozostali ofiarnicy spożywają mięso. To też jest akt takich relacji sacrum, dostępu do czegoś takiego, jak komunia. Proszę pamiętać – „oto ciało moje, a oto krew moja” – wszyscy, którzy spożywają sakramenty, dokonują dokładnie tego samego, i wtedy jest to obieg mocy, dlatego że ta ofiara, ta moc, ta energia skierowana do bogów, jest odsyłana do nas, pod naszym adresem, ale spotęgowana i opływamy w dobrodziejstwa. Taka jest istota ofiary. Pomijam sprawy psychologiczne – że na przykład musimy się ochronić, a tu mamy czarną owcę, więc to będzie kozioł ofiarny. Wygonimy go i będzie cacy. Ale chodzi mi jeszcze o najwyższą ofiarę, o ofiarę z człowieka, i ten sposób myślenia, że lepiej, aby jeden zginął za naród. Znamy to z Nowego Testamentu, ale w przeszłości, we wszystkich starożytnych cywilizacjach w momencie zagrożenia totalnego składano ofiary z ludzi. Znajdujemy ich na terenie Europy, między innymi w bagnach. To jest znalezisko duńskie – człowiek został uderzony w głowę, stryk miał zaciągnięty na szyi, ale twarz ma spokojną, tak jakby się pogodził ze śmiercią, a nawet odchodził w przeświadczeniu, że ma do spełnienia misję.

Jeszcze a propos misji, chciałem powiedzieć jedną rzecz, mianowicie: to jest jeden z najważniejszych elementów psychologii pierwotnej i nie tylko – misyjność. Ja to tłumaczę normalnie: rób to, co lubisz, a będziesz wykonywał to perfekcyjnie. Rób to, do czego zostałeś powołany, masz wewnętrzne przekonanie, że to ci wychodzi. To jest wspaniała sprawa, wkładasz w to serce i robisz to perfekcyjnie, i osiągasz sukces. W Bhagawadgicie, świętej księdze hinduskiej, jest powiedziane w ten sposób: każdy z nas otrzymał od boga swoją misję do spełnienia na świecie, a ta misja to współudział w kreowaniu tego świata. Każdy – ten, który sprząta ulice i ten, który decyduje o losie narodów – każdy dostał swoją misję i tę misję musi po pierwsze rozpoznać (to się nazywa „dharma” czyli powołanie), a po drugie realizować. Jest powiedziane, że lepsza jest dharma mała, ale własna, niż wielka, a cudza. Wielu z naszych polityków tego nie rozumie i efekt jest, jaki jest – politycy z piaskownicy. To a propos misji.

Chciałem powiedzieć jeszcze jedną rzecz, mianowicie chodzi mi o herby. W herbach zawarta jest również pewna wiedza, prawie że tajemna. Otóż jedna z moich znajomych przyjechała do Warszawy, to było wiele lat temu, załatwiać jakieś sprawy rodzinne, a w rodzinie nazywali ją „ciapek”. Miała na palcu sygnet i chciałem zażartować, że nie musi nim wybijać zębów swoim kuzynom, ale okazało się, że traktuje to bardzo poważnie. Powiedziałem więc: dobrze, sprawdźmy to. Wiesz, jaki to herb? Nie wiedziała, więc sprawdziliśmy. To jest herb Pius 1, datacja 1375, zawołanie bojowe: „Turzyna”. Co to jest Turzyna? Mięso z tura, a tur był zwierzęciem zabijanym tylko przez króla, zwierzęciem na łowach królewskich. I teraz proszę sobie wyobrazić: rycerstwo staje do boju, ustawia się klanami, rodzinami, herbami i wszyscy współrodowcy stoją i przed bitwą wołają: „Turzyna!”. Co to oznacza? Że ten tur, czyli ten wróg, bo tur jest wrogiem, już został przed bitwą pokonany. Że pokonaliśmy własny strach, że już z niego jest mięso, to jest już wołowina dosłownie – trzeba ją tylko zjeść. Kiedy jej to wytłumaczyłem i powiedziałem: pamiętaj, masz za sobą 25 generacji wojowników. Nigdy nie używaj tego zawołania, jeżeli go nie potrzebujesz, jeżeli nie jest zagrożone życie, a jeżeli jest – zawołaj i poczuj na plecach tchnienie swoich przodków. Wypróbowała to, z najlepszym skutkiem.

To ofiara celtycka, palili ją w ogniu; a to u Cyndrów, jeńców wojennych – kapłanki podrzynały gardła i do wielkiego kotła spuszczano krew, żeby z niej wróżyć. Świat tamten nie był światem miłym. Tak wyglądał wojownik celtycki, nie ma na tej twarzy uśmiechu, raczej bym powiedział, że to przerażenie. Oni jednak przez 500 lat trzęśli barbarzyńską Europą, to był lud niesłychanie kreatywny – w rzemiośle, w budownictwie, w sztuce, w mitach, w kulturze duchowej. To mistrzowie Europy barbarzyńskiej, zostały po nich potężne kurhany. Ich siłą duchową byli druidzi – cała kasta, która się u nich pojawiła. Dzielili się na szereg odłamów. To jest korona jednego z nich. Na filmie „Merlin” zobaczycie państwo aktora w takim przebraniu. To jest obręcz, okrąg świata, krzyż. To jest mandala i punkt centralny. Wszystko to ma tutaj swoją symbolikę. Nawet ilość tych wieńców. To oni, czyli druidzi, nauczali wojowników i oni głosili, jak to zaświadcza Juliusz Cezar, że jest reinkarnacja: wojownicy, zginiecie i odrodzicie się jeszcze raz, nie bójcie się śmierci, śmierć jest tylko stanem przejściowym.

Jedna rzecz jest bardzo interesująca. W tej książeczce poświęciłem jej sporo miejsca. Dusze wszystkich, którzy zmarli nierytualną śmiercią, odchodzą w zaświaty, gdzie tworzą niezidentyfikowaną pulpę duchową. Jedynie ci, którzy zachowali swoje imię, którzy byli opiewani przez bardów, wrócą w nowe ciało, zachowując swoją poprzednią tożsamość. Pragnę wam powiedzieć, że są takie psychotechniki, o których pisałem, że można poznać swoje tak zwane poprzednie wcielenie.

Celtowie, wspaniała sztuka. Królowie mieli na sobie takie piękne brosze. Hełmy wspaniałe, ze złota. Rzymianie i Juliusz Cezar podbili Galię nie dlatego, że tam było stado pijanych Celtów i akurat klimat Francji im się podobał, tylko dlatego, że we Francji w czasach Celtów celtyckich było mnóstwo kopalń złota, a złoto potrzebne było Juliuszowi Cezarowi do celów politycznych w Rzymie. U Celtów były również wojowniczki, a powstanie królowej celtyckiej z Wielkiej Brytanii przeciwko Rzymianom jest dobrze znane. I kolejne tajemnicze rzeczy – tak zwany Budda celtycki, co to było? Nogi ma złożone tak, jak u joginów, czy był więc jakiś kontakt ze światem Indii, z buddyzmem? Niektórzy twierdzą, że tak, inni, że nie, ale to, co zostawili Celtowie w niesłychanie bogatej mitologii, wskazuje na szczególne wpływy u Germanów. Król Artur i rycerze Okrągłego Stołu – to hit, ponadczasowy! 1989 rok, Polska, Okrągły Stół…. Dlaczego nie kwadratowy, dlaczego nie prostokątny? To jest wpływ tej idei na nasze czasy.

Jest jeszcze jedna rzecz, chciałem o tym wspomnieć – musi być 11+1 lub 12+1, i to mamy: dwunastu apostołów i Chrystus; jeden odpada, Judasz. Drużyna składa się zazwyczaj z dwunastu osobników. Psychika ludzka jest tak uformowana, że w dwunastce jest pole maksymalnego porozumienia pomiędzy jednostkami. Wystarczy zrobić trzynastu, czternastu i wszystko się rozpada, ludzie zaczynają tworzyć odrębne grupy. To przerabiali kiedyś moi znajomi neoszamani, bo bawili się w różne obrzędy i było więcej osób, około 18 – 20, i nic nie wyszło, rozbili się na grupy.

Graal, Święty Graal, idea niezwykła. Do dziś dnia ludzie szukają Świętego Graala, podejrzewanych o bycie nim przedmiotów jest wiele, między innymi w Walencji, ale nie chodzi o to, czy ten przedmiot jest rzeczywiście tym przedmiotem, czy wierzący chcą po prostu materializacja sacrum. Chodzi o duchową wędrówkę, bo Graal jest symbolem jaźni. Na drodze duchowego rozwoju, poprzez różne niebezpieczeństwa, podejmowanie decyzji, zabicie smoka, unikanie różnych niebezpieczeństw, dochodzi się do jaźni, dochodzi się do Graala. I – tak jak czytałem w opowieściach o Świętym Graalu – „i wtedy zajrzał do środka i zobaczył rzeczy, które były, które są i ogarnęło go światło”. I umarł szczęśliwie, bo to jest moment, w którym następuje połączenie z bogiem. Ale w Graalu, symbolu ewidentnie chrześcijańskim, są motywy celtyckie. Kocioł odrodzenia, to jest motyw celtycki.

Głos z sali: To znaczy kocioł odrodzenia nie jest tylko motywem celtyckim. Kocioł Medei na przykład.

Jerzy Tomasz Bąbel: Wiem, znam. To jest dokładnie ten sam motyw. A jeszcze niech pani zajrzy do wierszyka Adama Mickiewicza pod tytułem „Tukan”, tam jest dokładnie: „podziel ciało na części”. Jest ta idea zawarta. Przy czym trzeba powiedzieć, że Mickiewicz był wtajemniczony w różne masońskie rzeczy i wiedział, o co chodzi.

Mówiłem o kotle z Gundestu – wygląda tak, jest to jeden z najcenniejszych zabytków prahistorii Europy. Jest tu wyobrażona cała mitologia celtycka. Ale dla nas najciekawszym, przynajmniej dla mnie, jest ta kłódka – to się składa z trzynastu kłódek, ona tak wygląda. Proszę zobaczyć, co się tu dzieje – jest drzewo, tu widać grających na trąbach mężczyzn, jest cała symbolika inicjacji wojownika, ryk trąb i wzdłuż pnia drzewa życia idą w lewo – czyli do piekła, do podziemia, a co jest pod ziemią? Pies. We wszystkich mitach pod ziemią siedzi pies. Tu jest Teutates, który przyjmuje wojownika, wrzuca go do kotła i odradza się. Wracają z tego piekła, do góry w prawo, już na koniach ze wspaniałymi królewskimi hełmami na głowach, a tu prowadzi ich wąż z baranią głową – ten sam wąż, którego trzymał ten rogaty człowiek w ręku. A oznacza to ognistą energię. Po co było to wszystko? Chodzi o to, żeby wojownicy byli sprawni w walce, żeby nie lękali się śmierci. Jeżeli weźmiecie teksty samurajów, księgi rodowe, przeczytacie rzecz następującą: Samuraj każdego dnia musi myśleć o śmierci, w każdej chwili musi być gotowy na śmierć. Dopiero wtedy będzie dobrym wojownikiem. Żeby być gotowym na śmierć, trzeba też w inny sposób umrzeć, trzeba być już „chodzącym trupem”, w cudzysłowie oczywiście.

Mówi się, że był złoty wiek w Europie, wspaniałe czasy, kiedy ludzie byli przyjaźni. To bajeczki, jak to zwykle różni ludzie sobie wymyślają. To jest najstarsza scena bitewna w Europie, wyobrażana na skale, na terenie Hiszpanii. Pochodzi z czasów mezolitu, więc wcześniejszych niż paleolit. Gromady łuczników, łowców wzajemnie się ostrzeliwują. Jeszcze lepsza w tej samej stylistyce jest scena z terenu Sahary, gdzie widać, kto zwyciężył, a kto daje nogę. Tu jest dosłownie batalistyczna scenka zwycięstwa. We wszystkich wojnach były zbrodnie wojenne, nie wierzę, że jest jakaś armia na świecie, w której nie byłoby ich. To jest specyfika wojny – ona zmienia charakter człowieka, zamienia go w bestię i człowiek ten w wielu wypadkach, jeżeli nie ma hamulców moralnych i jeżeli nie przeszedł tą świetlistą ścieżką, którą tworzy Graal, to natychmiast „zjeżdża” i zaczynają działać archetypy negatywne i dokonuje potwornych rzeczy. To jest scenka wyrzeźbiona dla Rzymian na kolumnie Trajana. Przedstawia dzielnych legionistów walczących z barbarzyńcami, którzy napierali z północy na imperium. Co ci dzielni żołnierze robią? Proszę bardzo, jeden trzyma w zębach za włosy głowę pokonanego Germanina. No kulturalny człowiek, żeby ta głowa się nie poniewierała po ziemi. Wszystkich ich, jeżeli ich wcześniej nie wybito, to sprowadzono do tego budynku. Wystarczy tam usiąść i poczuć, co to jest za miejsce, posłuchać, jaki w tych kamieniach jest zawarty krzyk mordowanych ofiar. Ale ten świat bynajmniej nie jest bezpieczny. Oto Scytowie wojujący między sobą. W sztuce się to wszystko odmieni. To jest zapis jednej z najpaskudniejszych moim zdaniem zbrodni tamtych czasów. Różne mamy znaleziska szkieletów, porąbanych kości, ale ta czaszka pochodzi ze stanowiska w Austrii i przestawiana czaszkę młodej dziewczynki, mającej 14 lat, podziurawioną przez furiata – nie dość, że uderzył ją tą głownią, kulką miecza, kilkakrotnie zadał potworny cios, walił ją po głowie, to jeszcze potem dokonał dekonstrukcji. Tu on ma spokojną twarz, sądzę, że to wyglądało zupełnie inaczej. Po prostu obudziła się w nim bestia.

Ci sami Scytowie skalpowali. Kiedy oglądamy westerny, Siuksowie rżną na kawałki zabitych żołnierzy, kalecząc ich. To jest rzeczywiście rytuał, tak wyglądał XIX wiek. Gdy weźmiemy teksty Herodota lub zajrzymy do wykopalisk, zobaczymy na przykład oskalpowanego mężczyznę – temu na slajdzie przylepiono skalp za pomocą smoły do głowy, bo bez włosów w zaświatach nie dałby sobie rady. To jest Ukraina, Scytowie; a zgadnijcie państwo, gdzie w Europie leżał najstarszy oskalpowany człowiek? Skalpowanie potem przeszło w rytuał, to była kara w czasach Karola Wielkiego. A potem Europejczycy przenieśli ten zwyczaj na tereny Ameryki. Otóż najstarszy oskalpowany leży w Szwecji, pochodzi z neolitu. To młody człowiek, na którego czaszce można znaleźć ślady zadane tępym krzemiennym nożem. Odcięto mu głowę, to świat Germanów, tam jest ich prakolebka. Tak wyglądała głowa z terenów polskich. Tu żyły plemiona germańskie. Skandynawów kojarzymy zazwyczaj z Wikingami, a starożytnych Germanów się tak kojarzy. Tu widzimy wyryte na skałach różne postacie. Między innymi postacie z potężnymi toporami i te falliczne. Tu płodność to siła. Herkules na Wyspach Brytyjskich, bóg wojny, tradycyjnie, jak u wszystkich Indoeuropejczyków, Thorn – wojownicy jak się patrzy, na hełmach mają postacie dzików. U Anglosasów królowie mieli wspaniałe zapinki, złote, bo król miał być postrzegany jako szczodry rozdawca złota. Germanie wojowali między sobą i są znaleziska bagienne z Danii, gdzie znajduje się ogromna ilość broni. Nawet archeolodzy spróbowali odtworzyć pewne wydarzenia między poszczególnymi plemionami germańskimi, które tam prowadziły wojnę. Z grobu w Oseberg w Danii pochodzi to wiadro. Jest drewniane, ale na okuciu coś się dzieje – gość ma nogi tak jak w pozycji Buddy, a nawet lepiej – tu ma różne swastyki.

Czy istniał więc kontakt z buddystami, czy nie? W książce, którą państwu pokazywałem, omawiam ten problem, pokazując, że na wyspach Środkowej Azji i w miejscowości Helgo w Szwecji znaleziono posążek Buddy pochodzący z VII wieku z terenu Indii. Czy to był wpływ? Trudno powiedzieć, raczej nie; jestem przekonany, że wierzenia Wikingów czy Skandynawów były mocne. Byli przekonani, że nic nie można zmienić, losu swego nie odmienisz, mówią pisma poetyckie i prozatorskie. Losu nie odmienisz, los został już przypisany, koniec, masz go wykonać – nic się nie da zrobić. Dlatego nie ma powodu, żeby bać się śmierci. Co tam się pojawia jako istotne? Pojawiły się związki wojowników, którzy byli odpowiednio inicjowani, a szefem tych związków zawsze był wódz wojenny, który spełniał rolę szamana. Wiele z tych praktyk miało korzenie szamańskie.

Ale mieli swojego boga, to ten człowiek z włócznią, tu go widzimy aż z dwoma włóczniami. Tu zaś pędzi na koniu, koń ma osiem nóg, przed nim jest postać kobieca z rogiem. Tak wyglądają na kamieniu nagrobnym. Tu widzimy Odyna. Nie ma jednego oka, patrzy tylko lewym, lewe – pamiętacie państwo symbolikę. Dwa kruki, jeden symbolizuje pamięć, drugi wspomnienie. Towarzyszą mu Walkirie, te, które całują zmarłych na polu bitwy i zaprowadzają ich dusze do Walhalii. Odyn, pan tych tajemnych związków, potem przeobraża się w mitach środkowoeuropejskich i germańskich w tak zwanego pana dzikich łowów, czyli dzikiego łowcę, tego, który łączy się z wichurą, z burzą, z jakimiś wydarzeniami atmosferycznymi. Wraz z tą gromadą pędzi przez świat z rzeszą zmarłych. Otwieramy Tacyta. Czytamy rozdział „Germanie”. Hariowie to jedno z plemion, które mieszkało na obecnych terenach Polski. Malowali się do bitwy na czarno i atakowali nocą. Oznacza to, że już byli zmarłymi, w każdym razie za takich się uważali. Najgroźniejsi z nich są Merselkowie, ci, którzy wcielali się w bestie – w wilka, niedźwiedzia, czasami smoka. Towarzyszą zawsze Odynowi. To są wyobrażenia tych postaci na pochwach mieczy. Czasami widnieli też na kaflach, tak jak tu na kaflu z Konstancji średniowiecznej. Wilkołactwo weszło do mitów europejskich jako odrębny typ mitologii, ale proszę pamiętać o tym, że w inicjacjach wilkołackich stosowano bardzo wyszukaną psychotechnikę, która powodowała, że okresowo, przy zażyciu odpowiednich środków psychoaktywnych, wojownik zamieniał się w bestię – był nieczuły na ciosy, można go było ranić, krew płynęła, atakował z furią, z pianą na brodzie, w obłędzie. Mieli też dziki na hełmach. Dzik jest symbolem mocy chtonicznych, ciemnych, mrocznych. Pierwszy atakował wódz, za nim było dwunastu ważnych wojowników, a z tyłu cała reszta buczała, uzbrojona w tarcze. Szli na oślep, nieczuli na ciosy. Szli przez ogień, przez żelazo, dziesięciu wojowników ich atakowało i nic. Problem polegał na tym, że gdy się nadużywało środków psychoaktywnych, stymulujących do walki, to po pewnym czasie ten efekt włączał się sam, nawet bez ich użycia. Wojownik niekiedy zabijał swoją rodzinę, wpadał w amok i rąbał wszystkich. Co z nim zrobić? Wypędzano go do lasu. Nie można było go zabić. Dlaczego? Pamiętajcie państwo, że to jest myślenie kategoriami rodu. Tam jednostka nie ma znaczenia, znaczenie ma ród i samobójstwo czy zabójstwo współrodowca jest największą zbrodnią. Samobójstwo też, bo samobójca występuje nie przeciwko sobie czy jakiemuś innemu człowiekowi, tylko przeciwko rodowi, bo ród jest całością. Lasy były pełne takich osobników, bezużytecznych, zajmowali się rabowaniem, gwałceniem. Z czegoś musieli żyć, pełno ich jest w mitach europejskich. Ale istotniejszy jest ten, których ich prowadził. Odyn jest bogiem wojny, on wyparł Thora. Thor został w Skandynawii, ma podrzędne stanowisko w stosunku do Odyna. Jest to bóg ambiwalentny. Odyn to jest wściekłość, amok, a jednocześnie natchnienie poetyckie. Prawe oko ma zamknięte, lewe wybałuszone. Proszę sobie jeszcze przeczytać, na przykład u Celtów, jak ich słynny bohater wpada w szał wojenny – jest identyczny, język ma na wierzchu, ryczy. To jest bóstwo ambiwalentne, więc nie odróżnia dobra i zła; robi to, co uważa za stosowne, stosując wszystkie chwyty, ponieważ liczy się tylko i wyłącznie zwycięstwo, a nie czy ktoś ma rację moralną, czy nie. To u nas w Polsce wykuliśmy takie pojęcie: poniósł klęskę, ale odniósł zwycięstwo moralne. Tam tak nie ma: albo przegrał, albo wygrał, lewo albo prawo. Wszystkie chwyty są dozwolone – podstępy, kłamstwa. W związku z tym on nie jest bogiem dobra, chociaż u Germanów jest nazwany często ojcem. W mitach i wierzeniach ludowych przedstawia się go często jako postać bardzo pozytywną, ale jak się to zanalizuje, to wychodzi drugie dno. Owszem, walczy, ale tylko o swoje i stosując nieciekawe chwyty. Nic dziwnego, że wyparł Thora i zajął pierwsze miejsce.

Jedną z najistotniejszych rzeczy w tej części Europy są inicjacje wodzowskie – u Germanów właśnie inicjacje odyniczne. W „Pieśni Odyna” czytamy: „wśród rozwichrzonej nocy wisiałem na drzewie, powieszony, ofiarowany sam sobie, bez rogu, bez chleba, napoju, przez 9 dni i 9 nocy, aż zobaczyłem runy, aż zostałem przebity włócznią i spadłem z krzykiem i zobaczyłem runy”. A runy to jest wiedza tajemna. Co to znaczy „wisiałem na drzewie” ? To jest drzewo kosmiczne, centrum świata. Wiadomo, że trzeba robić tak, jak bóg karze. Pokazał drogę i my go naśladujemy, w związku z czym ten, który miał być wodzem wojennym w tych tajemnych związkach męskich wojowników musiał przejść zupełnie inną inicjację niż reszta. Wisiał na drzewie, dochodził do granic śmierci klinicznej, widział to, co Bosch przedstawił jako tunel z postacią świetlistą na jego końcu, którą identyfikował z Odynem. Czy są na to dowody? To jest płyta nagrobna wojownika z VII wieku. Chciałbym, żebyście zapamiętali, że jeśli jakiś kraj przyjął chrześcijaństwo, tak jak w wypadku Francji Merowingów, wcale nie oznacza to, że reszta ludności to chrześcijaństwo wyznaje. Proces synkretyzacji, czyli łączenia różnych wątków i wierzeń, trwa wiekami, o czym jeszcze powiemy. To jest stela nagrobna wojownika. Jest tu przedstawiony z wężem z dwoma głowami, czyli symbolem świata podziemnego. Już nie żyje, salutuje, że wszystko jest w porządku, ale z drugiej strony jest postać, której pokazuje, że wykonał zadanie. Kto to jest? Proszę zobaczyć, postać świetlista i będąca ponad wodą. Jest w niebiosach – to jest właśnie bóg, którego symbolem jest włócznia. Bogiem tym jest Odyn.

Czy mamy dowody, że wcześniej stosowano tego typu inicjacje, na przykład w czasach wpływów rzymskich? Tak, moim zdaniem są dowody. To są ostrza włóczni żelaznych, inkrustowanych srebrem. Są tu pewne symbole. To jest światło kosmiczne, czyli słońce, księżyc, gwiazda, piorun. Włócznia staje się symbolem światła. Jeżeli wojownik wisiał na drzewie, doszedł do granic śmierci klinicznej – a to jest ryt ofiarniczy, bo tak się składało ofiary dla Odyna – i teraz dostaje impuls przebicia włócznią, okazuje się, że żyje, odcinamy go, upada, wraca: bogatszy o wiedzę, jaką uzyskał w tych inicjacjach. Co to była za wiedza? Był w świecie zmarłych, rozmawiał z Odynem, przeszedł granicę śmierci. Wszyscy ci, którzy wrócili stamtąd, tracą poczucie lęku przed śmiercią, a więc będą z nich idealni wodzowie. Prowadzi wojowników do walki i wtedy wodzowi objawia się właśnie Odyn. Właśnie wtedy Germanie szturmują przez 500 lat granice Rzymu, są nie do pokonania, toczą zwycięskie bitwy. W pewnym momencie Rzym przyjmuje chrześcijaństwo. W wypadku wschodniej części Bizancjum przyjęto chrześcijaństwo w wersji ariańskiej. Co to oznacza? Wśród Arian starożytnych jest powiedziane, że Jezus był najpierw człowiekiem, ale dzięki swoim czynom został bogiem. Wisiał na krzyżu, zmartwychwstał, przebity włócznią. Udzielał nauk, szczególnie Gotom, miał zastęp dwunastu apostołów. Proszę pamiętać, że mamy do czynienia z ludźmi, którzy muszą nieznane przetłumaczyć wierzeniami, które są im znane. Gdy Germanowie zajęli tereny Polski, to tu się jeszcze przewijały plemiona celtyckie i mamy do czynienia z taką rzeczą, że na terenach polskich była konfederacja plemion germańsko-celtyckich, które się nazywały Lugionie. Nazwa ta pochodzi od Luga – Lug jest bogiem światła i wszystkich rzemiosł, a więc bogiem wojowników, jest ojcem Kuhulejma, sztandarowego wojownika celtyckiego. Przychodzi do niego, kiedy Kuhulejm umiera. Innymi słowy Kuhulejm widzi światło w momencie śmierci. To Celtowie nauczyli Germanów inicjacji wojennych. Żadnego pisma nie było u druidów, nauka trwała 20 lat i oni uczyli wojowników, co mają ze sobą robić. Konfederacja rusza na południe. Po drugiej stronie Limesu widzą drugiego Odyna, czy drugiego Luga – wisi na krzyżu, na drzewie, przebity włócznią, zmartwychwstał. To jest kamień króla Haralda, tego, który w Danii wprowadził chrześcijaństwo. Chrystus jest przedstawiany jako oplątany jakimiś chaszczami – to nie jest krzyż, tylko pozycja rozwartych ramion, a reszta to drzewo. Jeżeli mamy taką sytuację, że wisi Chrystus na drzewie, to trzeba przejąć tę moc Rzymian i życzliwość boga dla nas. Tu widzimy klamry na pasach z napisem: „Gott mit uns” z I i II wojny światowej. Bóg z nami, ale my nie spełniamy woli Boga jako takiej, tylko Bóg popiera nasze zamierzenia. Jest początek V wieku. Nizina Balońska, jest tu jedno wielkie kłębowisko wszystkich ludów, różnorakich plemion, które zebrały się, żeby uderzyć na Rzym. Rozbijają się na dwie grupy. Jedna uderza prosto na Italię, ponosi klęskę, przywódca zostaje ścięty. Druga grupa rusza na zachód. Jest noc, Wigilia, grudzień roku 406. Uczestnicy przechodzą po lodzie przez Ren i wbijają się w Galię. Ginie ich w walkach połowa, ale Galia jest podbita. Potem przechodzą dalej do Hiszpanii, potem na północną Afrykę. Tworzą państwo Wandalów złożone z plemion różnych grup łącznie z tymi irańskiego pochodzenia. Dlaczego zwyciężyli? Bo Bóg był z nimi. To był Chrystus, Lug i Odyn w jednej i tej samej postaci. Tak ten archetyp pracował.

Czy to ma związek ze współczesnością? Jest wiek XIX, pojawiają się różne stowarzyszenia okultystyczno-ludowe, wraca religia Odyna, neopoganizm. Pojawia się cała symbolika – sztandar ze swastyką, orzeł zamiast ducha świętego, światło. Niemcy modlili się do Hitlera. W ’33 roku po zwycięstwie partii nazistowskiej Niemcy oszaleli. Jedna Niemka pokazując na krzyż, na Chrystusa, mówiła: „Teraz się nikogo nie boimy, ponieważ on jest z nami”. Kto? Adolf Hitler. Tak działa archetyp, który siedzi w nieświadomości zbiorowej. Doskonale to wiedział Jung, który zresztą idealnie przewidział, co będzie się działo. Tu to jest przerażające zdjęcie: setki tysięcy wzniesionych rąk, jeden ryk. Oczy otwarte, usta się ruszają, a rozum poszedł na spacer. Jeszcze większy tłum po zwycięstwie nad Francją. Czy to po ’45 roku się skończyło? Nie, proszę państwa. Młody człowiek z NPD – cytuję z „Polityki” – jest najwidoczniej wyznawcą starogermańskiego boga Odyna, powiedział bowiem osłupiałym dziennikarzom: „Odyn jest w nas, jesteśmy dziećmi dębu. Aż do ’45 roku nasz Wehrmacht udowadniał, że jesteśmy prawdziwymi dziećmi Odyna”.

Czy archetypy giną? Czy przeszłość umarła? Nie, przeszłość jest ciągle. Swastyka to znak wyklęty w dzisiejszej Europie. To źle, dlatego że im bardziej jest wyklęty, tym ma większą moc, jak wszystko, co jest zakazane. Ten znak istnieje co najmniej od 10 tysięcy lat. Afryka, Europa, Azja, Ameryka Środkowa – wszędzie ten znak istnieje, najstarszy znaleziono na rytach naskalnych w Armenii. Ten znaleziono w Iraku i ma 5 i pół do 5 tysięcy lat p.n.e. A to najstarszy znak z terenów Polski, to naczynie wykopane w Krzemionkach z czasów kiedy szamani bębnili w gliniane bębny. W środku jest wymalowana swastyka. To jest gdzieś 2700 rok p.n.e. Swastyka na brzytwach rytualnych! Znajdziemy ją w Grecji, Turcji, Francji, Austrii, w kościółku w Kruszwicy, namalowane na indyjskim słoniu, na samochodzie swastyka jak się patrzy, w hełmach samurajów japońskich. Tutaj się zaczyna nasza bajka. Stowarzyszenie teozoficzne Madame Labaki. XIX wiek, nagromadzenie różnych symboli. Widzimy swastykę – już jest obrócona. Następne stowarzyszenie, nazywa się Tule. W tym towarzystwie jest cała elita nazistów, łącznie z Hitlerem. Wszystko jest: sztylet, liście dębu, światło, swastyka. No i proszę bardzo, gigantyczna swastyka, 110 kilometrów na północny wschód od Berlina – w roku 2000 rząd Niemiec kazał ją wyciąć – zrobiona z drzew. Swastyka to znak zakazany. Co oznacza? To nie jest symbol słońca, jak mówili naziści. Jest to kosmogen, przedstawia cztery kierunki świata i ruch rotacyjny. Bo świat się obraca. Jeżeli stoimy, szczególnie w nocy, i obserwujemy niebo, to widzimy, jak się wszystkie gwiazdy zmieniają. Jeżeli w dzień, to widzimy, że wokół, dokładnie w kierunku od lewej do prawej porusza się słońce. I dlatego te skręcone ramiona, złamane w prawo, nazywają się „na su-wastic”: „jest dobrze”, czyli jest to znak pozytywny, chodzi o symbolikę prawostronną. Natomiast te, które mają złamane ramiona w drugą stronę, w lewo – to jest już ruch do ziemi, czyli mają znaczenie negatywne, wskazują na mroczne siły. Hitler wybrał tę drugą opcję.

Mówiłem o ludach zachodniej Europy. Teraz kilka słów o Słowianach. Zostały po naszych przodkach potężne ślady po grodziskach, chociażby kopce, takie jak kopiec Kościuszki. Nie wiadomo, czy jest słowiański, został źle przebadany, bo zwrócono uwagę tylko na środek, a może gdzieś z boku była komora grobowa? Tu widzicie państwo resztki świętego okręgu. To są wały, gdzie stała świątynia Światowida, najważniejszego właściwie elementu wierzeń Słowian zachodnich. Światowid to symbol bóstwa centralnego, jak ktoś ładnie powiedział, na posągu jest traktat teologiczny wykuty w kamieniu, bo tu wszystko jest: cztery strony świata, postać centralna, wszechwiedza, płodność, trzy piętra kosmosu – wszystko to jest dokładnie w sposób symboliczny przedstawione. To duży posąg, z terenu Ukrainy. I malutkie posążki, kilkucentymetrowe, drewniane, z Wolina. W latach ’70 prezentowane były na wystawie jako rewelacja, nikt nie przypuszczał, że są to, że tak powiem, podręczne, mini-Światowidy. No i takie bóstwo, które widzicie państwo na slajdzie – okazało się, że Słowianie, szczególnie zachodni, bo to jest z terenu Niemiec, mieli jakieś inklinacje do bliźniaków. Dobrze się zachowały maski drewniane, a to z kolei świadczy o tym, że nasi przodkowie jeszcze przed przyjęciem wiary chrześcijańskiej mieli swoje rytuały, tańce, obrzędy, w których za pomocą masek przedstawiano postacie zazwyczaj boskie lub demoniczne. W słowiańszczyźnie pełno jest też smoków. Jest smokobójca i syndrom wilkołactwa też. Jest postać zwana żmijem, z którym nasi koledzy religioznawcy nie bardzo wiedzą, co zrobić, bo raz jest pozytywny, a raz negatywny. Smok też nie bardzo pasuje do chrześcijańskiego wyobrażenia o smokach, jednocześnie jest pozytywny. Trzeba mentalności Kalego: to, co jest dla nas dobre, to jest dobre, a co jest dobre dla innych, to jest złe; jak tamci nam ukradną krowę, to jest złe, a jak my im ukradniemy krowę, to jest dobre.

Moim zdaniem największą tajemnicą słowiańszczyzny i naszych terenów są Góry Świętokrzyskie. Punkt, który tam widzicie, to Święty Krzyż. Jest tu klasztor i wieża telewizyjna, taka jak słup kosmiczny, idealnie pasuje. To góra kosmiczna. W tym rejonie, tuż przed przyjęciem chrześcijaństwa, pojawiają się sakralne terytoria, kręgi kultowe. Historycy się spierają. Twierdzą, że nie było żadnych wałów kultowych, archeolodzy źle kopali. Ja twierdzę, że nie można patrzeć na te rzeczy jedynie przez pryzmat kilku słów tekstu, który jest w jakichś rękopisach wołyńskich. Trzeba popatrzeć najpierw, co to jest. Jak wygląda wał. Wał jest ustawiony jakby go robił ktoś kompletnie nieznający się na sztuce wojennej. Źródło jest poza wałem, a przecież wiadomo, że trzeba mieć wodę. Jeżeli się zbierze parę tysięcy ludzi w jednym miejscu, to pierwszą rzeczą, jaką przy oblężeniu trzeba mieć, jest woda, jedzenie i picie. A długość wałów? Trzeba ich bronić, jest określone, ilu wojowników musi stać na jednym metrze wału. Nic z tych rzeczy tam nie ma, w związku z czym nie są to żadne konstrukcje militarne, to są konstrukcje związane ze świętymi miejscami. W przekazach ustnych nie zachowało się nic na temat budowy kręgów kamiennych, ale ja twierdzę, że to nieprawda! Przejrzyjcie państwo XIX-wieczne książki księdza Siarkowskiego, opisujące obyczaje ludności wiejskiej rejonu Kielc. W przypisie jest powiedziane, że ludzie mówią, iż ich przodkowie zbierali kamienie i układali na szczytach gór, po to, żeby budować świątynię dla prawdziwego boga, ale w nocy im czarna moc przeszkodziła i porozrzucała kamienie. Jaka czarna moc? Wiadomo, przecież Włodzimierz Mądry nie przyjął katolicyzmu, dlatego że katolicy przyszli w czerń ubrani. Bardzo mu się to nie podobało – takie smutne, a ci z Bizancjum byli pięknie ubrani, mieli wyszywane ubrania, o, to jest to, co raduje serce!

Proszę zapamiętać jeszcze jedną rzecz – chrzest był w 996, natomiast pierwsze informacje o tym, jak się bogowie tych plemion polskich nazywali, pochodzą dopiero mniej więcej z czasów Bitwy pod Grunwaldem. Jest tak, jakbyśmy dziś opisywali uczestników Bitwy pod Grunwaldem, nie mając żadnych źródeł. Jeżeli będziemy stosować tę metodę, którą stosowali historycy, że nie ma źródeł – to okaże się, że nic takiego nie było. A to nieprawda, ponieważ bardzo wiele pogańszczyzny zachowało się w wierzeniach ludowych. Mój kolega, pan dr Janusz Kamocki, na początku lat ’60 stworzył sobie teorię, że rejony takie jak góry są zasiedlane przez ludzi przez wiele lat. Ludzie ci nie przemieszczają się, w związku z czym należy badać rejon Gór Świętokrzyskich, chodząc po tych wszystkich wioskach, wypytując starszych ludzi, co na ten temat myślą. Ku swojemu zdumieniu czasem. Bo babina spod Hucisk, pod Świętym Krzyżem, mówi tak: „panie, to nie jest tak, jak ci księża z tego klasztoru mówią. Po śmierci dusza człowieka, jeśli znęcał się nad koniem (a koń u Słowian i Indoeuropejczyków to rzecz święta) wcieli się w konia i dopiero jak ten koń zdechnie, to dopiero dusza idzie na sąd boski”. A w roku `76, zupełnie przypadkowo, usłyszałem piosenkę w radiu, śpiewała ją babina: „gdy umrę niespopielta(…) wyrośnie ze mnie lewija, zapłacze po mnie rodzina, wyrośnie ze mnie stokrotka, zapłacze po mnie ojciec i matka”. Po latach, jak już były dane informacje na temat obrządku pogrzebowego Słowian, gdy spojrzałem na ten tekst to, że tak powiem, szczęka mi opadła, ponieważ w tym tekście jest wszystko! „Gdy umrę niespopielta” – zakaz palenia ciał to ostatnie dziesięciolecia X wieku. Potem już od XI wieku obrządek ciała pali; chrześcijaństwo wprowadziło to siłą, ogniem i mieczem. „Przed chrztem, po polu mnie rozsypać” – informacja, gdzie trzeba te popioły rozsypać; i czytamy sobie w różnych tekstach czeskich Brzetysława Trzeciego, że zakazał swoim współplemieńcom na terenie Czech chować zmarłych po polach i lasach; „po polu mnie rozsiedlą”, czyli miejsce pochówku jest; a pole to jest polana w lesie. Co na polanie rośnie? Stokrotki, wiadomo; a jeżeli mamy teren bagienny, to lilie, a wokół jest las. Jest informacja na temat grobów warstwowych, są też cmentarzyska, tylko tak jak teraz ludzie się każą rozsypać z samolotu nad Pacyfikiem, to w tym wypadku rozsypywali na polu. Śladów nie ma, to jest grób tak zwany warstwowy. „Wyrośnie ze mnie lilia lub stokrotka”, a potem mamy sygnał, jak będzie się zachowywała rodzina. Płacze, dlatego że zmarły jest młody, jeżeli stary, to nie. Gdy stary umierał, to była radość, ponieważ nareszcie mu się życie skończyło, odszedł do przodków. W wierzeniach słowiańskich jest dokładnie to samo, co u innych Indoeuropejczyków: dusze przechodzą ze świata przyrody, wcielają się w następne generacje. Nie bez racji nie wolno zabijać bocianów, bo wedle wierzeń naszych przodków to bociany przynosiły na wiosnę dusze z dalekich krajów, których nikt nie widział. Gdzieś tam poleciały i w zimie ich nie ma. Wracają na wiosnę i wtedy rodzą się dzieci, zatem muszą przynosić dusze. A w zimie przynoszą duszę ptaki krukowate – kawki, wrony, gawrony, kruki. Były także święte dęby, które zostały wyrąbane na terenie Europy, bo chrześcijaństwo zmieniło swój stosunek do przyrody. Serdecznie dziękuję za uwagę.


spoty

 

unia

 

INSPEKTOR OCHRONY DANYCH OSOBOWYCH
iod@teatrdramatyczny.pl

 


 

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce.

© 2014 Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy
Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, 00-901 Warszawa