Repertuar

Repertuar w pdf

Newsletter

Teatr Dramatyczny online

Poleć stronę znajomym
X

Poleć stronę

Wyślij

Wiadomość została wysłana. Dziękujemy!

Proszę czekać...

Wystąpił błąd. Spróbuj ponownie za kilka minut.

fot. Katarzyna Pałetko

na zdjęciu: Marcin Tyrol, Andrzej Szermeta

fot. Paweł Eibel

na zdjęciu: Małgorzata Braunek, Małgorzata Maślanka, Piotrek Polak

fot. Paweł Eibel

na zdjęciu: Małgorzata Maślanka

fot. Paweł Eibel

na zdjęciu: Adam Graczyk, Andrzej Szermeta

fot. Paweł Eibel

na zdjęciu: Małgorzata Braunek, Adam Graczyk

fot. Paweł Eibel

na zdjęciu: Małgorzata Braunek, Maja Ostaszewska

proj. Łukasz Sławiński

Persona. Ciało Simone

Miejsce: Duża Scena
Premiera: 2010-02-13
Daty pokazu:
Ceny: strefa A: 100 / 80 zł, strefa B: 70 / 50 zł, strefa C: 45 / 30 zł; w: 25 / 15 zł

fot. Katarzyna Pałetko

scenariusz, reżyseria i scenografia: Krystian Lupa
kostiumy: Piotr Skiba
muzyka: Paweł Szymański
współpraca dramaturgiczna: Marcin Zawada
wideo: Jan Przyłuski
produkcja: Małgorzata Cichulska
asystent reżysera: Katarzyna Kalwat
asystentki scenografa: Iga Kowalczuk, Dorota Proba
realizacja dźwięku: Krzysztof Sierociński
realizacja światła: Rafał Rudkowski
realizacja multimediów: Hubert Solczyński
inspicjent: Tomasz Karolak
sufler: Jaga Dolińska

muzycy: Magdalena Bojanowicz (wiolonczela), Maciej Frąckiewicz (akordeon), Kamil Walasek (altówka), Wojciech Walczak (altówka), Krzysztof Zbijowski (klarnet)
reżyseria dźwięku:
Andrzej Brzoska

występują:
Małgorzata Braunek (gościnnie) – Elżbieta
Adam Graczyk – Max (w improwizacji: Immanuel)
Małgorzata Maślanka
Aktorka (w improwizacji: Lena)
Jolanta Olszewska – Aktorka (w improwizacji: Anna)
Andrzej Szeremeta – Artur
Maja Ostaszewska (gościnnie) – Simone
Marcin Tyrol – Dziennikarz
Piotrek Polak
(gościnnie) – Aktor (w improwizacji: Ole)
oraz Andrzej Papis, Filip Piasek - Ekipa telewizyjna

Czas trwania: 3h 20 min.
PLAN WIDOWNI



Pozwólmy rozwinąć się takiej fantazji: Elżbieta Vogler, ta co zamilkła w Personie Bergmana – po trzydziestu latach od tamtego wydarzenia wraca do aktorstwa za sprawą charyzmatycznego młodego reżysera teatralnego. Po wspólnym sukcesie Medei, pojawia się dziwna, zaskakująca propozycja zmierzenia się z osobowością, z ciałem i myślą Simone Weil. Szaleństwo tej propozycji nie kończy się na tym, że Elżbieta ma teraz dwa razy tyle lat, ile miała Weil w chwili śmierci. Ale że motyw tego pomysłu jest mglisty i nie do końca świadomy, to zmagania z jej myślą, opór wobec ekstremalnych wymagań stawianych człowiekowi i człowieczeństwu, tajemniczy tunel miedzy cierpieniem indywiduum i Bogiem, to opór i nieufność wobec motywów jej życiowej postawy i myśli kusi młodego artystę do podjęcia awanturniczej podróży w głąb osoby, o której Weil nie chciała mówić. Z kolei aktorka nie ufa motywom reżysera, ma wrażenie, że to wydanie siebie i swego ciała, i duszy na pastwę podejrzanych ataków, że zmierza to do „jakiegoś” trudno uchwytnego i przez to artystycznie podejrzanego obnażenia, że ona sama posłuży za ciało chorobliwych identyfikacji i chaotycznych duchowych polemik młodego wizjonera. Coraz bliższa rezygnacji z ryzykownej roli – czyta jednak zachłannie teksty filozofki, nie może się od nich uwolnić. Nie może przyjąć tej „postaci”, ale nie potrafi jej również odrzucić. Postać rośnie w niej na podobieństwo nowotworu. Co to jest i jaki ma związek z tamtą, dawno nieżyjącą? Czy można odtworzyć tamtą, żyjącą kiedyś i cierpiącą kobietę na podstawie jej myśli? Czy można ocalić osobę, której Simone Weil się wyrzekła? (Krystian Lupa)

Dziękujemy Mastershot Studio za pomoc przy realizacji projektu.

 

Recenzje:
Aneta Kyzioł, "Polityka", nr 9/27.02
Bohaterką jest tym razem Elżbieta Vogler, pożyczona przez Lupę z Persony Ingmara Bergmana: gwiazda, która u szczytu sławy zamilkła i odeszła z zawodu. Gra ją Małgorzata Braunek, której przytrafiła się podobna historia: aktorka filmów Andrzeja Żuławskiego wybrała buddyzm, teraz, po trzydziestu latach przerwy, wraca do zawodu. Elżbieta dostaje od młodego reżysera (Andrzej Szeremeta) propozycję zagrania chrześcijańskiej filozofki Simone Weil.
Pierwszą część spektaklu wypełniają kłótnie tej dwójki: o koncepcję postaci, wizję spektaklu. Elżbietę fascynuje czysta i wzniosła myśl filozofki, reżyser chce wniknąć pod intelektualny pancerz, zobaczyć ciało, rany, kompleksy, emocje - człowieka. Lupa sportretował zarówno swoje spory z mającą pierwotnie grać rolę Elżbiety Mają Komorowską, jak i zderzenie młodych reżyserów, często kierujących się bardziej intuicją niż wiedzą czy logiką, z aktorskimi oczekiwaniami jasnych wizji i wskazówek.
Druga część to aktorskie improwizacje mające wybić Elżbietę z jej zawodowej rutyny, zmusić do ryzykownej podróży w głąb siebie. W ostatniej części wycieńczona Elżbieta zaczyna rozmowę z wyhodowaną w sobie, zalęgłą Simone Weil (graną przez Joannę Szczepkowską). Rozmowę o tym, co najbardziej aktorkę boli: o macierzyństwie, jak zagrała może najważniejszą w swoim życiu rolę matki. Persona. Ciało Simone to spektakl niesamowicie głęboki, gęsty od sensów, w sposób fascynujący mieszający fikcję z rzeczywistością. Hipnotyzujący, ale też momentami cudownie zabawny, na granicy satyry. […] (czytaj całość)

Tadeusz Nyczek, "Przekrój", nr 8/23.02
Krystian Lupa już od jakiegoś czasu próbuje rozwiązać kwadraturę koła: jak wyjść z teatru, jednocześnie w nim zostając.
Jakby przestał lubić teatr tak długo będący dla niego całym światem. Kiedyś zamykał pudełko sceniczne różnymi ramami. Oddzielał aktorów od widowni przezroczystymi zasłonami z gazy, budował wysmakowane dekoracje tworzące wyrazisty i osobny świat, piękny i niepowtarzalny. Teraz traktuje teatralność, więc sztuczność, złudzenie i fałsz, jako problem do powtórnej dyskusji. Dekoracje są coraz częściej tylko cytatami z innej, realnej rzeczywistości produkującej artefakty sztuki. Na przykład konkretnymi pracowniami artystycznymi (Factory 2), pustymi i zdegradowanymi studiami filmowymi (Persona. Marilyn) albo salami prób w teatrze (Persona. Ciało Simone). Ta ostatnia dekoracja to zresztą autocytat, bo jest niemal kopią tamtego studia z "Marilyn".
Aktorzy zachowują się tak, jakby nie wychodzili z teatru i nadal nad czymś pracowali. Zastajemy ich w trakcie, fragmencie drogi skądś dokądś, na brudno, zaskoczonych faktem, że przyszli jacyś ludzie i zasiedli na widowni.
Jeśli Lupa produkuje teraz jakieś teatralne złudzenia, to po to, żeby mylić tropy, zacierać granice między sceną a niesceną. Prowokuje aktorów do improwizacji utrudniających im "artystyczne" popisy. W materię spektaklu wkrada się nieporządek, niepoprawność, niegramatyczność, drażniąca bylejakość daleka od "sztuki panowania nad widzem". Wygląda na to, że coś bardzo przełomowego musiało się stać w momencie, gdy kilka lat temu zafascynował się nowojorską Fabryką Andy'ego Warhola i zaczął oglądać jego filmy. A właściwie antyfilmy, bo ich akcja była w zasadzie żadna, a przyjaciele występujący w rolach aktorów, głównie nieźle naćpani, w nieskończoność improwizowali jakieś scenki i sytuacje, przeważnie na prywatne tematy. Takie prywatne i półprywatne filmowanie stało się odtąd obowiązkową częścią składową przedstawień Lupy.
Krótko mówiąc: wy, którzy lubicie w teatrze efektownie opowiedziane historie, idźcie gdzie indziej. Nie macie tu już czego szukać. […] (czytaj całość)

Anna B. Burzyńska, "Tygodnik Powszechny", nr 8/21.02
[…] Marilyn była przedsięwzięciem przekraczającym granice teatru; Lupa wydawał się używać scenicznej przestrzeni i szczątków teatralnej formy jako alchemicznego laboratorium, w którym destyluje się najgłębszy sens kondycji ludzkiej. Reżyser dokonał tam operacji właściwie niemożliwej: pokazał poprzez teatr uwalnianie się od steatralizowania, nakładając na fałsz świata fałsz teatru, odkrywał dotkliwą prawdę. W Ciele Simone otrzymujemy w pewnym sensie powtórzenie tego zabiegu, ale perspektywa, z jakiej Lupa przygląda się tematowi, jest już nie antropologiczna, lecz wręcz kosmiczna: zarazem metateatralna, filozoficzna, teologiczna, mistyczna... […] Obecne od lat w teatrze Lupy pytania o istnienie Boga, sens śmierci, tajemnicę miłości, tutaj - wyrażone wprost, słowami rozważań filozofki, improwizacji aktorskich i rozważań samego reżysera - brzmią tak dziwnie, obco, sztucznie, że budują dystans między sceną a publicznością, cytaty z jej pism odbijają się od widowni i głuchym echem wracają do aktorów. W pamięci zostają głównie sceny nieteatralne, obrazy pojawiające się na marginesie dyskusji między Elżbietą a jej bohaterką: wyświetlane na ekranie fragmenty Listu pożegnalnego do Ojca J.M. Perrin, filmowe wstawki ukazujące Weil segregującą w ponurym pokoju guziki, by uśmierzyć nieznośny ból głowy. Tak jakby - na przekór intencji Lupy - słowa mistyczki nie dały się na powrót ubrać w ciało Simone. Albo jakby teatr nie był jednak w stanie unieść ciężaru stawianych pytań, których sens najłatwiej dociera do odbiorcy w skupionej, indywidualnej lekturze, na którą pewnie zdecyduje się spora część widzów opuszczających teatr z poczuciem niedosytu i w stanie emocjonalnego i myślowego zamętu. Ale być może o to właśnie chodzi - żeby po spektaklu Ciało Simone sięgnąć po pisma jego bohaterki, żeby przejść drogę podobną do drogi Elżbiety? Jeśli tak, to Lupa - mimo wszystko - osiągnął swój cel.
(czytaj całość)