
fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Agnieszka Roszkowska, Beata Fudalej, Klara Bielawka

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Agnieszka Roszkowska, Beata Fudalej, Klara Bielawka

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Beata Fudalej, Klara Bielawka, Agnieszka Roszkowska

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Klara Bielawka, Beata Fudalej, Agnieszka Roszkowska

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Klara Bielawka, Beata Fudalej, Agnieszka Roszkowska

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Agnieszka Roszkowska

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Beata Fudalej

fot. Tadeusz Rolke
na zdjęciu: Klara Bielawka

Bartek Arobal
Król kłania się i zabija
Miejsce: Mała Scena
Premiera: 2011-01-08
Daty pokazu:
Ceny: strefa A: 45 / 35 zł, strefa B: 30 / 20 zł w: 17 / 10 zł
fot. Tadeusz Rolke
reżyseria: Agnieszka Korytkowska-Mazur
adaptacja: Agnieszka Korytkowska-Mazur, Magda Fertacz
scenografia: Jacek Malinowski
kostiumy: Agnieszka Stanasiuk
muzyka: Robert Wasilewski
wykonawcy muzyki: Robert Wasilewski, Ewa Wasilewska, Iga Wasilewska, Franciszek Pospieszalski
reżyseria światła: Agnieszka Korytkowska-Mazur, Sylwek Łuczak, Urszula Milanowska
ruch sceniczny: Maciej Zakliczyński
konsultacje muzyczne: Klaudiusz Baran
wizualizacje: Sylwek Łuczak, Urszula Milanowska
realizacja dźwięku: Dariusz Kamiński
realizacja światła: Tomasz Burzyński
realizacja multimediów: Dariusz Kraszewski
suflerka, inspicjentka: Barbara Zając
występują:
Herta 1: Klara Bielawka
Herta 2: Agnieszka Roszkowska
Herta 3: Beata Fudalej (gościnnie)
Matka/Higienistka: Ewa Telega
Ojciec/Kapitan Albu: Miłogost Reczek
Dziadek: Maciej Szary
Wendel: Sławomir Grzymkowski
Paul: Henryk Niebudek
Przyjaciółka/Dziennikarka: Joanna Król (gościnnie)
Czas trwania: 55 min.
„Pochodzę z miejsca pomiędzy. Rumunia i Niemcy są sobie tak obce, że nic w nich i nic we mnie z wtedy i teraz nie może się spotykać bezkarnie.”
Spiritus movens spektaklu Król kłania się i zabija jest Herta Müller. Nie jako pisarka, laureatka Nagrody Nobla, ale jako człowiek: poddany działaniu zarówno ideologii, historii, jak i wychowania, osobistych ambicji, zawiedzionych lub spełnionych miłości, chęci odwetu i Strachu.
Herta Müller, „sama sobie cudza”, jak się określa, przywołuje na scenie siebie z dzieciństwa w Banacie, siebie z czasów reżimu Ceauşescu i siebie współczesną, by jak w soczewce przyjrzeć się niezamkniętym sprawom, relacjom, które uwierają, domagając się finału.
Król kłania się i zabija to spektakl o walce z pamięcią, w której przechowujemy zdeformowane obrazy własnej świadomości. I o potrzebie wychodzenia z niej ocalonym i ocalającym zarazem. Reżyserka, prowokując do przyjrzenia się kondycji człowieka wykorzenionego, outsidera z konieczności i wyboru, co chwila ośmiesza też jego skłonność do autocenzury i sentymentalizmu.
Herta Müller
Pisarka niemiecka. W 2009 roku uhonorowana Nagrodą Nobla w dziedzinie literatury za „przedstawianie świata wykorzenionych z intensywnością poezji i szczerością prozy”. Urodziła się w Rumunii, w zamieszkałej głównie przez szwabską mniejszość wiosce w Banacie. Prześladowana przez władze za odmowę współpracy z Securitate, w 1987 roku wyemigrowała do RFN. Jest autorką m.in. Nizin, Sercątką, Dziś wolałabym siebie nie spotkać czy Król kłania się i zabija.
W listopadzie 2010 roku, na specjalne zaproszenie Wydawnictwa Czarne, na Dużej Scenie Teatru Dramatycznego odbyło się kilkugodzinne spotkanie z Hertą Muller. Dyskusję z niemiecką pisarką prowadziła Angelika Kuźniak, redaktorka „Dużego Formatu”, autorka jednego z najlepszych polskich wywiadów z Hertą Müller Przećwiczyłam śmierć. Spotkaniu towarzyszył pokaz fragmentów pracy nad spektaklem Król kłania się i zabija oraz występ zespołu Transkapela.
Dziękujemy Studiu Tęcza za profesjonalizm i ulgowe potraktowanie ;)
www.studiotecza.com

Recenzje:
Piotr Olkusz „Teatr”
„Odsłaniać przestrzeń ponad sensem wypływającym ze słów” – to umieścić te słowa w innej sytuacji i zmienionym kontekście. To wypaczyć te słowa, poszatkować je, przemielić – to właśnie robią Korytkowska-Mazur i Fertacz: niby są słowa Müller, jakby uwiarygodniane jej (potrójną) obecnością na scenie, ale nie odsyłają do jej prozy, lecz do struktury doświadczenia. Nie ilustrują, „nie przeprowadzają dowodu”, lecz kreują świat, w którym tania, ale prawdziwa i kontrowersyjna nostalgia miesza się z kafkowskim doświadczeniem i niezabliźnioną raną traumy. Jak pogodzić skłonność do idealizowania wspomnień czasów młodości ze świadomością nieopisywalnego okrucieństwa tych czasów? Jak pogodzić dwie sprzeczności: naturalny proces wypierania strasznych doświadczeń z jednoczesną chęcią ich analizy? (czytaj całość)
Joanna Derkaczew „Gazeta Wyborcza”
W przedstawieniu Teatru Dramatycznego Müller nie odpuszcza. Wciąż domaga się uwagi, praw człowieka, obywatela, kobiety, córki, intelektualistki. Mogłaby stanąć gdzieś skromnie i opanowanym głosem opowiadać o śmierci przyjaciół, o represjach, o głodzie, strachu, o przesłuchaniach w rumuńskiej bezpiece. Takich historii wygodnie się słucha, gdy wygłaszane są z godnością, ale i pokorą, bez histerii czy roszczeń, w tonie: „wprawdzie to mnie nagrodziliście, ale przecież nie o mnie tu chodzi, ja jestem jedynie głosem tych uciskanych, wykluczonych...”. A ta nie. Nie tylko potraja się, ale gada bez umiaru, kręci się, wyciąga na widok publiczny ludzi i przedmioty, o których wspominać się nie godzi. Nie chce np. uczestniczyć w zmowie hipokryzji nakazującej Rumunom zaprzeczać ich zaangażowaniu w nazizm. Nie ukrywa przeszłości własnego ojca esesmana. Grający go Miłogost Reczek przez cały spektakl przechadza się po scenie w wyglancowanych oficerkach żołnierza Waffen-SS. Akordeon po wuju naziście dziewczyna dźwiga ze sobą lub rozciąga na piersi jak wrzeszczące, niespokojne serce.
[…] Spektakl Agnieszki Korytkowskiej-Mazur nie daje streszczenia biografii „jednej z najwybitniejszych postaci literatury niemieckojęzycznej”. Wspomnienia usuniętych ciąż, wydarzeń z dzieciństwa czy prześladowań zostają jedynie mgliście zarysowane. Król... świetnie pokazuje to, co przesądza o mocy tekstów noblistki. Eksponuje jej upór i siłę, z jaką przełamywała ciszę wokół spraw tak niewygodnych jak oportunizm Rumunów czy obwarowana zastrzeżeniami i warunkami tolerancja Niemców. Fantastycznie sprawdził się pomysł reżyserki, by Herę pokazać nie jako postać heroiczną, ale krnąbrnego chochlika, który igra z mocniejszymi od siebie.
Gdy w finale Herta dziękuje za Nagrodę Nobla, to nie ona jest zakłopotana. To cała reszta nie wie, gdzie podziać wzrok. A Herta wywija tylko przeklętym, nazistowskim akordeonem:...i jeszcze wam zatańczę! (czytaj całość)










